Oko

Kręciła w dłoni i przekładała przez palce małą gałazkę z drobnymi listkami, którą zerwała dopiero przed chwilą, idąc na spacerze przez las i która przypomniała jej, choć za późno, że drzew nie należy łamać, ponieważ czują tak jak my i są żywe tak jak my, co wskazuje, że produkując i sącząc lepką substancję naturalną w kolorze przeźroczystego złota, odznaczają się dużą żywotnością. Spacer jeszcze nie dobiegł końca, a ona kroczyła żwawo, pozostawiając ślady na ugiętych trawach i wyznaczonych ścieżkach, pełnych szyszek, patyków i całego mnóstwa liści, które sprawiały, że droga była jak z dywanu, w kolorach brązowoszarych i ciemnej ziemi. Wokół niej były drzewa, dziesiątki drzew przykrywających wolną przestrzeń i tworzących małe prześwity. Przestrzeń była niemalże zielona, a niebo kryło się znacznie za konarami, które rozrastały na boki i do samej góry, choć niektóre były jak płaczące gałęzie, tak opadłe i porastające w dół, przypominały zrezygnowany twór samego krzewu. Kobieta była niespotykana i jakby nie z tego świata, przez wzgląd na swoje ubranie, które charakteryzowało się białą, długą suknią, a na głowie miała białą chustę, której boki opadały jej za pas i które podtrzymywała jedną ręką, też niemal białą jak cały jej strój, który przywoływał na myśl kroczącą na pustej, i bladej pustyni, pośród piasku. Była w tej scenie ezoteryka i egzotyka, ponieważ zieleń tła i biała postać na jej tle gryzły się mimowolnie i za nic nie chciały się dopasować do siebie, tak by stworzyć jeden spójny obraz. Kobieta przemierzała drogę, mijała wyrastające, duże drzewa, szeleściła nadeptując cały ogrom liści, które pospadały oraz następując na szyszki i wbijając je ciężarem swojego ciała w ziemię, łamiąc stopami patyki i mniejsze gałązki. Szła tak już długi czas, aż w końcu zobaczyła coś niebywałego, a mianowicie zauważyła ogromne oko pośród drzew, które kryło się za konarami, ale równie mocno wybijało się na przód, przed gałęzie. Było ono jak niebieska poświata i mocno odbijało światło, na granicy rażenia blaskiem. Umiejscowiło się dosyć wysoko, było otwarte i żywe i sprawiło że las skąpał się w mroku, a ono jako jedyne było wyraźnym jasnym punktem. Kobieta przystanęła, przytrzymując chustę rozłożyła ręce, jak gdyby w geście zabrania jej z tego świata czy też w geście rezygnacji z dotychczasowej wędrówki, co było w dwójnasób przyczyną pójścia jeszcze o krok dalej, tak by przekroczyć niewidzialną granicę i by oko powiedziało jej czego chce i czego tutaj szuka. Była niesłychanie zaciekawiona tym wytworem, które zgotowała jej rzeczywistość, a może to sen i wyśniła ogromne oko, co by było jedynym logicznym wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania