ona dzisiaj tańczy
i te wszystkie wiersze tracą moc. miały być silne i prawdziwe jak odleżyny. skóra naturalnie się marszczy. może porzeczka. tylko nie czarna. albo coś afrykańskiego. na czarnym rynku. ech kto by się martwił. dbał o szczegóły. możesz zabrać swoje zabawki i włączyć zmywarkę. niech szum wody nastroi skrzypce. nawet pęknięta coś narysowała. czerwona jak papryka. tnie koszty.
ech. gdybyś potrafił nazbierać dla mnie jagód w czerwcowy nowy wieczór panieński. i te jej elfy. taka niedorozwinięta. martwa stokrotka. przecież mnie nie było kiedy powstał świat.
i dlaczego od dziecka patrzyła na trzepaki i dywany. bo jeden dywan był latający
spadł pod jej nogi i nigdy więcej się nie podniósł
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania