On nas już nie skrzywdzi

- Kochanie już pora iść spać

mówi Elizabeth do małego, 4 letniego George’a

- Jeszcze chwila mamo

- Pośpiesz się bo… ojciec zaraz z pracy wróci

- Dobrze, już idę

Razem poszli na górę umyć zęby oraz przebrać się w piżamę.

Aż w końcu weszli do sypialni dziecka.

- Mamo a zaśpiewasz mi kołysankę?

- A może dziś poczytamy książeczkę, co ?

- No dobra, ale jutro kołysanka

Podczas gdy Elizabeth sięgała po książeczkę, podwinęła się jej bluzka. I odsłoniła też te wszystkie siniaki.

- Mamo on znów ci to zrobił

- Nie synu, to nie on to..

- Ja wiem, że to on, wiem i nie możesz na to pozwolić

- George to sprawa dorosłych! Skończ już to!

Zdenerwowana Elizabeth przykryła syna i wyszła z pokoju, następnie zaczęła płakać. Jednak musiała przestać bo przyjechał już Charles jej mąż.

- Cześć skarbie

przywitała go Elizabeth

- Co ty tu jeszcze robisz? Pędem do kuchni obiad się sam nie odgrzeje

- Przepraszam ale dziś miałam tyle spraw, że nie miałam kiedy go ugotować

- Słucham? Ty miałaś tyle spraw. Jakich spraw? Pytam się, jakie są ważniejsze sprawy. Twoim zadaniem jest tylko zająć się domem i nawet tego nie potrafisz?

- Ale..

Charles przerwał Elizabeth i znów ją uderzył. Elizabeth szybko pobiegła do łazienki, zamknęła się i zaczęła płakać. Płakała tak długo, dopóki nie skończyły się jej łzy i poszła spać.

Co nocy nie mogła znieść tego, że śpi w jednym łóżku z osobą, która zmienia jej życie w koszmar, z dnia na dzień.

- Mamo! Mamo!

Po wielu krzykach George’a, do jego pokoju wszedł ojciec

- Czego chcesz? Jest druga w nocy, a matka śpi.

- Chce mi się pić

- A nóg nie masz?

- No ale jest ciemno, a ja się boję

- Nie denerwuj mnie

Charles podniósł George’a i zaniósł go na balkon, zamknął i poszedł spać.

- Co chciał George?

Pyta się Elizabeth Charles’a

- Smarkaczowi pić się zachciało o drugiej w nocy.

Dziecku było bardzo zimno, a na nic zdały się krzyki i wołanie o pomoc. W końcu zaczął płakać.

Rano Charles wyszedł do pracy a Elizabeth dopiero się budziła. Gdy spojrzała na zegarek, zobaczyła, że jest już 7:00, i musi budzić George’a do przedszkola.

- George, George

Gdy weszła do sypialni, spostrzegła, że nie ma dziecka. Zaczęła się denerwować i szukać syna po całym domu.

- Gdzie jesteś George? Nie chowaj się.

Nagle weszła do dużego pokoju…. I zobaczyła balkon. Zobaczyła też małego George’a, który leży na kafelkach w samej piżamie. Otworzyła szybko drzwi

- George! Matko Boska. Pomocy! Pomocy!

George, George powiedz coś, powiedz proszę.

Ale George się nie budził, zaczęła płakać ale w porę uświadomiła sobie, że musi zrobić wszystko, żeby nie stracić jedynego dziecka. Zadzwoniła więc na pogotowie.

- Halo, pogotowie? Proszę szybko przyjechać na Wall Street 28. Moje dziecko, ono spędziło noc na dworze i teraz nie chce się obudzić. Ja, ja nie wiem czy on żyje.

10 minut później u Callsonów była ekipa ratunkowa.

- Mogę jechać z wami?

Pyta się Elizabeth ratowników

- Oczywiście

W drodze do szpitala matka nie przestawała mówić do syna.

- George, George proszę obudź się. Zabiję tego, co ci to zrobił ale obudź się, jesteś całym moim życiem.

Gdy w końcu dojechali, ekipa ratunkowa musiała szybko zawieźć George’a na oddział. Z tego powodu matka i syn musieli zostać rozdzieleni. Elizabeth usiadła w poczekalni i zaczęła płakać.

Po kilkudziesięciu minutach, lekarz przedstawił diagnozę stanu George’a Elizabeth

- Niestety pani syn był i jest taki wychłodzony, że jeszcze godzina i mógłby umrzeć.

- Jezu..

- Chyba rozumie pani, że musimy zawiadomić policję o tym zajściu?

- Czy to konieczne?

- To jest nasz obowiązek

- A proszę jeszcze powiedzieć, czy George z tego wyjdzie?

- Szczerze mówiąc, nie wiem

Elizabeth rozpłakała się, a wtedy także odsłoniła się jej bluzka a lekarz zobaczył wszystkie blizny, siniaki, rany, szwy, zdarte skóry i zaschniętą krew.

- Proszę pani, kto to pani zrobił?

- Nikt

- Jak nikt, to co się stało?

- Ja, ja spadłam ze schodów

- Kiedy?

- Wczoraj

- Ale to nie są świeże rany

- Niech mnie pan zostawi w spokoju!

I wtedy Elizabeth wybiegła do łazienki, by się wypłakać.

Tymczasem doktor zadzwonił na policję

- Dzień Dobry. Chciałbym zgłosić pewną sprawę. Otóż mam podejrzenia, że Charles Callson może znęcać się nad rodziną. Dziś rano przyjechało do nas dziecko, które przespało całą noc na balkonie, a matka ma całe ciało w bliznach, ranach, siniakach itp.

- A zna pan może ich adres?

- Tak. Wall Street 28

- Dziękuję, zajmiemy się tą sprawą. Do widzenia.

Policja dość szybko zainterweniowała.

- Musimy jechać na Wall Street 28

Powiedział Michael Deingher naczelny komendy policji.

- A jaka to sprawa?

- Otóż dziecko spędziło całą noc na balkonie i jest teraz w szpitalu, a lekarz ma podejrzenia, że ojciec znęca się nad dzieckiem i żoną.

Gdy policja przyjechała, Charles był już w domu.

- Dzień Dobry. Michael Deingher. Czy pan Charles Callson?

- Tak, a o co chodzi?

- Pański syn spędził noc na zewnątrz, żona jest z nim w szpitalu. A lekarz ma pewne przypuszczenia co do pana i pańskiej miłości do rodziny

- Słucham? Co pan sugeruje?

- Ja nic nie sugeruje, po prostu wykonuje swoje obowiązki. A teraz proszę się odsunąć.

Michael i reszta policji weszli do domu. Naczelny wydał rozkaz zabezpieczenia i przeszukania miejsca, gdzie dziecko spędziło noc oraz przesłuchanie Charlesa.

Przesłuchaniem zajął się Jonh Straing.

- Zapraszam pana tu obok do pokoju

- Co wam odbiło żeby przeszukiwać nasz dom!?

- Spokojnie! A więc co robił pan w nocy?

- Spałem

- Czy coś jeszcze?

- Nie

W tym czasie przyszedł Michael

- Jonh, chodź na chwilę

- Co?

- Dziecko nie mogło samo wyjść na balkon, bo drzwi były potem zamknięte

- Przecież matka mogła je zamknąć

- No tak, ale drzwi od środka nie były zamarznięte, a w domu temperatura przez noc wynosiła od 20 do 23 stopni.

- A więc to ktoś go musiał zamknąć. No ale, że dziecko nie zaczęło krzyczeć.

- Nie wiem. Weź skończ przesłuchiwać Charles’a a potem pogadaj z sąsiadami, może ktoś coś widział.

- Ok

Jonh wrócił do przesłuchiwania ojca

- A więc na czym skończyliśmy?

- Na tym, że próbujecie mnie w coś wrobić.

- No tak na pewno. Dobra, widzę, że nic nie wydusisz. Do widzenia.

Jonh podszedł do Micheal’a

- I jak?

Spytał się Michael

- Nic, gościu twierdzi, że chcemy go w coś wrobić. I jest wielce oburzony

- No to chyba kończymy na dziś. Zbieraj ekipę i wracamy. Może coś znaleźli i przebadamy to w laboratorium.

- Ekipa wracamy

Policjanci wrócili na komendę i zaczęli badać to co mają. Nagle doktor zadzwonił do Michael’a

- Dobry wieczór. Zbadaliśmy dokładnie chłopca, on także ma dużo ran, blizn i siniaków na ciele.

- Ok. Dziękujemy za powiadomienie

Policjanci pojechali do szpitala by porozmawiać z George’em. Jednak byli już za późno. Lekarz przekazywał Elizabeth informacje.

- Przykro mi, jednak pański syn nie żyje.

- Co?...

- Naprawdę nie wiem co powiedzieć

Elizabeth była wściekła na Charlesa, bo wiedziała już, że to on. Nie pozostało jej nic innego niż wrócić do domu.

- Charles!

- Tu jestem.

- Czy ty wiesz co zrobiłeś!?

- Po pierwsze należało mu się, a po drugie nie podnoś głosu na mnie.

- Bo co? Do ostatniej chwili modliłam się, żebyś to nie był ty! Nie wiem, żeby okazało się, że to ktoś inny to zrobił! Co dzień miałam nadzieję, że się zmienisz a ty co!!!?

Charles przyparł ją do ściany i zaczął ściskać za szyję.

- A ty nasłałaś na mnie policję, i co myślałaś, że oni mnie zaaresztują? Mylisz się, ale jak komuś coś powiesz, to spotka cię coś gorszego. Rozumiesz!?

- Ty chamie

- Co ty powiedziałaś

I nagle Charles złapał za rozbitą butelkę i poharatał nią Elizabeth.

- Pamiętaj o tym co ci mówiłem!!

Charles poszedł na górę do łazienki. Nagle Elizabeth wymyśliła plan, poszła na piętro i zamknęła Charlesa w toalecie. Pobiegła do sypialni i zaczęła się pakować, chowała do walizki po kolei, bluzki, skarpetki aż znalazła zdjęcie jej, Charlesa i George’a.

- Przecież on był taki idealny, w liceum każda za nim szalała. Jak mogłam się tak pomylić?

Spakowała ze sobą tą fotografię. Schodząc na dół usłyszała dziwny dźwięk.

- Chodź tu do mnie, będziemy szczęśliwi, on nas już nie skrzywdzi.

To pewnie Charles, pomyślała. I szybko wybiegła z salonu, ale nagle drzwi się zatrzasnęły, i Elizabeth nie mogła ich otworzyć.

- Co jest do diabła z tymi drzwiami!

Odwróciła się aby sięgnąć po klucze ale ujrzała Charlesa.

- Co myślałaś, że sobie tak po prostu wyjdziesz, że ja ci pozwolę!? Jesteś taka głupia i naiwna

- Nie w takim mężczyźnie się zakochałam

- Masz rację, nie w takim mężczyźnie.

Po tych słowach Elizabeth była, no właśnie jaka była? Ona zamarła. Ale nie było czasu na pytania bo nagle straciła przytomność po tym jak Charles ją uderzył.

- No i się doigrałaś Elizabeth Callson

Charles zaniósł ją do łazienki, napuścił wodę do wanny i posadził tam swoją żonę. Wychodząc zamknął drzwi na klucz.

Elizabeth miała sen, w którym spotkała George’a.

- Mamo!

- George czy, czy to ty?

Dziecko stało na skraju kamiennego, wysokiego klifu i było owinięte białym kocem, który był cały we krwi.

- Dołącz do mnie, on nas już nie skrzywdzi, on nas już nie skrzywdzi!, on nas już nie skrzywdzi!

- George!

A George cały czas, coraz głośniej powtarzał

- On nas już nie skrzywdzi, on nas już nie skrzywdzi

Aż w końcu zdruzgotana Elizabeth obudziła się

- Co do było!?

Wstała z wanny i wysuszyła się ale Charlesa w domu nie było. Weszła na balkon i zobaczyła tam napis ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI. Niemiała już na nic sił, poszła po gąbkę i mydło i zaczęła czyścić to. Następnie poszła do szpitala.

- Doktorze

- Tak, słucham

- Możemy porozmawiać na osobności

- Czy to coś pilnego?

-Bardzo

- Dobrze to zapraszam do gabinetu

Już w gabinecie

-Ok a więc o co chodzi?

- Od paru dni miewam strasznie dziwne przeżycia. Wpierw słyszałam jakieś dźwięki, jakby ktoś był w domu, mówił ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI, meble same się poruszały a drzwi zamykały. Następnie miałam sen, w którym George był na skraju klifu, z kocem całym we krwi i powtarzał cały czas słowa ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI następnie obudziłam się w wannie całej wody, potem szukałam męża i na balkonie był napis ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI, był on z krwi.

- A widziała pani może tą postać?

- Jeszcze nie

- Skieruję panią do psychologa, ponadto zajmie się też tym naczelnik Michael

- Czy pan sugeruje, że ja zwariowałam!!?

- Oczywiście, że nie, ale musi z panią porozmawiać specjalista

- Dobrze, do widzenia

Lekarz postanowił zadzwonić do Michael’a

- Dzień dobry. Była u nas pani Callen i twierdzi ona, że ktoś jest w jej domu. Ciągle słyszy dźwięki, meble się same poruszają a drzwi same otwierają. A na jej balkonie był napis ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI podobno cały z krwi.

- Dobrze zajmiemy się tym.

Ekipa policyjna podjechała do domy Callenów.

- Dzień dobry pani Elizabeth

- Dzień dobry

- Czy mąż jest w domu?

- Nie, jeszcze nie

- Ok w takim razie zaczynamy przeszukiwać dom, o wszystkim poinformował nas doktor Dribedden

- Proszę, zapraszam do środka

Naczelnik wydał rozkaz aby przeszukano i dokładnie sprawdzono pomieszczenia. Po kilku godzinach efektów nie było.

- Naczelniku, nie ma żadnych śladów włamania, nie ma też odcisków palców na przesuwanych meblach.

- A krew z balkonu?

- Krew dziecka, świadczy o tym skład, jest dość dużo leukocytów co oznacza, że dziecko musiało być chore albo organizm musiał z czymś walczyć.

- Ok dzięki za informacje

Nagle usłyszano jakiś dźwięk. W pokoju dziecka włączyła się kołysanka i zgasły światła. Ktoś szeptał

- ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI

- Michael moim zdaniem potrzeba specjalisty

Mówił do naczelnika Jonh

- W sensie gościa od zjawisk paranormalnych?

- Tak

- Masz rację, pogadam z panią Elizabeth

- Przepraszam, że przerywam ale mój mąż już wraca

Powiedziała Elizabeth do funkcjonariuszy

- Dobrze, już wychodzimy. Ale mamy prośbę proszę skontaktować się ze specjalistą od tego typu zjawisk.

- Oczywiście, do widzenia

- Do widzenia

Tuż po wyjściu ekipy policyjnej, podjechało srebrne BWM Charlesa. Elizabeth od razu się go spytała

- Co miałeś na myśli mówiąc że nie w takim mężczyźnie się zakochałam?

- Nie długo się dowiesz naiwna laleczko

- Powiedz teraz

- NIE

Elizabeth powtórzyła rozkaz jednocześnie sięgając po nóż

- Nie

-Powiedz teraz!!!

- NIE!!

Po tym, dźgnęła go nożem.

- Kim ty jesteś?

- Jestem innym człowiekiem

- Co? Co ty bredzisz?

Charles podniósł się uderzył Elizabeth i zaniósł ją do wanny pełnej wody.

A ona znów miała ten sen, tylko, że teraz przeleżała tak całą noc. Gdy rano się ocknęła, szybko ubrała się i postanowiła pójść do psychiatry.

- Dzień dobry panie Ashil

- Dzień dobry pani Elizabeth, słucham

- A więc pewnie wie pan o co chodzi

- Domyślam się, pan Dribedden mi opowiedział o pańskich przeżyciach

- I co pan o tym sądzi?

- Wezwała już pani specjalistę od zjawisk paranormalnych?

- Tak, będzie dzisiaj

- Czyli tak naprawdę nie mamy o czym rozmawiać

- W takim razie do widzenia

-Do widzenia

Do domu Callenów przyjechał pan Richard Stephens, specjalista od zjawisk nadprzyrodzonych.

- Dzień dobry panie Richard’ie

- Witam

- Słyszał pan o co chodzi?

- Owszem. Już rozstawiam sprzęt, będą kamery, postaramy się porozmawiać z duchem lub zjawą w zależności co to jest.

- Ok

- Proszę zadzwonić jeszcze po naczelnika Micheal’a, doktora Dribedden’a i po pana psychiatrę, niech oni będą tu obecni.

- Dobrze

Gdy wszyscy już dotarli na miejsce zaczęli czekać. Aż w końcu duch się zaczął objawiać. Wpierw włączyły się wszystkie światła w domu, zadzwoniły telefony. Meble zaczęły przestawiać się a książki leżące na nich spadać.

- Duchu jeśli jesteś objaw się, usiądź na fotelu i porozmawiaj z nami

Duch usiadł na kanapie. Wszyscy się zdziwili gdy go zobaczyli, bo był to George.

- George! Synu to naprawdę ty

Krzyknęła zdumiona Elizabeth

- Dołącz do mnie, on nas już nie skrzywdzi

- Spokojnie George

Uspokajał go psychiatra

- Nie chciałem zrobić ci krzywdy mamo, chciałem zrobić ją Charlesowi. Charles od dawna nas krzywdził. Na początku tylko psychicznie ale z biegiem czasu zaczął nas ranić fizycznie, znęcał się nad nami, bił nas w szczególności mamę. Chcę żebyś do mnie dołączyła, będziemy szczęśliwi ON NAS JUŻ NIE SKRZYWDZI.

- Skarbie

Mówi Elizabeth do George’a

- Chodź mnie przytul mamo

- Dobrze synu

- Proszę tego nie robić pani Elizabeth

Powstrzymywał ją psychiatra

Gdy Elizabeth go przytuliła przenieśli się do jej ‘’snu’’. Stanęli na skraju klifu, chodź dołącz do nas

- Jakich nas?

- Do wszystkich osób, które też tak skończyły

- Kocham cię

- Jak mnie kochasz to do mnie dołącz

- Ale już jesteśmy razem

George pociągnął mamę ze sobą i skoczyli z klifu do rzeki

- Teraz jesteśmy razem

I nie żyli długo i szczęśliwie bo ON JUŻ ICH NIE SKRZYWDZIŁ.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Aisak 28.12.2017
    szczerze, to nienawidzę takich tematów.
    i nie mam ochoty czytać, często bywa tak, że łajdak nie ponosi żadnej kary za swoje czyny, a powinien być ktoś, kto odrąbie mu łeb przy samej dupie.
    niestety, nie ma kto pomścić ofiar, a prawo, które winno stać po stronie poszkodowanych, stoi murem za łotrem, łajdakiem, bandytą, jeśli zaszeleści kasą.

    Mściciele to ofiar przyjaciele,
    ale rzadko ktoś porusza tę kwestię.
  • Canulas 28.12.2017
    Se Aisku "Jedynie dziecko" przeczytaj. To już w ogóle... Rithy spytaj, jak się po lekturze czuła.
  • Ozar 28.12.2017
    Tekst kolejny dotyczący kretyna, który bije swoją rodzinę. To mnie zawsze wkurza do bólu, że takiego h...a nie można ukarać.
    Niestety jakoś mi nie pasuje ostatnie zdanie:
    I nie żyli długo i szczęśliwie bo ON JUŻ ICH NIE SKRZYWDZIŁ.
    Chyba żyli długo ???? Chyba, że to jakaś metafora, albo coś innego, czego nie skumałem. Dla mnie 4 na początek.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania