Odwrót znad Berezyny
Nie chęć chwały wzbycia przez step ruski nas niosła,
Nie dla nas być miała ta chwila, Polsce wzniosła;
Nie blask zwycięstwa od Dźwiny roty prowadził,
Jeno krzyk Ojczyzny, którę lud własny zgładził;
Jeno widmo klęski na drodze do Smoleńska,
W zimne noce śniegiem białe, ciem bezeceńska.
Ojczyzno miła! Dla Ciebie umierać przyszło!
W skrzydłach Orła, które, choć wtenczas zwinięté,
Ostoją żywém, dumą tym, którem życie zswyszło
i zstali w tey ziemi. A nam, w noce nieświęté,
Zapomnianym już w Xięstwie z dawna, tak zapewne,
Jeszcze tylko w taflach lodu stawić łzy rzewne.
Bo nam ratunkiem by tylko śmierć była prędka,
Połać na niebiesiéch, w łanach Pańskich miękka,
Która jedna, byłaby nam śnionym z lat skarbem,
Gdy wsza z wart, półsnem, jakoby, ostrym harpem,
I tym samym - chwała i cześć jest z rańsza ległem,
Bo dla nich, męka nasza - czasem już odległem.
Jednak, jak żołnierzowi przystało być w modzie,
Tak i zimie należy być okutą w lodzie,
A ludziom - nic do tego, przy naturze rzeczy,
Być tak musiało, i nikt temu nie zaprzeczy,
Woyna na to zskazaną już była z jesieni,
Gdy dzicy gęsi, w kluczach, lecieli wzniesieni.
Tak i my, dziś zostaliśmy osamotnieni.
I pod łuną miesiąca, modlić się zostało
O dobrą śmierć, gdy obrona już jeno białą,
Bez kul w patrontaszu, bez żadnej własnej mieni.
« Więc, gdy przyszło się bronić, nie innych ciemiężyć,
Stajem hasłem Polaka - zginąć, lub zwyciężyć! »
Huzarom zostały szabeltasy, brak im koni,
W mrozie się tułaczą, przy znaku Pogoni;
Szaserzy bez karabinów, mundur bez guzów,
Szronem płaszcz spłowiał zajęty, ślad lat minionéch,
Całość w akompaniamencie jęków ranionéch,
Z woli, myśli i w sprawie Cesarza Francuzów...
Boże! Spójrzli z góry na nas, te dzieci Swoje,
Niegodziwe, by być Ciebie nazwać swym Ojcem,
Spójrz, a racz, za wszystkie owe trudy i znoje,
Być dla nas oazą, beduinów mówiąc wzorcem,
Racz nas zachować w Łasce Swojej, być dziś tarczą
dla nas, a już zawsze dla tych, co na Dzukii walczą.
5 XII 1812
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania