Odrodzenie Część III.
Cz.III
Pod dwiema parami stóp uginają się pojedyncze źdźbła trawy na drodze prowadzącej przez miejski park.
- Chcę uciec, wyjechać. - Powiedział po długiej ciszy Doktorowi Moses
- Wiem.
- To miasto, ten świat mnie dusi, jakby zacieśniał sznur wokół mojej szyi, z każdym miesiącem szczelnej. Ci ludzie, tylu ich żyje dookoła a wszyscy są ode mnie oddzieleni tysiącem barier, nie chcę i nie mogę tu dłużej żyć.
- Nawet na drugim końcu świata nie uciekniesz przed społeczeństwem.
- Ale tak nie jest wszędzie, wierzę w miejsca, święte miejsca wolne od apatii.
- Hmh… Czy ja wiem, nie wiem, myślę, że się kompletnie zawiedziesz.
- Przyjdzie dzień, w którym spróbuję.
- Powodzenia, szczerze, napisz później gdyby się udało.
Na granicy parku i osiedli rozrzucone jak oazy na pustyni były kawiarnie i lodziarnie, pod których zadaszeniami mieszczanie beduini ratowali się przed zabójczym słońcem. Przyjaciele słońca z Pakistanu niepodobnie, swobodnie chodzili ulicami miasta, stulecia południowego upału uczyniły ich wiernymi członkami kultu Heliosa. Samo słońce o tej porze roku ukazuje w pełni swoje niekompetentne oblicze, po sześciu miesiącach absencji nagle przypomina sobie o obowiązkach, pracuje zatem z dwukrotną siłą przynosząc trzymiesięczną falę upału.
- Czy jedzenie lodów w tym wieku jest dziecinne?
- Bez przesady. - Odpowiedział Moses po czym obaj podeszli do lady.
- Jaki smak wolisz? Okej, dwa razy średni waniliowy. Dziesięć, proszę. - Wziął lody i podzielił się z towarzyszem, gdy minęło kilka chwil zaczął mówić. - Wiesz ja sam mam głęboką, niezaspokojoną potrzebę podróży, ujrzenia nie moich miejsc, kultur oraz ludzi.
- Czemu nie zacząłeś?
- Ah, wiesz jak jest, wielkie plany, te, które chętnie nazywamy celem życia zawsze są odsuwane, niemal wszyscy chcą napisać książkę, zwiedzić świat, nauczyć się czterech języków lub przebiec maraton, niemal nikt jednak nie pisze książek.
- I ty koniecznie chcesz dołączyć do tego grona?
- Wiem… wiem. - Wypuszczając powietrze wyszeptał Doktor.
Wyszliwszy spod cienia drzew na teren cudownej zabudowy secesyjnej, w której stałym bywalcem, towarzyszką ludzi była muzyka, dźwięk gry przebija mury filharmonii i goni za człowiekiem. Wędrująca wraz z nami od pierwszego wystukanego rytmu, teraz wszyscy trzymamy ją w uszach i sercach, okazjonalnie wysyłając ją także w kosmos. Kiedy Moses kąpał się w nadpływających falach muzycznego morza Doktor dochodził do wniosku, że zbliżał się niebezpiecznie do zmarnowania życia, że strach przed nie doświadczeniem tego wszystkiego czego pragnie zamknął go w klatce bezczynności, po latach przestał zauważać kraty. “Inspiracja płynie tylko z działania” odbiło się wyraźnym echem w potoku myśli, jedyny sposób by się uratować jest działać.
- Znasz to? - Zapytał Moses promieniejąc dumą - Pierwsza symfonia Brahmsa, wybitny romantyk, szkoda, że nie załapałem się na koncert.
- Naprawisz jeszcze ten błąd, prawdę powiedziawszy muzyka nawet tu jest piękna
- Czego zazwyczaj słuchasz?
- Jestem fanem muzyki wszelakiej.
- No i bardzo dobrze.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania