ONA I ON

Oboje mieli po czterdzieści lat

Gdy dowiedzieli się że zmieni się ich świat

Zaskoczeni byli słysząc nowiny

Że pojawi się nowy członek rodziny.

Bóg Duszę moją postanowił zesłać na Ziemię

Licząc,że w ich życiu coś zmienię

Ja, nie pamiętam tego momentu

Lecz wiem że narobiłam niezłego zamętu.

Oni mieli już jedna córkę i jednego syna

A tu nagle powiększa się zaś rodzina.

Córka była piękna i już dorosła,

I prawie w swój dorosły świat poszła

Syn był jeszcze nastolatek

Kochany, przystojny choć czasem gagatek.

Kochali swą dwójkę dzieci oboje

Chcieli wychować ich dobrze i puścić na swoje.

I licząc po ciuchy że na starość spokój będą mieli

Pod uwagę że się pojawię tego nie wzięli.

O mym przyjściu nowinę dobrze przyjęli

Pokazali tym że jednak mnie chcieli

Oddali me przejście

 

w Pana Boga ręce

I okazali mi swoje wielkie serce.

Nie chcieli wiedzieć czym chłopak czy dziewczyna

Czekali spokojnie aż się powiększy rodzina

Ufali Bogu że będę zdrowa

I ze z jego pomocą się mnie wychowa.

Cieszyli się lecz ciężko przekazać im dzieciom było

Że nagle w ich życiu coś się zmieniło

Lecz w końcu odważnie im powiedzieli

Że ich miłość do nich na troje się podzieli.

Córka lekkiego szoku doznała

Bo się rodzeństwa już nie spodziewała

Syn także był w szoku lecz ucieszył się z wieści

Mówiąc że dziecko w pokoju się zmieści.

Dziewięć miesięcy trwało przygotowanie

By zrobić mi miejsce i dać mej Duszy mieszkanie.

Na wiosnę do Polski zleciały bociany

Jeden z nich w dziobie mial pakunek mały

W kwietniu przyleciał z prezentem do owej rodziny

Zwiastując im wiosnę i me narodziny.

Wszyscy cieszyli się z mego przybycia

Życzyli mi zdrowia i długiego życia

Szybko Duszę moją ochrzcili

I co roku mej Duszy Życie na Ziemi czcili.

Ona i on się bardzo starali

I z całych swych sił mnie wychowywali

Nie było to dla nich łatwe zadanie

Nie wiedzieli co ich czeka, czy coś się nie stanie.

Oboje się bali czy doczekają mej dorosłości

Bo bardzo szybko zbliżali się do swej starości.

Choć lata szybko wszystkim uciekały

A trud wychowania dla nich nie był mały

Oboje od Boga dana misje wykonali

I na dorosłego człowieka mnie wychowali.

Teraz Ona i On do osiemdziesięciu lat się zbliżają

A mimo upływu lat oboje się nadal kochają.

Mają dorosłe dzieci, dorosłe już wnuki

I obserwują dalej jak dorastają prawnuki.

Bardzo ich wszystkich oboje kochają

Mocno kciuki za wszystkich trzymają.

Siwiutcy są jak gołąbki oboje

A nadal dają 100procent serca swoje

Daje je swojej całej rodzinie

Co jest z przy nich w każdej godzinie

I choć Dusze Jego i Jej już swoje lata mają

To nic a nic się nie zmieniają.

Patrząc na Niego i na Nią rozumiem cel Boga

On chciał bym była przy Nich gdy będzie radość i trwoga.

Dusza moja ma być dla nich ostoją

Gdy się radują, cieszą, cierpią czy się gdy się boją.

Oni byli moimi Aniołami

Co chronili ma Duszę swymi skrzydłami

A ja w potrzebie ich teraz wspieram

I też na Duszę swą skrzydła ubieram,

I stoję na straży, kocham,czuwam, pilnuje

Tak im obojgu za wszystko dziękuję.

Ona - to moja Mama

On- to mój Tata

Kochać ich będę do końca świata

Dziękuję Bogu za ich życie i za moją rodzinę.

Opiekować się nimi będę nawet gdy przeminę.

Dusza ma wróci kiedyś do Pana i powie:

" Dziękuję za Nich.Byłam przez Nich zawsze kochana".

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Marzena 2 dni temu
    I cóż to za nowina że bocian przyniósł nieplanowane ale kochane. A do szkoły to rodzice wysłali? Chyba nie, bo coś połamany ten język polski. Ale co tam, miłość się liczy a czasem nie ilość ale jakość

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania