okno, które wyszło z mieszkania
okno
siedziało w ścianie
bardzo okiennie
aż pewnego ranka
powiedziało:
– ja już
nie mogę
ciągle patrzeć
i patrzeć
więc wyszło
najpierw
z futryny
potem
ze ściany
a potem
zupełnie
z mieszkania
wyszło
na ulicę
jak człowiek
który ma
ważną sprawę
do załatwienia
– dokąd?
spytałem
– przed siebie
odpowiedziało
okno
i poszło
choć nie miało nóg
co było
dość praktyczne
przy przechodzeniu
przez kałuże
na rogu
spotkało drzwi
drzwi
stały
bez domu
i wyglądały
na zagubione
– dokąd idziesz?
spytały
– szukam
widoku
– my też
odpowiedziały drzwi
i poszły z nim
dalej
za nimi
ruszyła firanka
potem parapet
a na końcu
cała ściana
która najwyraźniej
miała już
serdecznie dość
bycia ścianą
po godzinie
całe mieszkanie
wędrowało
przez miasto
lodówka
toczyła się
jak wielka planeta
krzesła
maszerowały
w szeregu
a wanna
śpiewała
piosenkę
o oceanie
najbardziej zdziwiony
był człowiek
który wrócił wieczorem
i zastał
na miejscu domu
tylko
mały ślad
w kurzu
i kartkę:
„poszliśmy zobaczyć,
co jest
po drugiej stronie.”
od tamtej pory
mieszkam
w kieszeni płaszcza
bo kieszeń
na szczęście
jeszcze
nie odkryła
że można
wyjść z siebie
Komentarze (1)
*****
kocham
Twoje paragony
któregoś dnia
mogę zapomnieć
którędy wrócić
do siebie...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania