Poprzednie częściOdium przegranych

Odium przegranych, cz. 2

Link do pierwszego rozdziału: https://www.opowi.pl/odium-przegranych-a76561/

 

Rozdział drugi

 

– Uwaga. Otrzymałaś na profilu osobowościowym nową informację społeczną. Wciśnij „więcej”, aby wyświetlić.

Nagły dźwięk wybudził Moudishę z krótkiej, płaczliwej drzemki. Półprzytomna przetarła oczy i zerknęła na pulsującego sikora na nadgarstku. Uruchomiła holoekran, klnąc pod nosem na sąsiadkę z góry.

Durna suka. Ciekawe, co tym razem wpisała.

– Twoja informacja społeczna, numer 57AF, nadana przez podmiot 284886GH brzmi: „Bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb”.

– Co? – Moudisha stuknęła urządzonko, ale powtórzyło dokładnie tę samą uwagę. – Jak to „Bbbb”? Co to jest?

Sikor nie odpowiedział.

– Kurwa mać. – Moudisha rozpoznała numer przydziałowy jednej ze współlokatorek. Zwlekła się z tapczanu i przywaliła pięścią w zamknięte drzwi na końcu korytarza.

– SAN? JESTEŚ?!

– CISZEJ TAM! – wrzasnął ktoś z pokoju obok. Moudisha załomotała ponownie.

Po chwili drzwi uchyliły się lekko, a w nich stanęła drobna blondynka. Miała wyjątkowo skruszoną minę, jednak jej przepraszający wyraz twarzy tylko rozjuszył Moudishę.

– Wpisałaś mi informację?!

– Przepraszam – bąknęła współlokatorka. – To niechcący.

– Jak, kurwa, niechcący?!

San gestem wskazała, żeby znajoma weszła do pokoju. Moudisha z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.

– Przepraszam – powtórzyła tamta. – Ale… ja tylko zerknęłam na twój profil, bo pojawił się dziwny znacznik, a jak wcisnęłam, to od razu miałam opcję wyciszenia cię. Chciałam to wyłączyć, ale natychmiast wyświetliła się tabela z wypisywaniem informacji i jakoś tak…

Moudisha fuknęła z bezsilności.

– A może ja ci tak coś wpiszę? „Przypadkiem”?! O, patrz.

Dziewczyna wyświetliła profil San. A przynajmniej chciała.

– Próbujesz zdobyć dostęp do karty obywatela wyższej kategorii. Czekaj na zgodę podglądu.

Patrzyły na siebie, przepełnione bezsilnością, wstydem i złością. San bez słowa odblokowała dostęp do swojego konta. Moudisha patrzyła na migoczący ekranik i rubrykę do wpisywania uwag.

– W porządku – mruknęła w końcu. – Tym razem ci odpuszczę…

– Pójdziemy na gofry? – zagadnęła współlokatorka nieśmiało. – Ja stawiam.

– W porządku…

Gdy w końcu usiadły obok siebie na ławce w parku, trzymając gorące porcje gofrów z lodami, Moudisha patrzyła na zarys kopuły nad nimi.

– Nie wpatruj się tak, bo zabierze ci duszę – spróbowała zażartować San.

Moudishy wyjątkowo nie było do śmiechu.

– Jako jedyna w mieszkaniu mam „D” – szepnęła. – Co ja mogę robić z „D”?

San dźgnęła widelczykiem danie.

– Słyszałam, że od pewnego czasu mnóstwo osób łapie tę kategorię – powiedziała, zupełnie jakby to mogło pomóc w jakikolwiek sposób. – Ponoć jest nas za dużo.

– Nas?

– No wiesz, ludzi pod kopułą. Zwykle większość dostawała klasę pod rodzicach. Teraz… – San wzruszyła ramionami i rozejrzała niepewnie – jest inaczej. Może to jakiś kryzys.

– Kryzys, który udupił mnie na co najmniej pięć lat.

Lody Moudishy szybko topniały.

– Daj, schłodzę. – San nie czekała. Przysunęła się bliżej, unosząc lekko dłoń. Użyła mocy, dzięki czemu zamiast cieknącej paćki, na gofrach pozostały zmrożone dodatki. Moudisha nie zdołała skryć zbolałego, zazdrosnego spojrzenia.

Panować nad żywiołami, to było coś!

O wiele lepsze, niż możliwość kontaktu z abstrakcyjnymi stworami na granicy wyginięcia i tworzeniu mało przydatnych tafli.

 

* * *

Kilka tygodni później

 

To był jeden z tych dni, w których nieszczęśliwi dobitnie uświadamiają sobie, że ich życie to nieśmieszny żart bez puenty. Nie było deszczowo czy pochmurnie. Dobra pogoda podkreślała przepaść między złamanymi a tymi, którzy korzystali ze Słońca. Moudisha czuła się niczym przybysz z obcej planety, wodząc wzrokiem za beztrosko spacerującymi ludźmi.

Sikor na nadgarstku Moudishy zapulsował. Dziewczyna zerknęła i westchnęła głośno, widząc charakterystyczną ikonkę, oznaczającą porcję reklam do wyświetlenia. Włączyła. Przed twarzą wyświetlił się obraz kuso ubranej kobiety, zaglądającej przez ramię masywnemu mężczyźnie, stojącego przed kamerą w samych slipach.

– Masz MAŁE bieda-moce? – zapytał model, mówiąc do ekranu. Jego towarzyszka zachichotała, ostentacyjnie zbliżając do siebie kciuk i palec wskazujący. – Masz tego dość? CZAS TO ZMIENIĆ!

Mężczyzna przysunął swojego sikora do skroni.

– NOWY IMPLANT SKUTECZNIE POWIĘKSZY TWOJE ZDOLNOŚCI PSIONICZNE.

– Oooooo! – westchnęła aktorka, wachlując się dłonią.

– TAK, DOKŁADNIE! KONIEC Z NĘDZNYMI OCHŁAPAMI ZDOLNOŚCI. KUP JUŻ DZISIAJ I POZWÓL WYDOBYĆ Z SIEBIE PEŁEN POTENCJAŁ. OGROMNE MOŻLIWOŚCI CZEKAJĄ!

Kobieta teatralnie opadła w ramiona nieznajomego.

– Jest taki wielki – szepnęła zalotnie. – Jak ty to robisz?

– Mam swoje sposoby. – Aktor puścił oczko do kamery i klip się skończył.

– MASZ DO OBEJRZENIA JESZCZE DWIE REKLAMY.

Moudisha wcisnęła „akceptuj” i łypała z niechęcią na kolejne filmiki. Całe szczęście, nie były długie. Gdy się skończyły, wybiło południe. A wtedy kopuła, ochraniająca miasto, zamigotała.

– WITAJCIE MOI DRODZY. JEŚLI JESZCZE NIE WYKUPILIŚCIE PAKIETU OSOBISTEGO, WYGŁUSZAJĄCEGO TREŚCI MARKETINGOWE, WYŚWIETLANE NA KOPULE…

Moudisha nie była w stanie uciec od reklam, nadawanych co kilkadziesiąt minut na wszelkich kanałach. Przyśpieszyła kroku, pogrążona we własnych myślach. Stanęła na przystanku i zaczęła nerwowo przechadzać, w tę i z powrotem, w oczekiwaniu na autobus. Pojazd nadjechał, wypchany ludźmi po brzegi. Moudisha ledwie się wcisnęła.

To tylko piętnaście przystanków, wytrzymam.

Fabryka, w której pracowała, znajdowała się po drugiej stronie miasta. Wytwarzano w niej czipy, wyzwalające zdolności psioniczne mózgu oraz wzmacniacze biotyczne. Choć nikt jeszcze nie odkrył, jak pobudzać ośrodki nerwowe, aby ich właściciele posługiwali się konkretnymi mocami, tak coraz powszechniejsza stała się pogoń za implantami, zwiększającymi potencjał umiejętności.

Moudisha mogła pochwalić się zwykłym czipem oraz całkowitym brakiem wspomagaczy. Uznała, że skoro i tak jej zdolności są bezużyteczne, nie warto wydawać na nie choćby i pół twarda.

Na miejscu odbiła kartę pracowniczą i niczym Atlas, dźwigający na ramionach cały świat, stanęła przed salą produkcyjną, czekając aż wpuszczą jej grupę.

– Cześć młoda, bierzesz dziś nadgodziny? – Starsza kobieta podała Moudishe dłoń. Dziewczyna ścisnęła, kiwając głową.

– Tak, wpisałam się na szesnaście godzin.

Staruszka zbliżyła usta do ucha Moudishy i wyszeptała ostentacyjnie.

– Słyszałam, że wieczorem przeniosą nas na trzecią halę. – Szybko odsunęła, badawczo wpatrując w rozmówczynię.

– To tam, gdzie powiesili cieniostwora jako ozdobę? – spytała Moudisha z grzeczności, choć niewiele obchodziło ją, gdzie zostanie przydzielona.

– Tak! Ale wiesz, czemu tam pójdziemy…?

– Bo… tam będzie miejsce?

– Pf, głupia! – sarknęła tamta, nerwowo się rozglądając. – Trójka nie wyrabia norm. Chcą część tam przerzucić, żebyśmy zapierdalali jak roboty. Brygadziści nas zamęczą.

– Daj spokój, nie będzie tak źle… Zresztą, i tak liczy się przede wszystkim indywidualne spełnianie norm.

– Widać, że pracujesz tu od niedawna. Nieopierzona i głupia. Jak jako zespół nie wyrobimy normy, to tak nam po twardach pojadą, że… Ugh. Umowy się nie czytało do końca, co?

Przerwały rozmowę, widząc brygadzistę wprowadzającego ludzi na halę. Kobiety bezwiednie ustawiły się przy stanowiskach. Niewielkich, poczwórnych ławach, na których składały i pakowały wspomagacze biotyczne. Moudisha powiodła wzrokiem po osobach w jej zespole.

– A gdzie Ćma? – zwróciła się do starszej kobiety, z którą rozmawiała przed rozpoczęciem zmiany. Miejsce naprzeciw było wolne.

– Hm?

– Gdzie Ćma? – powtórzyła głośniej.

Obie rozejrzały się, zupełnie jakby znajomy miał wyskoczyć zza ich pleców.

– Wyrzucili go – szepnął chłopak, stojący obok Moudishy. Nachylił się, udając, że zerka na dostarczone pudła.

– Za co?

Rozmówca wzruszył ramionami.

– Może chodziło o normy – jęknęła boleśnie staruszka.

Wszyscy wiedzieli, że nie wystarczy wypełniać norm. Co trzy miesiące wyrzucano pracowników z najniższymi wynikami, bez względu na to, jakie one były.

Nagle miejsce Ćmy zajął nieznajomy. Moudisha zdziwiła się, widząc wyjątkowo młodą twarz chłopca, który posłał im nieufne spojrzenia.

– ZACZYNAĆ! – krzyknął brygadzista i zaraz zagwizdał na start.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Nieznajomy miał zręczne ręce. Nie wyglądał na więcej niż piętnaście lat, za to składał wspomagacze niczym doświadczony zawodowiec.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Moudisha przyłapała się na tym, że coraz częściej zerka na chłopca. Był od niej o wiele szybszy.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Cholera.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Nieznajomy posłał pytające spojrzenie, gdy po raz kolejny przyłapał ją na łypaniu. Pokręciła tylko głową.

Nic, nieważne. Chyba będę następna w kolejce do wyrzucenia.

Kolejne pudło.

Po ośmiu godzinach mieli wyznaczone dziesięć minut przerwy. Moudisha od razu ustawiła się w kolejce do automatu z kwasami. Dziś była promocja, dwa w cenie jednego. Dziewczyna od razu wstrzyknęła swoją porcję.

– Nie możesz wytrzymać jednej szesnastki bez tego świństwa? – sarknęła starsza kobieta, widząc jej rozszerzone źrenice.

– Nie.

Świat przez chwilę był cichszy. Spokojniejszy. Nie stawał z takim impetem na gardła zwykłych śmiertelników. Potem wszystko wybuchło feerią barw, a Moudisha wiedziała, że kolejne osiem godzin minie bez męczarni. Senność przepadła.

Brygadzista podzielił ich na dwa zespoły. Część osób zakończyła zmianę, pozostali zmieszali z kolejną grupą pracowników i wrócili do pomieszczenia. Moudisha z niepokojem zauważyła, że ze znanego zespołu, wybrano tylko ją do przeniesienia na halę trzecią.

Bo jesteś od pozostałych o wiele wolniejsza. Nawet tu nie dajesz rady.

Sala trzecia niemalże niczym nie różniła się od innych. Niemalże. Oprócz rzędów regałów, stołów do składania i pakowania, tkwił tu skuty cieniostwór. Umieszczono go w gablocie, którą wciśnięto na jedną ze ścian. Szklana powierzchnia idealnie odsłaniała nieszczęsną, skutą istotę, ciągle stojącą w jednym miejscu.

– Ruszać się, już i tak macie opóźnienia – warknął brygadzista, gdy kilka osób ze zdziwieniem patrzyło na zwierzę.

Moudisha widziała cieniostwora drugi raz w życiu. Zapewne większość pozostałych, niepracujących na „trójce” na co dzień, podobnie.

Relikt minionych czasów, wykorzystywany do wyszukiwania kryształów, potrzebnych do konstrukcji czipów. Cieniostwory były jednak zbyt nieprzewidywalne i agresywne.

Przypominały gady. Dwunożne z masywnymi kończynami. Oprócz mocarnych ramion, zakończonych szponami, z klatki piersiowej wyrastały dużo drobniejsze łapki. Stworzenie co rusz nerwowo machało ogonem i to była jedyna oznaka, że żyje. Skute łańcuchami, ledwie dotykające podłoża, zwisało smętnie z opuszczonym łbem.

Moudisha stanęła przy najbliższym, wolnym stanowisku i przez chwilę nie mogła oderwać oczu od nieszczęsnego widoku.

– Możecie zaczynać! – wrzasnął brygadzista.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Czy on się poruszył?

Moudisha uniosła głowę, ale stworzenie jak tkwiło w miejscu, tak tkwiło nadal.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

– Może nieco szybciej? – Zmarszczona z gniewu twarz brygadzisty zaskoczyła dziewczynę. Mężczyzna zeskanował ją. – Poniżej normy – burknął. – Przestań się opierdalać i zacznij pracować.

Pokornie skinęła głową i gdy sięgała po kolejną część, niechcący trąciła dłonią karton. Niewielkie elementy rozsypały się dookoła.

– Kurwa – sapnęli jednocześnie brygadzista i Moudisha.

– Przepraszam, już…

– Jona, nalicz karę. Odejmij dziesięć twardów obiektowi.

Konsolki na nadgarstku mężczyzny zamigotały i mechaniczny, żeński głos potwierdził wykonanie rozkazu. Zwierzchnik odszedł, sarkając opryskliwie.

Cieniostwór zwisał smętnie.

 

* * *

 

– Słyszałem, że najsłabszymi wypełniają trójkę, bo i tak są do odstrzału.

Jeden z pracowników nie krył kpiącego spojrzenia, które posłał Moudishy.

– Z trzeciej hali zrobili piaskownicę? – zapytał ktoś obok niego.

– Nie wiem, dyrektor ma specyficzne poczucie humoru…

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

Wyciągnij części, złóż, odłóż, spakuj, naklej, zaklej, zeskanuj, przydziel do strefy.

– Ale tego dziadostwa nie musieli tu wieszać. Po co tu to zwierzę?

– Dla przypomnienia? – zachichotała pracownica, nachylając się ostentacyjnie do pozostałych. – Wiecie, że łatwo jest być wymienionym. A sala „trójka” to tak naprawdę pierwsza hala produkcyjna w fabryce, tylko tak się rozrosło wszystko, że jest w środku. A dyrektor zostawił sobie pamiątkę. Ponoć to ten sam stwór, co zrobił mu… – Kobieta udała, że drapie paznokciami twarz.

Moudisha nakleiła etykietę i znów zerknęła na cieniostwora. Dopiero teraz dostrzegła cienkie, półprzezroczyste przewody, które prowadziły do skroni i nadgarstków zwierzęcia. Dożylnie podawano mu płyny.

Biedaczysko – westchnęła w myślach, odkładając kolejne pudło do właściwej strefy.

Nie była pewna, czy kiedykolwiek widziała właściciela zakładu. Część dyrektorów blokowała swój widok osobom z niższych klas, tak, że wyglądali dla nich jako półprzezroczyste, rozmazane kwadraty. Chroniło ich też pole siłowe, uniemożliwiające zbliżenie się „niechcianym elementom”. Na terenie fabryki funkcjonowało natomiast mnóstwo plotek na temat tego, jak wygląda Szef Szefów. Dla jednych był boskim autorytetem, dla innych ucieleśnieniem sukcesu. Najstarsi pracownicy uważali, że dawno temu został zaatakowany przez cieniostwora, który okaleczył mu twarz. Lubili to powtarzać. W jakiś sposób odreagowywali to, że ostatnie czterdzieści lat spędzili w fabryce i praktycznie nic z tego nie mieli.

– Za młodzi jesteście, żeby pamiętać, jak się pracowało z cieniostworami – westchnął staruszek przy stole Moudishy. – A ja wam powiem, że to nie było takie złe.

– Przecież zabijały ludzi – wtrącił inny pracownik, dając się wciągnąć w dyskusję.

– Jak się miało do nich podejście, to nikomu włos z głowy nie spadł.

– To czemu ich już prawie nie ma? – Moudisha zakleiła karton i spojrzała badawczo na mężczyznę.

Ten zarechotał w odpowiedzi. – Eksterminacja niepotrzebnego gatunku, ot co – rzucił w końcu.

– To tylko zwierzęta. Kiedyś używano wołów pociągowych, a dzisiaj już nie trzeba – odparł ktoś przy boku Moudishy.

– Ach, żebyś ty widziała, jak one potrafiły składać ustrojstwa tymi małymi łapkami… Jak schodziły do kopalni po kryształy do czipów…

– A teraz ich już nie potrzebujemy.

Moudisha zmarszczyła brwi.

– Przecież… – zawahała się. – To tylko zwierzęta, jak można je było nauczyć czegoś składać? Nie przenosiły tylko ciężkich rzeczy czy coś?

Staruszek był niemalże w siódmym niebie, gdy spostrzegł, że ma słuchaczkę.

– One… – Wskazał palcem zawieszonego stwora – mogą więcej niż się wydaje, a gdy upomniały się o swoje… – Ostentacyjnie przejechał dłonią po gardle.

– Przecież kopuły chronią nas od cieniostworów i Skażenia, a w podręczniku… – Moudisha chciała wyjść na oczytaną dyskutantkę, zamiast tego zbyto ją lekceważącym machnięciem.

– Podręczniki zmieniają co sezon i wpisują do nich to, co im pasuje. Ja pamiętam, że pracowałem z cieniostworem, krzywdy nigdy mi nie zrobił, a skręcał wszystko lepiej ode mnie… No i chciał też lepsze wynagrodzenie.

– Chwila, płacono im?

– Nie wierz temu staremu debilowi, kwas przeżarł mu mózg. Nikt nie płacił zwierzętom.

Staruszek głośno wciągnął powietrze. Już chciał coś odpowiedzieć, jednak widząc przechodzącego w pobliżu brygadzistę, rozmyślił się.

Z kolei młodszy pracownik kontynuował.

– Część ludzi może porozumiewać się z tymi stworami telepatycznie. Zmuszali je do roboty i tyle z tego. Nie myśl, że to jakichś gatunek rozumny – rzucił do Moudishy.

Moudisha zerknęła na swoje dłonie.

Siedemdziesiąt lat temu wszystko mogłoby się lepiej ułożyć. Może… byłabym potrzebna.

Odwróciła głowę w stronę stworzenia.

A według ciebie jak było? – pomyślała, wpatrzona w zwieszony łeb.

Zeskanowała kolejną partię gotowych mechanizmów i ułożyła ją na palecie.

– Zabij mnie.

O mało nie wypuściła pudełka z rąk. Głos był chrapliwy, nieprzywykły do artykułowanej mowy. Zabrzmiał w jej głowie niczym grzmiący dzwon. Zaraz ucichnął, zupełnie jakby nigdy go nie było.

Moudisha zadrżała. Stworzenie jednak wciąż tkwiło w miejscu ze zwieszonym łbem, a żaden inny pracownik nie zwrócił na nie uwagi.

Za dużo kwasu… Chyba.

Cisza była jedyną odpowiedzią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Vespera 2 miesiące temu
    Tak, tak tak :) Chcę więcej tej opowieści.
  • Domenico Perché 2 miesiące temu
    Super! Proszę o więcej!
  • Persefona 2 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za poświęcony czas :> Szalenie mi miło, że historyjka się podoba

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania