Poprzednie częściKant grudnia: Blackweek

Kant grudnia: Serniczek Premium

[Otwórz lodówkę – jeśli szukasz bieli bez komentarza.]

 

Już więcej nie wcisnę.

Tymczasem serniczek patrzy, jakby miał do mnie dostęp.

Stół wciąż pełny – bez wiary w granice.

Talerz ma miejsce, a ja udaję, że nie widzę.

Dwa – rozpinam guzik, milimetr ulgi.

Dwa – przesuwam serniczek bliżej, „żeby zrobić komuś miejsce”.

Cztery – biorę kęs. Cukier podpisuje kapitulację.

Ktoś mówi: weź jeszcze, przecież święta.

Odmowa: nieprzyjęta.

Uśmiech. System zatwierdza.

Masa zimna, spód kruchy, rodzynka trafia bez zapowiedzi.

Przełyk działa automatem.

Mówię: już.

I dokładam sobie milimetr.

Widelczyk dzwoni o talerz – i wypada z palców.

Spada na płytki. Dźwięk idzie po kuchni jak złośliwa puenta.

Herbata stygnie szybciej niż moja silna wola.

Wstaję „na chwilę”.

Klamka lodówki robi test lojalności. W środku biel nie oskarża.

Wracam. Serniczek jest.

Ja też.

Następne częściKant grudnia: Resztki

Średnia ocena: 3.1  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania