Okowy Strachu (one-shot)

Ostatnie promienie słońca lizały już najwyższe szczyty. Nie zostało mu zbyt wiele czasu. Mrok nocy nadchodził z najniższych partii lasu i powoli piął się ku górze. Musiał się spieszyć. Park o tej porze przestawał być dostępny dla ludzi. Wiedział o tym doskonale.

 

Zroszone mgłą powietrze dostało się do jego nozdrzy. Serce zabiło mocniej. Mimo że niebo było bezchmurne, zdawał sobie sprawę, że nawet blask księżyca nie będzie w stanie przebić się przez tę gęstą zasłonę.

 

Przyspieszył. Wśród skał nie miał szans. Musiał zejść niżej. Na bardziej uczęszczany szlak. Tam, gdzie istniała szansa, by spotkać ostatnich, schodzących z gór ludzi.

 

Wzrost ciśnienia napędził krążącą w organizmie krew. Jego oddech stał się płytszy.

 

Dawniej czuł się na tych terenach niczym król. Pewnie przemierzał pasmo wzdłuż i wszerz. Było jego domem. Teraz czuł jedynie powoli obezwładniający go strach. Nie mógł się mu poddać. Musiał walczyć.

 

Z każdym jego krokiem gęstniała mgła. Mógł to wykorzystać. Skryć się w niej. Choć przez chwilę poczuć się bezpiecznie...

 

Wiedział, że gdzieś tu jest. Czyha na niego w mroku lasu. Musiał się spieszyć. Jak najprędzej wyjść na otwartą przestrzeń. Wciąż miał szansę zdążyć...

 

Z oddali dobiegły go głosy. Ludzie wciąż byli na szlaku! Oddalali się, to było pewne. Wiedzieli tak samo jak on, że po zmroku w górach nie jest bezpiecznie. Że nie wolno im tu być. Bali się. Nie dziwiło go to. Miejsca, w których znajdowano rozszarpane ciała, mógł wskazywać z zamkniętymi oczami.

 

Nadal jednak istniała nadzieja. Przegoniła strach i pobudziła do większego wysiłku. Musiał jedynie dotrzeć do rozdroża. Dogonić wędrujących w dół ludzi. Potem będzie po wszystkim. Będzie już bezpieczny...

 

Jego oddech spłycił się do granic możliwości. Para ulatująca z ust, mieszała się z mgłą. Mięśnie nóg zaczęły drżeć, sprawiając, że prawie potykał się o nierówne podłoże...

 

Jeszcze kawałek...

 

Rozmowy turystów były już tak wyraźne...

 

Wypadł zza ściany lasu na otwartą przestrzeń. Z narastającej ekscytacji niemal zadławił się powietrzem, gdy jego stopy dotknęły głównego traktu. Źrenice rozszerzyły się. Czuł pulsującą w naczyniach krew. Mięśnie napięły się do ostatniego skoku.

 

Wtedy go uderzyło.

 

Ze szlaku na powrót wpadł w zalegającą nad trawą mgłę. Pochłonęła go. Zastygł w niej w paraliżującym bólu, jaki rozszedł się po całym jego ciele. Nie był w stanie nawet krzyknąć. Żaden dźwięk nie przechodził mu przez zaciśnięte gardło.

 

Ogarnęły go wściekłość i rozpacz. Był tak blisko! Człowiek był już w zasięgu ręki... Czuł nawet zapach jego krwi...

 

Jego oczy rozszerzyły się, gdy pośród mgły ujrzał to, czego obawiał się najbardziej. Zdradziła go! Mleczna zasłona, która zawsze była jego sprzymierzeńcem, teraz wydała go złemu losowi. Nie był już niewidoczny. Dwa ogniki niespiesznie zbliżały się do niego.

 

Chciał wierzgnąć. Walczyć. Zamiast tego poczuł, jak powoli zaczyna zanikać. Jakby coś go zasysało.

 

Dopadła go... Z myśliwego stał się ofiarą...

 

Serce szalało w nienaturalnym pędzie. Z gardła powoli wydobywał się zwierzęcy ryk.

 

Połowa jego ciała już rozpłynęła się we mgle, z której powstał.

 

Nie mógł w to uwierzyć. Był niepodzielnym władcą tych gór przez całe wieki. Budził grozę. Teraz powoli stawał się niczym...

 

Łapiąc ostatnie łyki powietrza, spojrzał z nienawiścią we wpatrzone w niego ślepia. Nim zniknął jego pokryty szczeciną tors, kończyny oprawione w długie pazury, głowa demonicznego wołu i olbrzymie rogi wyrastające po obu jej stronach, zobaczył jeszcze białe kły, wyszczerzone do niego w paskudnym, tryumfalnym uśmiechu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Fanagann Hartelion miesiąc temu
    Powiem szczerze, że zbyt enigmatyczne, jak dla mnie. Po przeczytaniu całości nie wiem nic o... niczym. Trochę, jakby puste zdania bez większego znaczenia. Żeby to opowiadanie nabrało sensu nie możesz zostawić czytelnika z tyloma niewiadomymi.

    Ale nawet jeśli dookreślisz te sceny, nie są one umieszczone w żadnym kontekście. Takie opowiadanie, samo z siebie, nie jest ciekawe. Chyba, że to fragment większego opowiadania, wtedy pewnie miałoby to więcej sensu, bo czytelnik wiedziałby już coś o bohaterach (lub dowie się później).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania