Odlecieć w ciszę

Z dnia na dzień sta­wa­łaś się brzyd­sza. Nie po­tra­fi­łem

otwo­rzyć ci oczu, ga­słaś. Taka wy­lu­zo­wa­na – mó­wi­li.

Wy­pa­lo­ny czło­wiek to strach na wró­ble. Zdmuch­nię­ta

świe­ca. Cią­gle na haju. Głod­ne spoj­rze­nie, dra­pież­ny

uśmiech i

skok.

 

Por­ce­la­no­we serce nie bije, po pro­stu jest.

Zimne i do­sko­na­łe. Dzie­ło mi­strza, który za­wsze chciał.

Sku­mu­lo­wa­ne pięk­no. Mi­stycz­ny świat otwiera ra­mio­na,

usy­pia. Zni­ka­my w ni­szo­wych nor­kach,

 

li­te­ra­tu­ra, szkla­ny ekran, za­baw­ne prze­py­chan­ki.

Opusz­czo­ne spodnie. Wiel­ki blef.

 

Je­sien­na me­lan­cho­lia.

Ży­wisz się mną. Nie od­dy­cham, by nie bu­dzić de­mo­nów.

Po­żą­da­nie i po­gar­da. Gra­wi­ta­cja two­jej stre­fy wpły­wów.

Go­li­zna tam­tych dni za­pi­sa­na wier­szem.

 

Proś­ba o jedną chwi­lę prze­rwy. Li­cząc kroki, od­mie­rza­łaś

czas.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania