Ojciec
To oczywiste, że życie jest okrutne, ale czasem okazuje się, że robi jeszcze niespodzianki. I to jest dopiero to "właściwe" okrucieństwo.
Ma się strasznie rzadkie szczęście, czując, że ojciec jest twoim przyjacielem. Ja tak czułem. Jest takie świetne powiedzenie: "Ojcem nie ten, co spłodził, tylko ten, co wychował". On dał mi jedno i drugie. Wychował, bo pozostawił wspomnienia na zawsze - jak bawimy się kolejką, puszczamy latawce, majsterkujemy... Same mało ważne rzeczy, ale on robił z nimi coś takiego, że stawały się wspaniałe. Umiał być.
Pewnego dnia w szkole, nauczycielka powiedziała mi, że trafił do szpitala. Miał udar. Początkowo wiedziałem tylko, że jest bardzo niedobrze. Nigdy nie zapomnę co wtedy czułem. Kiedy stopniowo okazywało się, że jest jeszcze gorzej, starałem się odsunąć najmroczniejsze perspektywy samym brakiem wiary. Po jakimś czasie pojawiły się trochę lepsze informacje; cieszyłem się, że ojciec coś mówił, co prawda bardzo mało i zupełnie inaczej. Nie poznawałem go w tym, ale był. Parę dni przed śmiercią powiedział:
- Mama i tata przychodzą mnie pieścić.
Każdy wytłumaczy to jako naturalną reakcję, która po udarze często się zdarza, jednak życie z nim nauczyło mnie, że nie wolno tracić żadnego momentu z ojcem ani puszczać mimo uszu żadnych słów.
Komentarze (7)
"Ojcem nie ten co zrodził, tylko"...- błąd. Rodzić może tylko matka, rodzicielka. Ojciec może tylko spłodzić...
I tak, i nie.Tzn. oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że mężczyźni nie rodzą dzieci, ale też nie ma nic zdrożnego w tym wyrażenia. Jako dowód przytaczam cytat z Biblii, której trudno poważnie zarzucić niedbalstwo czy głupotę: " Ogłoszę postanowienie Pana: Powiedział do mnie: «Tyś Synem moim, Ja Ciebie dziś zrodziłem" (Ps 2,7).
Poprawię ten fragment, by przywołane przysłowie brzmiało zgodnie z oryginałem, czego w pierwszej wersji mojego opowiadania rzeczywiście zabrakło. Przepraszam i dziękuję.
Ciekawe, ciepłe wspomnienie. To prawda nie ten rodzicem kto spłodził, ale ten co wychował. Ale z drugiej strony chyba z biologicznymi rodzicami łączą człowieka najgłębsze więzy. Może się mylę.
To zapewne prawda. Słyszałem kiedyś o przykładzie człowieka, który poznał swojego biologicznego ojca po latach. W czasie ich pierwszego spotkania był zdumiony nie tylko fizycznym podobieństwem między nimi, ale także "pokrewieństwem dusz"- odkryli wtedy, że przez te lata - nie znając się - mieli identyczne pasje, a nawet zawody. Dziękuję.
Dokładnie, nie ważne kto wychował, ale jak.Ciekawy tekst z przesłaniem.
Pozdrawiam :).
Dziękuję za komentarz. Też pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania