Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Odwrócona perspektywa - 7. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz
Trzask pękającego szkła był krótki i głośny, jak wystrzał z pistoletu. Igor wpadł do kuchni, jak na komendę. Nie wszedł – on wdarł się do środka, wypełniając przestrzeń swoją furią i agresywną pewnością siebie. Miał dopiero piętnaście lat, ale wzrostem już dawno dorównał ojcu, a w jego ramionach czaiła się już siła, której Robert podświadomie zaczął się obawiać.
Laura, drżącymi dłońmi zaczęła zbierać odłamki z podłogi.
— To nic. Moja wina, poślizgnęłam się. Jestem w ostatnim czasie strasznie rozkojarzona i niezdarna, to wszystko — wyrzuciła z siebie, nie podnosząc wzroku i instynktownie zasłoniła tętniący czerwienią policzek.
Igor nawet na nią nie spojrzał. Jego zimny i bezwzględny wzrok utkwił w ojcu. Chłopak doskonale słyszał zza ściany każde warknięcie Roberta i każdy stłumiony oddech matki, zanim dobiegł go dźwięk tłuczonego szkła.
Atmosfera w kuchni zgęstniała tak bardzo, że niemal dławiła. Igor zrobił krok naprzód, skracając dystans do Roberta. Stali teraz twarzą w twarz – dwaj drapieżnicy w zbyt małej klatce.
— Jeszcze raz, a przysięgam, że to nie szkło będzie tu zbierane z podłogi — warknął Igor. Głos mu nie drżał; był wyjątkowo spokojny, co czyniło groźbę bardziej autentyczną.
Robert wykrzywił usta w grymasie, który wskazywał na rozbawienie, patrząc w oczy syna z jawną pogardą.
— Nie zaczynaj, młody — parsknął, cedząc każde słowo z jadowitą wyższością.
— Bo, co zrobisz? Urządzisz mnie jak tego typa? No, dawaj! Wrócisz do ciupy szybciej, niż mógłbym sobie tego życzyć!
Zanim Robert zdążył zareagować lub choćby zacisnąć dłonie w pięści, Igor pchnął go z całej siły. Mocno, pewnie, prosto w klatkę piersiową. Mężczyzna zatoczył się o krok, uderzając plecami o lodówkę.
— Igor, proszę! — Laura stanęła między nimi, rozkładając ręce, jakby próbowała utrzymać pion na równoważni. Napięcie miało metaliczny posmak, a w gęstym powietrzu czuć było zapowiedź nadchodzącego uderzenia.
Na dźwięk głosu matki Igor zastygł, choć jego mięśnie wciąż wibrowały od niewyładowanej agresji. Mimo to, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Zostawił po sobie dzwoniącą w uszach ciszę i ojca, którego dłoń wciąż drżała – tym razem nie tylko z gniewu, ale i szoku, że jego własna krew przestała się go bać.
W gabinecie Edwarda zawsze unosił się ten sam zapach: wosk do drogich mebli, świeżo parzona kawa i palone w kominku drewno brzozowe. Ten aromat domowego spokoju był starannie pielęgnowanym kłamstwem, grubą warstwą makijażu, przykrywającą pomarszczoną i niezdrową cerę. Każdy, kto przekraczał próg tej posiadłości, dawał się zwieść tej magicznej atmosferze, wierząc, że człowiek otoczony taką aurą stabilizacji nie może być zły.
Mężczyzna siedział w swoim ulubionym, głębokim, skórzanym fotelu, wpatrując się w tańczące płomienie. Na etażerce nieopodal stała nietknięta szklanka whisky, w której niespiesznie topniała pojedyncza kostka lodu. Jego myśli, chłodne i analityczne, krążyły wokół Oskara.
Wiedział dokładnie, gdzie jest teraz. Wyobrażał go sobie u boku Klary – widział ich na kolacji, czuł ten magnetyzm, który młody Karski roztaczał wokół siebie z taką samą łatwością, z jaką on sam zwykł to robić, raptem dekadę temu. Większość rodziców czułaby wstręt, używając własnego dziecka jako wytrychu do cudzych domów i łóżek. Uważaliby to za podłe, niemoralne i wręcz odrażające. Edward Karski czuł wyłącznie spokój.
„Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” – to nie było tylko przysłowie, to była polisa ubezpieczeniowa, którą Edward wystawił własnemu synowi. Oskar nie znał prawdziwego ciężaru nazwiska, które nosił, ani ceny luksusu, który uważał za naturalny jak tlen. I tak miało pozostać. Dopóki wierzył w lojalność i rodzinne więzi, był przewidywalny, a dzięki temu użyteczny. Jego jedyną słabością była nadmierna wrażliwość, której ojciec nigdy nie zdołał z niego wyplewić. Edward wiedział, że prawda o fundamencie ich imperium mogłaby sprawić, że chłopak po prostu by pękł. A on nie tolerował pęknięć. Zwłaszcza teraz, gdy Oskar był już tak blisko Klary – dokładnie tam, gdzie Edward go potrzebował.
Wino było drogie, cierpkie i uderzało do głowy szybciej, niż się spodziewali. Klara, prowadzona nagłym impulsem i procentami niebezpiecznie krążącymi we krwi, postanowiła oprowadzić Oskara po domu rodziców, o którym tyle mu opowiadała. Budynek stał pusty, zakurzony, wypełniony martwym powietrzem i duchami przeszłości, ale to właśnie to gęste napięcie, czające się w każdym nieoświetlonym kącie, zadziałało na nich jak wabik.
Kiedy weszli do gabinetu jej ojca, nikt nie szukał włącznika światła. Wystarczył blask księżyca wpadający przez wysokie, niezasłonięte okna, by dostrzec drobinki kurzu wirujące nad dębowym blatem. Oskar nie zamierzał czekać. Pchnął ją na biurko, rozrzucając dłonią jakieś stare papiery, które z szelestem opadły na podłogę. Klara jęknęła, gdy jej plecy dotknęły chłodnego drewna, ale momentalnie przyciągnęła mężczyznę do siebie, ciasno splatając nogi na jego biodrach.
Ciemność w gabinecie stała się gęsta i wilgotna, rozdzierana jedynie przez ich rytmiczny, ciężki oddech, który niósł się w pustych korytarzach domu. Byli w swoim żywiole – brutalni, spragnieni, napędzani winem i chęcią zbezczeszczenia tego miejsca. Oskar zdzierał z niej ubranie z furią, jakby chciał się dokopać do samej esencji jej bólu, a ona mu na to pozwalała, zagłuszając wyrzuty sumienia każdym kolejnym dreszczem.
Mężczyzna napierał na nią z jednostajną, niemal mechaniczną siłą, która nie znosiła sprzeciwu. Twardy, dębowy blat biurka nie ustępował ani na milimetr, oddając każdy wstrząs i zmuszając kręgosłup Klary do bolesnej walki o stabilność. Jej nogi, oparte ciężko na jego ramionach, tworzyły klamrę, która eliminowała jakikolwiek dystans – każde uderzenie jego bioder było głębokie i intensywne, jakby Oskar chciał ją fizycznie przybić do tego mebla, na którym kiedyś, dawno temu jej ojciec pieczętował swoje wyroki.
Klara wbijała dłonie w krawędź blatu, czując pod paznokciami kurz i chłód lakierowanego drewna. W tej pozycji, z miednicą uniesioną wysoko i murem Oskara przed sobą, czuła się całkowicie obnażona – nie tylko z ubrania, ale i z resztek dumy. Gabinet, który kiedyś był sanktuarium niedostępnych tajemnic taty, teraz wypełniał się odgłosem ciał uderzających o drewno i jej bezwstydnymi jękami. Oskar kontrolował wszystko: tempo, głębokość i rytm, a ona, uwięziona między jego ciężarem a bezlitosną powierzchnią biurka, mogła tylko przyjmować to, co jej dawał.
Gdy tempo zwolniło, a on przycisnął swoją klatkę piersiową do jej piersi, Klara poczuła na szyi gorący oddech. To był ten moment, w którym ich twarze znalazły się centymetry od siebie, a zapach drogiego wina wymieszał się z zapachem potu i starego papieru.
Kiedy w końcu obydwoje osiągneli szczyt, a echo ich pożądania zaczęło cichnąć, chłód nocy stał się niemal namacalny. Klara leżała wśród rozrzuconych dokumentów, wpatrując się w mrok nad nimi.
— Znowu o nim myślisz — mruknął Oskar, nie otwierając oczu. Jego głos, wciąż niski i zachrypnięty, przeciął mrok.
— To takie oczywiste? — szepnęła.
— Kiedy tu jesteś, jesteś cała moja. Ale kiedy kończymy, widzę, jak uciekasz. Twój ojciec nie był święty, Klara. Czas przestać go opłakiwać przez pryzmat tego, kim wydawało ci się, że był.
Klara drgnęła, czując, jak wspomnienie idealnego wizerunku taty kruszy się pod ciężarem jego słów. Oskar podparł się na łokciu i spojrzał na nią, a w jego oczach nie było już namiętności, tylko ten chłodny realizm, który tak bardzo przypominał mu własnego ojca.
— Żyjesz złudzeniami, a świat od dawna wygląda inaczej — kontynuował, gładząc ją kciukiem po policzku. — Musisz przyjąć odwróconą perspektywę, żeby przestać się dziwić. Spójrz na to z dystansem: policjanci już dawno nie pilnują porządku, tylko własnych wpływów. Lekarze nie leczą, tym bardziej nie robią tego z powołania, a politycy dbają o dobro obywateli tylko w spotach wyborczych. Dlaczego twój ojciec miałby być inny? Chciał uszczknąć coś dla siebie, to wszystko. Od lat po cichu robią to wszyscy, tylko nikt nie ma jaj, żeby się do tego przyznać przy śniadaniu. On po prostu grał w tę samą grę co reszta, tylko przegrał finał.
Klara nie odpowiedziała, ale było widać, że ta interpretacja ją przekonuje. Oskar ubrał w słowa to, co od tygodni chodziło jej po głowie, a czego sama bała się nazwać. Wyciągnął na światło dzienne jej najgorsze podejrzenia i sprawił, że przestały brzmieć jak zdrada, a zaczęły – jak niepodważalne, suche fakty.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania