Odludzia...
z NSzO
Miasto jakich wiele na świecie. A raczej mieścina bez uliczek i zegara. Ale jeśli chodzi o kraj, to już nie taki pospolity. Ciągnął się od jego urodzenia, aż po dzisiejszy listopad. Z którym to, po drodze nie było. Południe grodził mur, a raczej jego szczątki zwisające nad głębokim osuwiskiem. W dole widniały niedokończone sprawy. Od zachodu odgradzał las gęsty i ponury. Więcej igieł niż liści. Zaś północny horyzont zamykał łańcuch niewysokich gór. Wyglądały tak, jak gdyby ktoś wyjął nóż i w rozgwieżdżonym niebie wyciął równe łuki, zostawiając czarną ciszę. Na wschodzie stał dom z rozpostartym widokiem na bezpłodne pole. A za nim długo nic. Wrzosowiska i koniec świata. Kiedy i gdzie się kończyły? Jeszcze nie dziś. Kiedyś, tam się zapuści pod osłoną nocy…
ostrze księżyca
ścigane przez strzępy chmur
rozrzuca cienie
Komentarze (5)
Ps. Don Chujan jest pod ciągłą obserwacją, otrzymał już drugą lewatywę. Ciężko z nim.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania