Ogród z plastiku

Drobne kamyczki zazgrzytały pod butami. Obuwie zrobiono ze skóry krokodyla wiele lat temu. Już wtedy uchodziły za ekskluzywne. Żeby mogły powstać jakiś kłusownik zawędrował daleko w głąb Amazońskiej dżungli. Przez jakiś czas pływał rzeką szukając dobrej ofiary. W końcu ją wypatrzył.

Wielki krokodyl przetrwał wiele lat walcząc o życie w sercu dżungli. Swoimi kłami rozszarpał niejedno zwierzę. Tym razem stanął jednak do nierównego starcia. Wystarczyło jedno pociągnięcie za spust i krokodyl padł martwy. Gdyby mógł walczyć, zabiłby kłusownika w parę sekund. Nie mógł jednak. Został przechytrzony przez technologię, której nigdy nie pozna.

Kłusownik zabrał gada na swoją łódź po czym oskórował. Wszystko co nie było wartościowe wyrzucił. Mięso, które było najcenniejszą walutą w świecie drapieżników trafiło do kosza. Mężczyzna szczelnie zabezpieczył przesyłkę ze skórą. Handel nią był nielegalny, tak samo jak zabijanie krokodyli i zmienianie ich w buty. Wszystko odbywało się z daleka od ustalonych zasad. Wystarczyła odpowiednia suma i parę potajemnych układów, by strażnicy porządku odwrócili wzrok i pozwolili, żeby skórzane buty trafiły do bogatego klienta.

Z tego człowieka nie został już nawet proch, ale buty nadal tu były. Ich nowy właściciel był jeszcze bardziej wpływowy niż ten poprzedni. Był częścią władzy absolutnej. Struktury tak potężnej, że przetrwała nawet apokalipsę.

-Czy to słowik? – Spytała Kora.

Siedziała na ławce pomiędzy dwoma niskimi lipami. Przycięte konary drzew tworzyły parasol nad głową kobiety ubranej w długą suknię.

-Nie wiem, ale jakbym miał strzelać to powiedziałbym, że to drozd. –

-Może masz rację. –

Mężczyzna poprawił garnitur i usiadł obok Kory.

-To chyba najpiękniejszy ogród na świecie. – Stwierdził.

-Najpiękniejszy jaki został. –

-No tak. –

Wśród egzotycznych krzewów, kwiatów i drzew spacerowały stworzenia ze specjalnymi implantami gwarantującymi ich przyjazność względem ludzi. W powietrzu latało wiele ptaków, a stawy wypełnione były rybami. Kopuła otaczająca całe miejsce zakryta była hologramem nieba. Wiatraki dawały złudzenie delikatnego wietrzyku przemykającego pomiędzy roślinami. Ogród był rajem. Miejscem idealnym.

-Słyszałem, że ostatnio dodano jakieś nowe zwierzę. –

-Taki był plan. – Odparła Kora. – Ale niestety biolodzy popełnili jakiś błąd. Za tydzień trafi tu piękny łoś. –

-Wspaniale. –

-Zgadzam się. –

Przez chwilę powietrze wypełniał jedynie śpiew ptaków i szum płynącego nieopodal strumyka.

-Przejdźmy się. – Stwierdziła Kora.

-Jasne. Kiedy chodzę dobrze mi się myśli. –

W ogrodzie wysypano małymi, białymi kamykami wiele ścieżek. Idealnie nadawały się do długich spacerów.

-Dziś jakoś tu pusto. –

-Pozwoliłam sobie zamknąć ogród na czas naszej rozmowy. –

Mężczyzna uniósł obie brwi w geście zdziwienia i podziwu.

-O czym chcesz porozmawiać, skoro tak bardzo zależy ci na prywatności? – Spytał.

-Chciałam po prostu zaznać rozkoszy tego ogrodu w samotności. –

-Zatem pani przeszkadzam. –

-Ależ skąd panie Valen. Pana obecność jest przyjemnością. – Kora uśmiechnęła się delikatnie.

Była piękna. Jej długie ciemne włosy spływały na ramiona i piersi. Zazwyczaj starała się nosić szpilki, ale nie nadawały się one do spaceru po małych kamyczkach. Ubrała zatem wygodniejsze buty o szerokim obcasie.

Valen doceniał piękno swojej rozmówczyni. Nie interesowała go jednak. Rozwinięta technologia pozwalała na inne przyjemności którym wolał oddawać się mężczyzna.

-Słyszałeś o jakimś przecieku z departamentu technologii? – Spytała nagle Kora.

-O, wreszcie przechodzisz do rzeczy. –

Valen uśmiechnął się, ale zachował całkowitą powagę. Nie odpowiedział od razu. Zawsze należało dobrze dobierać słowa, ale kiedy ktoś pytał o poważne sprawy rządu należało zachować szczególną uwagę. Wiedział to każdy i każdy przestrzegał tych zasad.

-Na pewno sama sporo o tym wiesz. – Stwierdził spokojnie.

-Oczywiście. Jestem koordynatorką dziewiątego stopnia. Wiem bardzo dużo. –

-Ja jestem majorem siódmego stopnia, a według wielu przecieków za niedługo wespnę się na kolejne stanowisko. Też wiem całkiem sporo. –

-Chciałabym zatem żebyś opowiedział mi co nieco o tym przecieku. – Na ustach Kory znów pojawił się niewinny uśmieszek.

Valen odpowiedział uśmiechem. Otworzył usta, ale nie zdążył nic powiedzieć. Zza jednego z krzaków mała sarenka wystawiła głowę.

-Ale cudowna. – Mężczyzna od razu skierował na nią całą uwagę.

Wystawił rękę w stronę zwierzęcia. Zaprogramowany mózg sarenki kazał jej podejść do Valena i dać się pogłaskać. Kora cierpliwie czekała. Nie miała zamiaru powtarzać raz zadanego pytania.

-W ostatnich latach pojawiają się pewne problemy z lojalnością. – Valen nadal głaskał zwierzę, mówił tak jakby do siebie. – Rząd musi być twardy. Jedynie silne struktury mogą pozwolić trwać porządkowi. Bez nich rozpęta się chaos. –

-To prawda. Świat jest brutalnym miejscem. Wśród wszystkich zagrożeń zawsze jedno jest najgorsze. Człowiek. Jego natura, która pożąda chaosu, który nazywa wolnością. –

-Tylko rząd może zapobiec ostatecznemu rozpadowi ludzkości. Masy są głupie. Zawsze były. Jedynie silne, zjednoczone elity mogą poprowadzić nas ku dobrej przyszłości. –

-Dokładnie. –

Kos przeleciał nad głową Kory. Wylądował na gałęzi nieopodal i zaczął śpiewać. Jego piękna melodia zgrała się z szumem liści.

-W przeciek zaangażowana była jakaś sekretarka. Jej imię to Nabu. Dowiedziała się czegoś czego nie powinna wiedzieć i przekazała gdzieś te informacje. – Powiedział spokojnie Valen.

-Skąd o tym wiesz? –

-Wszyscy to wiedzą. –

-Nie każdy zna imię tej kobiety. –

-Mi zostało one przekazane w prywatnym raporcie, który otrzymałem z góry. Po tej akcji wiele osób otrzymało notki z którymi mieli się zapoznać. –

-Co wiesz o Luisie? –

Valen podszedł do jednego z drzew. Zerwał z niego jabłko.

-Nie wiem kto to. – Powiedział biorąc gryza.

-Luis był bardzo obiecującym inżynierem. Pracował przy tworzeniu nowych transmiterów. Miał dostęp do poziomu A, A1, B2 i C. Rząd pokładał w nim spore nadzieje. –

-Czy on też jest zamieszany w ten wyciek? –

-Na to wskazują wszystkie poszlaki. –

-Dlaczego mi to mówisz? – Spytał Valen.

Przekazywanie informacji było ściśle uregulowane w strukturach rządu. Wiadomości cały czas krążyły pomiędzy urzędnikami i pracownikami. Ci którzy potrafili je pozyskiwać pieli się po szczeblach kariery. Ci którzy byli nie ostrożni ściągali na siebie niebezpieczny wzrok rządu. Wiedza była siłą. Mogła wzmacniać albo ściągać uwagę.

-Chcę żebyś to wiedział. – Odparła Kora.

Valen kiwnął głową.

-To dość logiczne. – Stwierdził. – Myślę, że w sprawę zamieszanych jest jeszcze parę osób. –

-Oczywiście. Informacje przecież zostały przekazane komuś dalej. -

-Pytanie pozostaje komu? –

-Najważniejsze, żeby nie wyciekły poza mury miasta. –

-To prawda. Choć po mieście też nie powinny krążyć. Trzeba jak najszybciej złapać każdego kto je posiada. –

-Dział wewnętrzny na pewno już się tym zajmuje. –

Przez chwilę dwójka rządowych urzędników spacerowała w ciszy. Małe, białe kamyczki przyjemnie skrzypiały pod ich podeszwami.

-Czy znasz jeszcze jakieś osoby, które są zamieszane w ten wyciek? – Spytała Kora.

-Tak. –

-Kto? –

-Nad nową technologią pracowało mnóstwo osób. Każdy z nich jest na liście podejrzanych. – Mruknął Valen. – Wiesz w ogóle co by się stało, gdyby badania, które prowadziły wyszły poza miasto? –

-Trafiłyby do rebeliantów. Jeżeli dane techniczne byłyby wystarczająco dokładne mogliby zbudować broń. Umocniłoby to ich siłę ognia co byłoby niebezpieczne. –

-Nasze tajne technologie niestety naprawdę często trafiają w niepowołane ręce. –

-Mówisz tak dlatego że nie znasz tak naprawdę tajnych projektów. – Zaśmiała się Kora. – System jest szczelny. Wycieki zdarzają się statystycznie bardzo rzadko. –

-No tak. Ty wiesz więcej. –

-Oczywiście. Dziewiąty stopień daje dostęp do wielu informacji. –

Ścieżka kończyła się nad oczkiem wodnym. Znajdowała się tu mała altanka, do której weszli urzędnicy. Po wodzie pływały łabędzie.

-Nie podoba mi się ich ruch. – Stwierdziła Kora pokazując na ptaki. – Pływają jakby lunatykowały. –

-To efekt programowania. Ich instynkty zostały zastąpione schematami, których przestrzegają. Dzięki temu są spokojne i przyjazne. Inaczej nie wytrzymałyby zamknięcia. Są szczęśliwe, ci którzy opiekują się ogrodem zapewniają im odpowiednią stymulację. –

-Wróćmy do tematu. –

-Tak. Już długo tu siedzimy. –

-Potrzebuję znać parę kolejnych imion. –

Valen nie zdziwił się. Cała ta rozmowa zmierzała właśnie do tego.

-Po co ci te osoby? – Spytał.

-Bo chcę dobra dla rządu i jego projektów. Każda osoba, która ma związek z przeciekiem musi zostać przesłuchana i poddana osądowi. –

-Wiesz, że nie powinienem ci ich podawać. –

-Tak. Ja nie powinnam za to ujawniać, że twój syn wykorzystuje jakąś nieletnią pracownicę w dokach przy porcie. – Na ustach Kory znów pojawił się niewinny uśmiech.

-Mógłbym spytać skąd to wiesz, ale chyba nie ma to znaczenia. –

Valen nie był zachwycony z zachowania swojego syna. Sam za uszami miał jednak sporo etycznie wątpliwych praktyk więc nie próbował go oceniać. Wolał przymykać oczy tak było wygodniej.

-Myślę, że twoje zarzuty nie wyrządzą mu wiele krzywdy. – Mruknął po chwili. – To że sypia z jakąś nieletnią nie ma dla rządu większego znaczenia o ile dobrze wykonuje swoje obowiązki. Ewentualnie zostanie cofnięty o jeden stopień niżej. To pewne utrudnienie, ale niezbyt dotkliwe. –

-Matka tamtej dziewczyny ostatnio awansowała na strażniczkę trzeciego stopnia. –

Valen zacisnął zęby.

-Liczyłem, że nie będziesz tego wiedziała. – Mruknął.

-Myślałeś, że przyjdę nie przygotowana? – Piękny uśmiech nadal widniał na ustach Kory.

-No cóż. Miałem nadzieję, że wiesz nieco mniej. –

-Ja zawsze wiem więcej. –

-Nie zaprzeczam. –

Kora czuła się pewna. Była wyższa stopniem i kontrolowała rozmowę. Potrzebowała czegoś od Valena i teraz zamierzała to wziąć.

-Podaj mi parę imion, które mogą być zamieszane. – Poprosiła. – A ja nikomu nic nie wspomnę o twoim synu i dalej będzie mógł gwałcić tamtą dziewczynę. –

Valen pogłaskał się po brodzie.

-To uczciwy układ. Za podanie paru imion nic ci nie grozi. – Kontynuowała Kora.

-Skąd wiesz, że nie spotkają mnie za to konsekwencje? –

-Ja dużo wiem. –

-Czasem to klątwa. – Valen podniósł obie ręce do góry.

W oddali pojawiły się odgłosy biegnących robotów. Ich mechaniczne kolana skrzypiały specyficznie.

-Wezwałeś straż? – Spytała Kora.

-Tak. Ty pewnie zrobiłabyś to zaraz po tym jak podałbym ci jakieś imię. –

-Możliwe. –

Mechaniczni strażnicy z bronią w rękach podbiegli do urzędników. Ich metaliczne ciała zakłóciły piękno ogrodu.

-Nagrywałaś rozmowę? –

-Oczywiście, a ty? -

-Też. –

-Wszyscy wszystko nagrywają. – Stwierdziła Kora z udawanym zdziwieniem.

-Tak już jest. –

Roboty stały wyprostowane i czekały.

-Pamiętaj o swoim synu. Jest obrzydliwym typem. Nie żebyś ty był lepszy. Całymi godzinami siedzisz z seks robotami. Jak zobaczyłam, co tam robisz to o mało się nie pożgałam. – Kora rzuciła to jakby od niechcenia zupełnie nie patrząc na swojego rozmówcę.

-To już nie ma znaczenia. Dziś zostaniesz przesłuchana i zdegradowana. –

-Z jakiego powodu? –

-Wygadałaś się. Luis faktycznie miał dostęp do B2, ale było to tajne. Nie mogłaś tego wiedzieć. Chyba że skądś zdobyłaś te informacje. –

Kora pokiwała głową.

-No tak. Powiedziałam jedną rzecz za dużo. –

-Jak długo jesteś już częścią rządu Kora? –

-Sześćdziesiąt lat. –

-Długo udawało ci się uniknąć problemów. Co tym razem poszło nie tak? –

-Desperacja. Ktoś na górze zaczął podejrzewać, że jestem częścią konspiracji. Musiałam znaleźć kogoś kogo mogłabym wydać zamiast samej siebie. –

-Rozumiem. Mnie wyznaczono, żeby spróbować coś z ciebie wyciągnąć. – Przyznał Valen. – Swoją drogą naprawdę plastycy załatwili ci piękne ciało. Nie kręci mnie to, ale doceniam ich pracę. –

-Dziękuję. Nie było to tanie. –

-Efekt jest naprawdę świetny. – Valen kiwnął dłonią.

Roboty zbliżyły się do Kory.

-Jak to teraz będzie? – Spytała.

-Dobrze wiesz. Rok temu planowałaś to dla mnie. –

-Jednak wiesz naprawdę dużo. Zaskoczyłeś mnie. –

-Dziękuję. –

Obaj urzędnicy wymienili uśmiechy. Nadszedł czas zakończenia rozmowy. Jeden z robotów delikatnie położył rękę na ramieniu Kory.

-Prowadźcie ją ostrożnie. – Poprosił Valen.

Mechaniczne gardła niczego nie odpowiedziały. Słuchały jednak. Zawsze ktoś słuchał.

-Gra się skończyła. – Podsumowała Kora. – Przegrałam. –

-Mam nadzieję, że konsekwencje nie będą dla ciebie zbyt dotkliwe. Liczę, że za parę lat znów zasiądziemy do gry. –

-Też mam taką nadzieję. Żegnaj panie Valen. – Kobieta wyciągnęła rękę.

-Żegnaj pani Koro. – Mężczyzna uścisnął ją.

W ogrodzie znów rozbrzmiał przyjemny zgrzyt kamyków pod podeszwami Kory. Ciężko było go jednak dosłyszeć. Mechaniczne nogi robotów zagłuszały wszystkie piękne odgłosy ogrodu.

Valen został sam. Za chwilę bramki zostaną otwarte i na ścieżki wejdą inni rządowi pracownicy. Ta chwila spokoju była bardzo cenna. Mężczyzna wypuścił powietrze z płuc. Przez całą rozmowę musiał być skupiony i uważny. Teraz wreszcie mógł się rozluźnić. Rozpiął guzik swojego garnituru. Najchętniej by go ściągnął, ale było to wbrew zasadom ubioru.

Myślał o Korze. Zastanawiał się czy jeszcze kiedyś ją zobaczy. Możliwe, że sąd pozbawi ją jedynie paru stopni. Istniała też szansa, że zostanie uznana za zdrajczynię. Wtedy laserowe ostrza rozetną jej piękną skórę i zajrzą do wnętrza. Tam niestety nie będzie tak ładnie.

Valen poczekał jeszcze chwilę po czym ruszył w drogę powrotną. Jego buty z krokodylej skóry znów wywoływały przyjemny odgłos szurając po białych kamyczkach.

Średnia ocena: 1.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania