Oddech którego zabrakło
twoje płuca były jak zwęglone drzewa
brakowało w nich miejsca na wiosenny wiatr
byłeś jak ryba wyrzucona na brzeg
patrzyłam jak gaśnie w tobie światło chociaż bardzo chciałeś zaczerpnąć nowego dnia
każda sekunda odbierała ci resztki tlenu
aż stałeś się ciszą
świt
zamiast śpiewu ptaków dźwięk telefonu
krótki zimny komunikat po którym świat zesztywniał
potem pusty długi korytarz i ten czarny foliowy worek
ciasny bezduszny śliski od cudzego pośpiechu
w środku upchnięte twoje „jeszcze przed chwilą” życie
zegarek ze spoconym paskiem
poduszka z zapachem który nie należał już do ciebie
niosłam to przez długie lata
ciężar plastiku który udawał człowieka
dziś już nie płaczę
po prostu oddycham głośno – za nas dwoje
Komentarze (1)
Co tu napisać więcej, jak każde słowo boli.
Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania