Odrzucenie
Zaproszona na twoje życzenie przybiegam i cóż widzę?ochotę swoją zgubiłeś!
Zbyt długo trwała moja podróż do ciebie...więc się rozmyśliłeś i inną zaprosiłeś
Wszystko ze sobą zabrałam bo i wracać już nie planowałam
Czego unieść nie zdołałam to innym oddałam
Po to by lekką do ciebie przybyć i wszystko nowo stworzyć
By w ramionach twoich dalekiej przyszłości dożyć
Niczego dla mnie już nie masz i jasnym gestem odsyłasz w dal
Dla innej kupujesz bursztyny...to dla niej szykujesz bal
Stoję w deszczu przy płocie niczym zbity pies
Ponure spojrzenie kieruję w twoją stronę, ech rób co chcesz!
Mieszkającą w moim sercu uczciwość pytam, czy winić cię mam?
Odpowiada, że nie, że żaden z ciebie drań!
Po rozsądek sięgam by ostatecznie zrozumieć
By ból i ciężar zbolałego ciała unieść
By pokuśtykać w tereny nie znane, zaleczyć krwawiącą ranę
Ostatni raz odwrócę głowę aby nigdy tu nie powrócić
I już nigdy więcej tak jak dzisiaj się nie smucić!
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania