Okno [zadanie domowe]

Kobieta schudła i zmarniała. W kościstych, niezdrowo bladych dłoniach, trzymała kobiałkę. Stało się to monotonnym ciągiem od lat przeszło dziesięciu, lecz na końcach matczynych rzęs wciąż lśniły brylanty. Ojciec przynosił lilie, kładł je przy łożu, całując żonę w zimne czoło, nakrywając ustami martwe wargi.

Byłem tam z nimi, ale widział mnie tylko kulawy dachowiec i bezdomny pies. Nie mogłem szepnąć, krzyknąć, nawet zapłakać. Nie słyszeli milczenia, więc nie wychwycili by słów, choćby najgłośniejszych.

Któregoś dnia dom opustoszał, mężczyzna przestał kupować bukiety w pobliskiej kwiaciarni, przestał parzyć herbatę w dwóch kubkach, przestał płakać nad pustą kołyską. Przestał czynić cokolwiek, a gdy kilku ludzi przyszło na miejsce, zrozumiałem, że oboje nie żyją. Wewnętrznie umarli już dawno, cielesność przybrała rolę cierpiętniczego więzienia.

Śmierć wypędziła mnie sprzed okna rodzinnego domu, uciekł także bezdomny pies i kulawy dachowiec.

Nie czułem głodu, a zbliżała się pora obiadu. Mama często gotowała kaszę jaglaną z warzywami, w kuchni pachniało imbirem i cynamonem, trochę troską, albo miłością.

Plac zabaw był pusty. Nigdy nie przychodziło tu wiele osób, głównie wandale i miejskie meliny, ale teraz jakoś silniej odczułem lęk, narastającą w mym wnętrzu nicość i samotność.

Nagle zawiał silniejszy wiatr i odsłonił coś niezwykłego. Naprzeciw siebie ujrzałem prawdziwe morze, ba, morską bitwę. Nie wierzyłem własnym oczom, a miałem tendencje do wierzenia im nazbyt często. Przyrzekłem samemu sobie, że za wszelką cenę zaciągnę się na jeden z imponujących, zaokiennych galeonów. A może cały świat jest wielką tratwą i patrzę na to wszystko z perspektywy rozbitka? Nie wiedziałem. Obserwowałem scenerię. Była martwa, a przed nią stał człowiek. Jakby pośrednik pomiędzy mną, a tamtym światem. Siedząc na parapecie jego mieszkania słyszałem dokładnie każde słowo, które wypływało z jego ust.

- Muszę podlać kwiaty, kwiaty... Zrobisz to za mnie, Anastazjo?

Rozejrzałem się po pomieszczeniu, ostrożnie. Żadnych roślin, jedynie puste doniczki. Człowiek mieszkał sam, nie licząc ciemnoskórego manekina. Poczułem jego wzrok, jegomość zamknął okiennicę z impetem. Spadłem na trawę.

Rzucił coś do mnie, jakieś wydarte słowa, zupełnie pozbawione sensu. Zrobiło mi się go żal.

Widział kogoś, kogo nie udało się zobaczyć nikomu. Widział mnie. Dlaczego?

___________

To opowiadanie nie jest szczytem moich umiejętności, wręcz przeciwnie, uważam, że takie sobie, ale w większości tak wychodzą moje prace na język polski. Oceńcie sami.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Kociara 22.05.2016
    Jak dla mnie bardzo dobre, takie niecodzienne. Mi się bardzo podoba i masz ode mnie 5 :D (jakiś anonimek się bawi jedyneczkami)
  • 60secondsToDie 22.05.2016
    Dziękuję bardzo!
    Jedynkowanie to stara zabawa, jak chowanego albo berek : D
  • alfonsyna 22.05.2016
    Patrząc przez pryzmat prac na język polski, mam wrażenie, że choćbyś się nawet nie starała, to i tak napiszesz coś o wiele poziomów lepszego, niż większość Twoich rówieśników. A patrząc bardziej ogólnie - mnie się podobało, ma w sobie coś intrygującego, ma klimat i ma emocje. Też zostawię 5 dla większej równowagi. ;)
  • 60secondsToDie 22.05.2016
    Jest mi bardzo miło. Dziękuję C:

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania