Oficer inspekcyjny garnizonu w Kiełbach

W roku 1975 miałem służbę oficera inspekcyjnego garnizonu . Lekko przysypiałem z jednym otwartym okiem na fotelu przy konsoli łączności. Był ciepły, przyjemny letni wieczór. Odezwał się telefon.

Odebrałem:

- Co wy kapitanie - opieprzacie się na służbie, bajzel w brygadzie, wartownicy chleją wódę na posterunkach. W hotelu oficerskim dziwki biegają nago po korytarzach a wy grzejecie dupę w fotelu!!!

Sprawdziłem - telefon(podświetlony na konsoli) był z baterii dowodzenia Brygady Rakiet.

Spokojnie zapytałem - kto mówi?

Posłyszałem chichot w słuchawce i padła odpowiedź: "Pułkownik Dowgird"

Słuchawkę odłożono.

Dzwonię pod ten sam telefon.

Zgłasza się podoficer dyżurny bombardier X.

- Żołnierzu - dzwonił do mnie z waszego aparatu płk. Dowgird - możecie go poprosić do telefonu - mówi kapitan Stanicki oficer inspekcyjny.

- Obywatelu kapitanie - tu nie ma żadnego pułkownika.

- Ja także tak uważam. Przyślijcie mi więc tego dowcipnisia , który do mnie dzwonił przed chwilą.

Po 15 minutach nie było delikwenta. Zarządziłem więc alarm baterii dowodzenia w pełnym oporządzeniu.

Sprawdziłem stan.

- Żołnierze - chciałbym przywitać się z pułkownikiem Dowgirdem z waszej baterii.

Niech wystąpi.

Żołnierze chichotali.

Nikt nie występował przed szyk.

Mam dla całej baterii propozycję - całonocnej musztry luźnej na placu - albo płk. Dowgird się zgłosi.

Poszedłem na dyżurkę każąc kapralowi ze składu baterii podać komendę "baczność". Siedziałem w fotelu patrząc na nieruchomą baterię i paliłem papierosa.

Po godzinie stania przed dyżurką z szyku wystąpił żołnierz.

Wrzasnął:obywatelu kapitanie szeregowy Maliniak prosi o rozmowę.

Podszedłem do stojącej baterii.

Żołnierz wystękał - to ja ob. kapitanie.

Zwolniłem baterię do pododdziału.

Zaprosiłem "pułkownika" na dyżurkę. Razem z nim poszedłem do hotelu oficerskiego sprawdzić porządki, wziąłem go na kontrolę wart wewnętrznych i garnizonowych. Na końcu przydzieliłem go łącznikowi (szeregowcowi) na dyżurce z poleceniem by zrobił wzorowy porządek od lamp na suficie do podłogi. Z odsuwaniem szaf, pajęczynami na suficie, kurzami na karniszach, szybami okien.

Zeszło mu do 2 w nocy.

Na końcu mu podziękowałem i odesłałem do baterii. Żołnierz zapytał czy dowie się o tym jego dowódca baterii.

Uspokoiłem go:

- Panie pułkowniku sprawdziliśmy przecież - dziwek nie ma, wartownicy trzeźwi, na dyżurce wszystko błyszczy.

Nie zamelduję o tym - ale mam prośbę do was - powiedzcie swoim kolegom co widzieliście na kontroli.

Rozumiemy się ?

- Tak jest z ulgą wrzasnął żołnierz.

Ja miałem poczucie humoru - ale moi koledzy w większości by tak nie zareagowali.

 

(c) Marek Mozets 1975

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania