Ona
Pamiętam jej nagie nadgarstki
Nikt nie mógł wtedy nas pospieszyć
Była tak blisko mnie,
Lecz nie mogłem jej dotknąć.
Wracałem do tych miejsc, gdzie
Nosiła ciepłe bluzy, nosiła brzemię, nosiła duszę, która kusi.
Duszę za którą dałbym się wtedy pociąć.
Ludzki umysł, ciało przyozdobione pięknymi freskami, zawsze w idealnej pozie i te oczy ...
Mijaliśmy się, w drodze do sklepu, szkoły, w snach, wizjach na przyszłość, lecz nigdy blisko siebie, zawsze gdzieś obok.
Ja schowany pod kapturem, o mokrych oczach i popękanych ustach od słów.
Ty ? Ty poprostu byłaś, nic innego się nie liczyło. Stworzyłaś moje największe cierpienie, które przerodziło się w sztukę, choć tak naprawdę, to nie brałaś w tym udziału.
(Przepraszam za błędy, to pod wpływem chwili)
Komentarze (3)
Forma jeszcze surowa, ale widzę potencjał w Twoim stylu. Takie moje subiektywne odczucia.
Za dużo patosu, dosłowności i egzaltacji.
Szczególnie w końcówce.
Za mało poezji i jej środków.
Użycie stwierdzenia "dał się pociąć" to trochę poetyckie disco polo.
Ale jest tu kilka niezłych metafor.
Nad formą tej prozy poetyckiej czy wiersza się nie będę zastanawiał, bo nie znam się na tym. Ale w treści, na tyle na ile zrozumiałem, nasuwa mi się pytanie: a co podmiot liryczny zrobił, albo zamierza dopiero zrobić, by zmienić sytuację? Może rzecz jasna nic nie robić i nurzać się w cierpieniu, jak w ciepłej kąpieli z pianą i olejkami eterycznymi, bo są tacy, którzy właśnie wtedy czują że żyją, gdy im źle. A może zrobic cokolwiek, by te wspomniane nadgarstki jednak zamknąć w swoich dłoniach.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania