Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Odrzucenie Człowieczeństwa

Prolog

 

Powiadać będę o duszy, człowieka, który popełnił samobójstwo. By odrzucić to, czym był. Teraz znajduję się w miejscu, którego nie rozumie, wspina się po filarach szaleństwa oraz agonii egzystencjonalnej. Na jego drodze niezliczone potworności swojej własnej wyobraźni. Dokąd się dostanie?

 

Osamotniona Dusza

 

Dzwony i wycie zjaw, przeszywające całe wnętrze. Wrzaski potworów o zębach zamiast oczu, jęzorów zwisających z całych ciał. Wspinając się dusza po filarze nienawiści, łapiąc się za głowę, muzyka z cyrku, śmiejące mu się w twarz klauni o głowach będących ciemną nieskończoną galaktyką. Wchłaniającą jego myśli. Idzie dalej, spogląda w otchłań, a otchłań spogląda na niego. Płacz i rozpacz. Znajomy głos, klęczący nad jego grobem. Burza nadchodzi, spadające z nieosiągalnego czarnego nieba szkielety. Ociekająca krew zmieszana z czarną mazią. Wyłaniające się ściany mięsa. Poćwiartowane kawały korpusów i głów, spoglądające na nią oczy jednocześnie odpadające od ludzkich ciał. Gdzie jesteś, dokąd zmierzasz? Tak ciężko być samej w miejscu, pozbawionego człowieczeństwa, miejscu bez dotyku kochających. Bez ciepła domu, obiadu od ukochanej. A teraz. Teraz duszo. Coś uczyniła, bogom i reliktom nieistnienia nie spodobało się. Zrzucają na ciebie grad łez i wspomnień. Rozsuwają najgorsze korytarze, otwierają drzwi do bezkresu. Mechaniczny głos, wspierany dźwiękami ocierania o siebie metalu. Nie ma już dla ciebie ratunku. Spędzisz nieskończoność w nicości. Wyciągające ku duszy ręce kościste całe ociekające mazią czerwono-czarną. Rzeź nadchodzi. Zabrana do następnego poziomu katuszy.

 

Filary Ruin

 

Przez krótką chwilę ujrzeć mogła zarysy postaci większych niż planeta. Zrzucona niczym śmieci do zsypu, targana w locie przez wystające kości w ścianach. Teraz duszo jesteś w swoim domu. Popatrz na miasto, w którym żyłaś. Światła z domów, ciepło nieosiągalne. I idący chłopiec w jej stronę. Lina coraz ciaśniej naciska na szyje.

Nie widzisz już niczego bóg śmierci śmieje się nad twoim istnieniem a inni wiedzą coś odebrał innym za to zapłacisz cenę większą niż możliwa, zaciśnij linę, pozostaw resztę bliskich na życie bez ciebie, spójrz na tego chłopca, twój syn, zostawiony, bez ojca, co teraz, z nim będzie, nie pomyślałeś, bo, po co, egoistyczne istnienie, człowiek nie myśli, o innych tylko o sobie, zostawiłeś coś gorszego niż śmierć, zostawiłeś swąd swojego istnienia na życiach innych, wiesz jak to jest, żyć dalej, gdy kochany ojciec już nie weźmie cię ze sobą już nigdzie. Mówię do ciebie, człowieku przez twoją duszę mówię by dotrzeć do tego coś zostawił za życia. Można nie żyć, ale wciąż się istnieje.

Przepadnij nie spojrzyj ponownie na życie ponad czeluści, do których cię zrzucam ponownie. Poczuj jak to jest zostawić wszystko za sobą i umrzeć, poczuj to, czuj to przez wieki. Twój syn będzie cierpieć, będzie cierpieć przez ciebie. Myślisz, że śmierć nie ma konsekwencji? Myślisz, że gdy już znikniesz czekać na ciebie spokój będzie? Nie. Sprawie, że i twoje potomstwo, i jego potomstwo i dalej, i dalej. Będą chcieli umrzeć tak samo jak ty. A teraz sczeźnij.

 

Zrzucona do Ketheru, do Niego

 

Powolne kroki w czerni, gęste, mgliste powietrze, obejmujące dusze, ściskające. Nagle ruszyć się nie mogła dusza dalej. Stanęła jakby po środku. Wyłoniła się ogromna statuetka paszczy o oczach zwisających na żyłach, gęba pusta, wirująca. I gdy statua wybuchła, wrzask potężny by wprawić w ruch wszystkie dzwony w nicości. Zaśmiał się potwór duszy prosto w twarz. Duszo żałosna, trafiłaś aż do mnie, eskortuję cię do głębin. Nie czuj już strachu, nie czuj już bólu. Przyzwyczaj się. To jest jedyny sposób by odnaleźć się w wymiarze Ketheru, ucieleśnienia czystki i nicości. Zacznij żyć, jako dusza, wchłoń swoje grzechy, stań się jednością z nimi. W klepsydrze Aetheru, Nieba, już nie pojawisz się nigdy, ani każdy, kto mógł nazwać cię bliskim. I gdy już przyzwyczaisz się do widoku ludzkich wnętrzności, zacznij wchłaniać obrazy agonii innych stworzeń. Spoglądaj na Czarne Słońce, będzie twoim opiekunem. A teraz przepadnij z mojej domeny, paskudne podrzędne stworzenie.

Pacnięta jak mucha dusza zleciała niżej i niżej.

 

Oko, Wyobraź Sobie

 

Pustynia czerwona, burza czerwonego piasku. Gigantyczna mrówka na horyzoncie. Gdzie?

Polana kwiatów, burza pyłków różnego koloru. Ogromna pszczoła nad polanom. Gdzie?

Wirująca sfera, cała czarna, pusta i hipnotyzująca. Kolosalny krasnal zjadający sferę. Gdzie?

Oko, moje oko, twoje oko, kolorowe oko, ładne oko. Oko wchodzi w oko do buzi. Gdzie?

Grzyby takie ładne grzyby. Kolorowy niedźwiedź. Zjadany przez wielkiego kreta. Gdzie?

Gdzie? Co gdzie? Do mnie to, czy do ciebie? Patrz! Ale ładny piesek i kotek. Gdzie?

Kotek bije się z pieskiem. Ale mrówka przyszła mu pomóc. Krew tylko została. Gdzie?

Tutaj leży wątroba pieska, a tutaj leży serduszko kotka, a tutaj ręka mrówki. Gdzie?

Miasto wielkie z budynkami. I mieniące się gwiazdy. Ale nagle zniknęło. Gdzie?

Bardzo ciemne miejsce. Wszędzie zwisały jak parówki, jelita ludzi. Gdzie?

Jeszcze ciemniejsze miejsce. Jakieś stwory nazywają mnie duszą. Gdzie?

Ktoś do mnie idzie, ale śmieszny stworek, czemu ma tyle języków. Gdzie?

Chyba mnie łapie. O.

 

Złapano dusze by ocknęła się z transu. Czekały na nią akty perwersji. Czekały na nią siedem zasad.

 

Najniższy krąg piekielny

 

Czego chcą ludzie? Czego chcą pasożyty, czego chcą zwierzęta?

Chcą zaspokajać swoje chore fantazje, potrzeby. Złap ją, zerżnij ją po same wnętrzności, wsadzaj głębiej, głębiej, szczekaj kundlu. Teraz ona cię złapie, krwawi w środku, ale co jej grozi, przecież już nie żyje! Możecie się rżnąć ile chcecie, nie musicie się wahać, krzywda? Co to jest krzywda, popatrz jak wbija jej pal w odbyt, lubi to dziwka, szmata i kurwa. A ty, będziesz frajerem i będziesz tylko patrzył? Jak inni dobrze się bawią, weź sobie do nosa, napij się ile chcesz, nie żyjesz, gwałć, chlaj i ćpaj ile chcesz, tutaj nikt cię nie będzie karać. Ty głupi zwierzaku, gdzie idziesz. Leż i obsługuj te niedożyte szmaty, chyba, że wolisz żeby cię inny wziął od tyłu, dobrze, będziesz ociekać gównem, szczynami i jego nasieniem. Czeźnij w nieskończonej orgii zwierząt ludzi. Nie masz prawa odwrócić się od tego, jesteś niczym.

Ale w duszy coś było, targana i wykorzystywana, nie chciała się poddawać. Jednakże z odmętami, w jakich obecnie się znajdowała. Nie było litości. Śliskie macki, robale ześlizgnęły się ze ścian, zaczęły penetrować kobiety całe we krwi, weszły potwory ogromne, porozcinane sterty mięsa, grube i obleśne z kolosalnymi członkami. Patrz duszo, patrz. Jak przebiją twojego kochanego synka, patrz, jak leci piana z jego ust. Jak wybucha, wraca i znowu wybucha od chuja potwora. Ha ha, haha! Hahhaha! Twoją żonę też załatwię, wieczna orgia, rozpusta i chaos w mojej domenie! Nagle…

Dusza upadła.

Nie mogła już wytrzymać stęków, wrzasków, jęczenia tylu kobiet, potwornego oddychania mężczyzn. I odgłosów, jakie wydawały z siebie wszystkie te stworzenia. Płaczu jego syna oraz żony.

- Przepraszam – powiedziała.

 

Usta Boga

 

Ci, którzy zaznali katuszy, wspięli się na tyle wysoko by przemówić, zasługują na moją domenę oraz na moje usta. Wiedz, duszo, że zabrałem cię z tamtego miejsca, nie, dlatego że zostało ci przebaczone. Wiedziałeś, że coś takiego może cię czekać. Bałeś się śmierci tylko, dlatego bo nie wiedziałeś, dokąd się udasz. Jak widzisz, droga, którą obrałeś, przez niektórych uznawana jest za akt odwagi, przez innych, za akt tchórzostwa. Prawda jest taka.

Że samobójstwo to akt nieposłuszeństwa. Ludzie zostali stworzeni by żyć i umrzeć. Nie decydowali, kiedy zaczną żyć, więc co daje im prawo by zadecydować, kiedy umrzeć? Śmierć, jako istota, jako idea, jest sama w sobie czymś, co istnieje. Odpowiada za to, kiedy umrzesz.

Oczywiście są też inne istnienia podobne do Śmierci, Sprawiedliwość, Miłość, Współczucie, Życie. Wszystkie te byty, są, istnieją. Bo gdy czemuś bądź komuś nadasz znaczenie, to coś bądź ktoś, osiągnie nieśmiertelność. Nie zniknie już nigdy. Będzie istnieć. Jak na przykład, Pamięć. Nie wyobrażam sobie żebyś była w stanie odpowiedzieć w jakikolwiek sposób. Chciałbym, byś wiedziała, za co cierpisz. Jednakże nie zasługujesz na cierpienia w najniższym kręgu piekła, piekła Teistycznego. Zapamiętaj, co powiedziałem. Reszta należy do ciebie.

 

Wybawca?

 

Na świecie jest mnóstwo wierzeń, religii. Oczywiście ludzkość spiera się, która jest ta jedyna, prawdziwa. Toczy wojny, zabija się nawzajem. Wysyłając te wszystkie dusze w miejsca, które zostały pokazane. Sprzeciwiając się tylu istnieniom od nas, ludzi, wyższych. Marzeniem jest świat, gdzie Miłość ma znaczenie i jest szanowana. W rzeczywistości, żadna z religii nie ma racji. Nawet, jeśli to nie prawda. Czy nie byłoby tak lepiej?

Dusza została ponownie zrzucona, już nie do okropnych miejsc jak Teistyczne piekło.

Miejsce te przypominało bardziej, Niebo. Aether. Miejsce, do którego powiedziano duszy, że się nie dostanie. Ale przecież, tylko jej tak powiedziano. Dusza uwierzyła. I się zdziwiła.

Stąpała po niewidzialnym podłożu, a wszędzie gdzie tylko spojrzała, chmury białe zasłaniające błękitne niebo. Po paru chwilach, zobaczyła siedzącego człowieka, nie dusze.

- H-halo? – Powiedziała dusza sama dziwiąc się, że mogła mówić – Przepraszam…

- Ah – westchnął nieznajomy – Oczekiwałem ciebie.

- Mnie? Ale jak to? – Zdziwiona dusza zapytała.

- Jestem pewnym mnichem, który daje szanse takim duszom jak ty, szanse na powrót. – Widząc kompletne zaniemówienie u duszy kontynuował – Widzisz, świat jest bardzo skomplikowany, trzeba żyć w zgodzie z ideami, z tym, co czyni z nas ludzi. Nie jesteś jedynym człowiekiem, który odebrał sobie życie. Jedni zrobili to, co ty, inni zaś, dokonali tego w zgodzie z ideą Śmierci i Życia. Bo kto powinien umrzeć? Albo, kto powinien zasługiwać na godne samobójstwo. Ktoś, kto da coś w zamian. Ktoś, kto pomyśli nad konsekwencjami swojego czynu, ktoś, kto zrobi za życia wszystko, co może, by nie zostawić niczego po swojej śmierci. Oczywiście to obowiązuję samobójców. Śmierć może zapragnąć kogoś, kto nie skończył wszystkiego za życia, ale to jej decyzja. Ty zaś, zostawiłeś kochającego cię syna i żonę. W pracy byłeś przez wszystkich lubianych, miałeś bardzo dobre relacje z rodzinami twojego potomka. Dlaczego to zrobiłeś? Bo czegoś ci brakowało? Byłeś tak chciwy, że nie mogłeś cieszyć się tym, co miałeś, tylko chcieć jeszcze więcej? Spełniłeś żądania Chciwości, sprzeciwiłeś się Miłości, Pamięci, Śmierci i Życiu. Oraz komu bądź, czemu jeszcze? Za to zostałeś skazany. Jednakże Bóg poczuł w tobie coś więcej niż bezmyślne grzeszne zwierzę. Dlatego teraz do ciebie mówię. Powiedz mi wszystko, czego się wstydzisz wyznać, powiedz mi, czemu miałbym dać ci drugą szansę, czy byś ją przyjął oraz co byś z nią zrobił.

- Ja… - Po chwili ciszy dusza postanowiła się odezwać. – Przyznaje, chciałem czegoś od życia, czego życie nie mogło mi dać, popadłem w obłęd na punkcie fikcyjnej kobiety, chciałem być tylko z nią. Dlatego pomyślałem, że po śmierci mi zostanie to dane. Przyznaję, miałem dobre życie, kochającą rodzinę i wspaniałych znajomych. Zostałem ogarnięty przez moją chciwość i pożądanie. Po tym, co przeszedłem, po tym, co zobaczyłem, chciałbym naprawić swój błąd. Chciałbym jakoś zaopiekować się rodziną, chciałbym, chciałbym wrócić! Do ukochanej i mojego synka, chce dalej być dla niego ojcem. Do moich znajomych, mieliśmy tyle jeszcze to zrobienia. Ja.. Ja, dopiero teraz to do mnie doszło.

- Nigdy nie wiemy, co mamy, dopóki tego nie stracimy – Odpowiedział człowiek. – Spełnię twoją prośbę. Zakrzywię linie czasu, w miejscu, do którego wrócisz, nigdy nie umarłeś.

 

Reinkarnacja?

 

Człowiek siedzący na niewidzialnej podłodze, podniósł prawą rękę z dłoniom o wyprostowanych palcach. Jego czoło zaświeciło się na kolor słońca, po czym duszę wyparowało.

 

- Śpiewaj do mnie, śpiewaj.

 

Obudził się w swoim domu, obok swojej żony. Poszedł do łazienki mijając pokój swojego syna, zerknął jedynie lekko otwierając drzwi…

 

- Śpiewajcie do mnie, śpiewajcie.

 

Jego syna w łóżku nie było, jednak w czasie, gdy jego oczy zostały zamknięte po mrugnięciu, następnie otwarte, ujrzał wpatrującą się paszcze z ociekająca krwią z oczu, trzęsącą się, dygotającą się twarz, wymiotującą czarne robale z ust. A po następnym mrugnięciu, zobaczył syna śpiącego w łóżku.

 

- Czy naprawdę można być tak zdesperowanym by naprawić swoje błędy, by dostać drugą szanse, że przestaje się myśleć? – Człowiek, który dał duszy „drugą szansę” wstał i zdjął swoje przebranie.

- Siedzący w „Niebie” człowiek wskrzeszający dusze, zakrzywiające linie czasowe, bahahaha! – Małego rozmiaru potwór przypominający karalucha złączonego z muchą zaśmiał się głośno rozrywając błękitne niebo oraz chmury, by odkryć prawdziwe oblicze miejsca, do którego dusza trafiła. Czerwono ścienny wymiar z ogromnymi mózgami wszczepionymi w ściany.

 

Biedna dusza trafiła do wymiaru Belhiara, kłamcy, oszusta, pasożyta. Żerującego na świadomości oraz podświadomości wszystkich stworzeń. Mistrza zwodzenia. Pozbawionego jakichkolwiek granic. Wchłaniając wiedze od swojego poczęcia, potrafił interweniować w świat ludzi i nie tylko.

- Głupi człowiek, wpppadł ppprosto w moje sidła.

 

I to właśnie on narzucił człowiekowi fikcyjną kobietę, w której się zakochał, bo wiedział, że człowiek niemogący zaspokoić swojej chciwości, może nawet uciec w samobójstwo.

Nie sprzeciwił się również żadnej idei, nie złamał również zasad Boga, ani wymiarów.

Ponieważ to człowiek zrobił wszystko za niego.

 

Przestraszony zamknął drzwi do pokoju syna, stwierdził, że mu się przewidziało. Poszedł do toalety, załatwić się, gdy nagle z toalety wyskoczyła wielka pijawka odgryzająca mu członka.

 

Można spytać, co się teraz z duszą/człowiekiem dzieje. Cóż, dalej nie żyję. Przynajmniej za pierwszym razem, teraz żyje, jako dusza, odżywająca życie człowieka. Belhiar w ten sposób zbiera wszystkie bodźce, reakcje, jakie odczuwa, jako człowiek. Ma pełną kontrolę nad światem gdzie uwięził dusze. I służy mu ona za eksperyment.

 

- Ludzie…tak, pppprości.

 

Epilog

 

Smutno, bardzo smutno. Liczyłem, że duszy uda się wrócić do rodziny, że będzie szczęśliwa. Ale została złapana w sieć łowcy, żerującego się na słabych. Czy to źle, że możemy być słabi? Czy nie mamy prawa do uczuć? Czy to, że emocje potrafią zasłonić nam racjonalne myślenie, czyni nas, słabych? Szkoda.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Akwadar 3 tygodnie temu
    O, kurde... i strasznie i ciekawie... w każdym razie niezły odlot.
  • All 3 tygodnie temu
    Nom
  • Fanagann Hartelion 3 tygodnie temu
    Zakręcone, przyznaję. Wyobraźnia autora miejscami zdaje się niczym nie filtrowana. Pozytywnie, mam na myśli.

    Niektóre opisy, zwłaszcza na początku, zdają się być trochę zbyt abstrakcyjne by dało się zrozumieć ich sens. Jest też sporo błędów w strukturze zdań, co utrudnia czytanie. W dalszej części następuje ciekawa zmiana, ale rytm utworu pozostaje bez zmian, więc czyta się tą część tak samo jak tą pierwszą. Dopiero po chwili zrozumiałem, że wydźwięk powinien być trochę inny. Mnie osobiście nie przypada też do gustu ten styl pytający, ale może taki urok tego opowiadania.

    Całość jest dość spójna i ma konkretne przesłanie. Zwłaszcza druga połowa jest ciekawie złożona. Warto było to opowiadanie dopracować, bo jest dość ciekawe.
  • All 3 tygodnie temu
    Niestety nie wiem jak edytować dobrze na tej stronie, więc wygląda to jak wygląda.
    Dziękuję w każdym razie za opinie!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania