Ona

Ślinę porzuciła na mych wąsach,

moczy teraz nos.

Opędzam się od czułego ataku.

Głowa jak na meczu tenisa,

z lewa na prawo, z prawa na lewo.

 

Dobra, wstaję!

Odgłos żywy - hau.

Odpowiadam - auł.

 

Drepczą łapy w miejscu,

od emocji narastających w jej pęcherzu.

 

Nagie nogi idą po okrycie.

Chwytam za nogawkę.

Jak jogin na jednej nodze potem drugiej.

Zapinam guzik, zaciągam zamek.

 

Spoglądam na nią.

Ona już spokojna.

Obok stoi kałuża.

 

No to hop! do łóżka.

Śnię dalej.

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania