Odrodzenie Cześć II.
Cz. II.
Otworzył ciężkie metalowe drzwi i znalazł się na pachnącej kapustą blokowej klatce. Matka Boska wydrukowana na papierze i położona na skrzynce pocztowej przypatrywała się uważnie wspinaczce po śliskich zdradliwych lanych schodach, martwy gigant z wielkiej płyty wypełniony niewielkimi oznakami życia. Trafiając przed drzwi mieszkania, w głowie doktora przeprowadzana była rozprawa, co poczynić z resztą dnia, tak by się gorzko nie zawieść dotychczas obiecującym dniem.
- Może to ty mnie dzisiaj uratujesz. - Powiedział do okładki, która w tym temacie zachowała ciszę.
- Słucham? - Zza pleców rozbrzmiał znany kobiecy głos. Skonsternowany powoli obrócił się i ujrzał swoją koleżankę oraz sąsiadkę Mariannę.
- Ja… mówiłem do książki. - Przyznał się, być może to najlepsze rozwiązanie.
- Mi też się zdarza. - Powiedziała i się zaśmiała. - Odpowiada ci?
- Nie, nie zabrała głosu.
- Cóż, może coś ci kiedyś powie, cześć. - Powiedziawszy ruszyła w dół schodów uważnie obserwowanych przez Maryję.
- Do zobaczenia. - Jakaż to ulga zakończyć upokarzającą interakcję.
Zdjął płaszcz, usiadł na krześle, poczuł ulgę i zmęczenie w wolnej od natrętnych bodźców zewnętrznych głowie. Przedmioty wszelkich zainteresowań wzywają do produktywności; wychwalanej przez wszystkich guru ery nowoczesnej, nowej formy dewocji, w której trybik znajduje powód do dumy w byciu startym i wyplutym przez tą mega maszynę. Podręczniki, niezapisane notatniki i bloki rysownicze zapraszają umysł niechętny do podejmowania się wysiłku, jednak zawód z bierności stanowi ogromne niebezpieczeństwo, gdyż prowadzi do narastania obawy o niewykorzystaniu czasu na ziemii.
Taka bezczynność, podszyta wstydem za prokrastynację staje się trucizną, która paraliżuje człowieka i zamyka w stanie jednostajnie powiększającego się uczucia niepełności.
Doktor bardzo bał się dni, a raczej wieczorów, w których człowiekowi chce się wymiotować od uczucia niepełności, sensacji utrudniającej połykanie, która dobitnie podkreśla, że życie, nie ważne jak długie płynie mniej lub więcej bez celu. Tę trwogę łagodzi tylko inspiracja, surowiec rzadszy i cenniejszy od wszystkich innych znanych ludzkości. To ona przekonuje ludzi by burzyli mury i popychali dotychczas uznane granice, i to jej krytyczny brak zabija jeszcze na długo przed śmiercią.
Więc życie to jeden wielki projekt ekskawacyjny. Miłość, sztuka, podróże są jak oregońskie rzeki, przez które przepływa opiewające w mity złoto, my przy nich spędzamy lata by chwycić płynącą z nurtem inspirację.
Nie można zbyt długo patrzeć w pustkę, nawet błahy powód jest dobry jeżeli można odwrócić wzrok. Wstał zatem z krzesła i ruszył ku półce, w którą wcisnął nowy nabytek, popatrzył, i wyciągnął ją ponownie.
- Dziś uczymy się o Indiach.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania