Oddech którego zabrakło

twoje płuca były jak zwęglone drzewa

brakowało w nich miejsca na wiosenny wiatr

byłeś jak ryba wyrzucona na brzeg

patrzyłam jak gaśnie w tobie światło chociaż bardzo chciałeś zaczerpnąć nowego dnia

każda sekunda odbierała ci resztki tlenu

aż stałeś się ciszą

świt

zamiast śpiewu ptaków dźwięk telefonu

krótki zimny komunikat po którym świat zesztywniał

potem pusty długi korytarz i ten czarny foliowy worek

ciasny bezduszny śliski od cudzego pośpiechu

w środku upchnięte twoje „jeszcze przed chwilą” życie

zegarek ze spoconym paskiem

poduszka z zapachem który nie należał już do ciebie

niosłam to przez długie lata

ciężar plastiku który udawał człowieka

dziś już nie płaczę

po prostu oddycham głośno – za nas dwoje

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aisak godzinę temu
    Czarny worek...
    Co tu napisać więcej, jak każde słowo boli.
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania