Oko cynamonu
Tego roku nic nie było takie samo. Wszystko się sypało z każdej strony. Od przysłowiowej głupiej szmatki po gnijące ziemniaki, pełne wcześniejszych kolców. Otworzysz to czy nie? W końcu?
— Jak to zrobię, to nie wiesz, co będzie?
— A dlaczego ja mam decydować? Dlaczego akurat ja?
Patrzyłam na duże dębowe drzwi, ciężkie jak głaz do otwarcia.
— Co będzie po drugiej stronie — pomyślałam.
— Czy później je domknę?
Przyszedł kolejny maj iiii każdy o tym zapomniał. Woda wezbrała. Na wysokości oczu, malując wyraźnych rozmiarów śmieszny kleks. Pamiętam oczami wyobraźni ten huk, ojjjj, to było huczenie, gdy cały mój świat, jak stateczek w małej skorupce orzecha na bezkresie oceanu, płynął ku zagładzie. Surrealistyczne to było, tkwić w oczu cyklonu, z tą jedną myślą: byle do środy.
— Pani tak serio, w obliczu zagłady czekała na środę?
A co miałam zrobić? Usiąść i płakać? No nie, tylko to takie śmieszne — odpowiedział z uśmiechem. Ludziom życie się wali, tracą wszystko, a Pani czeka na słońce,bez deszczu. On gadał, a ta fala, falą, tak jedna za drugą, szybko zapierdzielała, i ten metaliczny wzór ścielił się w błocie i płynął, jakby musiał gdzieś dotrzeć w tym cynamonie.
Komentarze (1)
Oko cynamonu to jakaś metaforyczna nazwa na odbyt? xD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania