Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Ona i On (lepsza wersja MiM)
*** INTRO – SAMOTNE ZYCIE NA WSI
Marcin miał 13 lat kiedy pierwszy raz poczuł się samotny. Chodził wtedy do szóstej klasy szkoły podstawowej i jego koledzy z klasy mieli wyjechać na kilkudniowy obóz w polskie góry. On jednak musiał zostać w domu gdyż Jego matka nie miała odpowiedniej sumy pieniędzy. Wtedy nastąpił jego pierwszy bunt. –„Dlaczego nikt ze mną nie może tu zostać? Czemu wszyscy muszą wyjechać? Czemu jesteśmy tacy biedni?” Ciągle chodziły mu po głowie myśli tego typu. Czuł ogarniające go odosobnienie. Kiedy kładł się spać w głowie wizualizował sceny ze szkoły gdzie wytykano go palcami i krzyczano za nim „Syfiarz” lub „Parchaty”. Miał trądzik, nie mógł nic poradzić na to zjawisko. Nie wiedział dlaczego to jego Bóg skarał tym okrutnym wypaczeniem urody i z niechęcią chodził do kościoła gdzie prowadziła go w każdą niedzielę pobożna matka.
Do szkoły również chodził niechętnie. Przed wagarami uratował go jedynie brak przyjaciół. Nie opuszczał zajęć szkolnych, ponieważ zwyczajnie nie miał gdzie i z kim się podziać. Już jako 9-o letni chłopak zaczął nosić okulary. Dziewczyny z klasy miały dodatkowy ubaw gdy go widziały. Do przydomków „Syfiarz” i „Parchaty” często dokładały określenie „Okularnik” i nabijały się z niego. Jasne było, że chłopak taki jak on nie zdobędzie popularności wśród rówieśników.
Marcin był dobrym synem. Kiedy tylko Teresa prosiła go o coś on posłusznie to wykonywał. Obierał ziemniaki, kroił warzywa na obiad, co tydzień sprzątał swój maleńki pokoik. Każdego rana karmił kury, które posiadali a wieczorem podlewał rośliny w niewielkim ogródku za domem. Teresa nie musiała nawet sprawdzać czy wykonuje swoje obowiązki. Wierzyła mu i nigdy się na nim nie zawiodła. Nawet gdy miał grypę ubierał się i wychodził rano nakarmić zwierzęta. Wiedział przecież, że to bardzo ważne. Właściwie nawet to lubił. Czuł się wtedy tak, jakby faktycznie jego życie coś znaczyło.
* IMMERSJA Z MIASTEM Pamięta swój pierwszy ważny wyjazd. Jego pierwsza tak istotna eskapada do „miasta biznesu” sprawiła, że jego duchowość wywróciła się o 180 stopni poczynając przy tym dziwne akrobacje. Tego dnia zobaczył wszystko – pełen obraz ludzkiego życia. Z ogromnym zainteresowaniem łapał swoimi oczami każdy cal, każdy najmniejszy skrawek ziemi. Przyglądał się szybko wędrującym we wszystkie strony ludziom, przejeżdżającym rowerzystom, ogromną ilością samochodów i świateł. Nie mógł uwierzyć, że tak wielkie budynki istnieją naprawdę.
Kiedy wyszedł z pociągu poczuł się zagubiony. Nie wiedział gdzie iść. Nie miał pojęcia jak trafić do akademika i jak odnaleźć swoją uczelnię. Chciał zdobywać wiedzę ale jego start był co najmniej żenujący – samotny wśród tysięcy ludzi w obcym mu miejscu nie mógł nadziwić się obrazowi cywilizacji który ujrzał. Nie było tu ćwierkających ptaków, pól kukurydzy i polnych dróg. Dla kogoś takiego jak on to był świat kolejnego stulecia ale nie teraźniejszych czasów.
Całkowicie zmieszany wyruszył wraz ze swoja torbą podróżną w kierunku akademika. Właściwie nie wiedział dokąd zaprowadzi go ta droga ale nie wiedział co robić więc spróbował sprawdzić co na niego czeka jeśli pójdzie w tą stronę. Błądził około 2 godziny a po drodze zatrzymał się i usiadł na ławce w parku.
Wkońcu wyruszył w dalsza droge i doszedł do upragnionego celu. Akademik okazał się być dużym budynkiem w którym na kilku piętrach umiejscowionych było wiele pokojów. Zameldował się i pospiesznie wypakowując odzież oraz jedzenie którym obdarzyła go zatroskana matka wyruszył na miasto. Był bardzo chciwy – pomimo, że miał spędzić tutaj kilka lat swojego życia chciał wyłapać jak najwięcej szczegółów już dziś. Poczuł, że właśnie zaczyna się przygoda jego życia. Zrozumiał, że jeśli kiedykolwiek może być szczęśliwy to właśnie tu i że to miasto przyniesie mu pracę i wykształcenie. Po cichu liczył, że pozna kogoś kto odmieni jego życie, kto go doceni.
Był dwudziestoletnim chłopakiem o średniej długości blond włosach i ciemnych oczach. Pryszcze, które kilka lat temu szpeciły jego twarz już znikły lecz pozostawiły po sobie okrutne ślady w postaci blizn. Nie był wysoki i dla wielu mógłby wydawać się wychudzonym lecz miał swój własny urok. Na pewno nie można stwierdzić, że był brzydkim mężczyzna.
*** ROZWINIECIE - PIERWSZY KONTAKT Z NIĄ
Po raz pierwszy ujrzał ją na przystanku PKP. Wśród wielu ludzi ujrzał właśnie Ją. Zapewne to dlatego, że wyróżniała się z tłumu. Ona miała w sobie coś, czego żadna z obecnych na peronie kobiet nie posiadała. Kryła w sobie pewną tajemnicę. Gdy na nią patrzył widział piękną i seksowną kobietę, lecz nie mógł jej rozgryźć w całości. Jej dojrzały wygląd wskazywał na to, że mogłaby już być matką dwóch dzieci w wieku gimnazjalnym lub nawet szkoły średniej i posiadać zamożnego męża, którego stać byłoby na jej elegancką garderobę. Na peronie stała jednak najwyraźniej sama. Tylko ona i jej niewielka walizka. Ubrana w zwiewną , wytworną, czerwoną sukienkę. Na głowie elegancki kapelusz a na jej niewielkich stopach czarne buty na wysokim obcasie. Poruszała się z gracją, co chwilę nieco nerwowo spoglądając na swój zegarek naręczny z ogromną tarczą. Czasami bawiła się perłami, które nosiła na szyi.
Marcin stał kilka metrów od niej więc nie mógł czuć Jej perfum lecz w swej wyobraźni poczuł Jej rozkoszny zapach. Intrygowała go i nie będąc tego świadoma uwodziła go. Obserwował pilnie Jej każdy ruch i to jak z wdziękiem poruszała się. Zastanowił się czy czeka na ten sam pociąg co On sam. Małgorzata interesowała go ogromnie, gdyż nie widział takiej kobiety na wsi w której mieszkał przed przyjazdem do miasta. W Jego wiosce kobiety nosiły stare suknie, czasami wygniecione koszulki w połączeni z jakimiś sportowymi spodenkami. Ubierały się niechlujnie i poruszały bez gracji. Były przeciwieństwem kobiety, którą właśnie ujrzał.
Pociąg podjechał punktualnie o godzinie 17:33. Marcin wsiadł do niego w tym samym celu co zawsze – dziś wracał do domu rodzinnego by spędzić weekend ze swoją matką i opowiedzieć o swoich postępach w nauce i nieudanych poszukiwaniach pracy. Był dumny ze swoich ocen ale zawsze martwił się, że cały czas jest bezrobotny. Ciągle nie miał pieniędzy, którymi mógłby polepszyć los Teresy. Nie myślał jednak teraz o domu. Jego myśli śledziły każdy ruch pięknej nieznajomej. Uśmiechnął się gdy zobaczył, że wsiada do tego samego pociągu i poszedł w Jej kierunku. Usiadł naprzeciwko niej i obserwował ukradkiem.
Wyciągnęła jakiś kolorowy żurnal o modzie i namiętnie zaczęła przewracać strony. Młody chłopak przyglądał się jej gestom i temu jak marszczyła brwi kiedy najwyraźniej coś Ją niesłychanie zainteresowało. Kobieta miała zielone oczy i zmysłowe usta pomalowane wyrazistą czerwoną szminką. Marcin cały czas próbował w myślach odgadnąć kim Ona jest. Rozważał czy wygląda bardziej na kobietę biznesu czy na pracownicę salonu mody. Pomyślał, że ona musi mieszkać w Poznaniu i ucieszył się na samą myśl, że to może być prawda.
Małgorzata wysiadła kilka stacji dalej zostawiając Go samego z własnymi myślami. Od kiedy pierwszy raz ją zobaczył nie mógł już myśleć o nikim ani niczym innym. Postanowił, że musi ją odnaleźć. Nie wiedział jeszcze jak miałby tego dokonać lecz pragnienie było ogromne. Nagle zaczął wyobrażać sobie ich siedzących w kawiarni i zwyczajnie delektujących się pięknym, słonecznym dniem rozmawiając o wszystkim i o niczym. Młody chłopak całkowicie zatracił się w swoich marzeniach aż wkońcu po długiej podróży dojechał do wsi, która zawsze obdarzała go spokojem. Dziś jednak łóżko w jego maleńkim pokoiku nie przyniosło mu uspokojenia. Nie mógł spać. Cały czas patrzył w sufit a w głowie poruszała się tylko piękna nieznajoma.
***** ONA
Kobieta, która nie wychodziła z głowy Marcina miała na imię Małgorzata. Miała 36 lat i pracowała w największym banku w mieście. Mieszkała w samym centrum Poznania chociaż po pracy i w wolne dni rzadko bywała w swoim mieszkaniu. Prowadziła specyficzny styl życia. Spotykała się z wieloma mężczyznami. Cel ich spotkań był jeden. Uprawiała seks za pieniądze. Jej partnerzy byli biznesmenami, którzy przychodząc do banku uwodzili ją. Czasami to Ona uwodziła ich. Bywało, że z takich znajomości zostawały Jej wyrafinowane prezenty: płaszcze, perły, drogie buty, suknie; a czasami wyraźnie dawała do zrozumienia, że odda swoje ciało tylko i wyłącznie za odpowiednią cenę. Nie była co prawda prostytutką, lecz Jej zachowanie w łóżku mogłoby zawstydzić niejedną pannę lekkich obyczajów. Nie bała się niczego i robiła wszystko o co poprosił jej kochanek. Lubiła czuć się jak szmata i być poniżana. Nie chciała tylko, żeby uderzali ją w twarz. Jebana hipokrytka chciała dobrze wyglądać idąc na 8:00 do pracy następnego dnia.
Poza ruchaniem swoich kochanków posiadała jeszcze kilka zainteresowań. Uwielbiała siadać w swoim pokoju na krzesełku i przyglądać się swojej kolekcji obrazów. Gromadziła od jakiegoś czasu ciekawe dzieła sztuki. Często zamieniała je miejscami, ściągała jedne i wieszała drugie. Malunki ukazywały głównie rośliny i zwierzęta. Były w ciemnej tonacji, wszystkie malowane w bardzo abstrakcyjny sposób. Kiedy siadała przed swoją kolekcją czuła jakby zatrzymywał się czas. Lubiła też czytać różnorakie opowiadania erotyczne. Miała całą biblioteczkę różnorodnych tytułów.
Małgorzata była bogata. Zawsze miała dużo pieniędzy. Kiedy była dzieckiem rodzice kupowali Jej wszystko, czego tylko zapragnęła i dawali ogromne kieszonkowe. Mając 24 lata była absolwentką najlepszej uczelni w stolicy. Skończyła Ekonomię i Finanse i od razu podjęła się pracy w bankowości. Miała szybkie, sportowe auto, którym prawie wcale nie jeździła i ogromne mieszkanie, w którym prawie wcale nie przebywała.
Do pracy przychodziła na pieszo lub podwozili Ją coraz to inni partnerzy na kilka nocy. Chore relacje nie przeszkadzały Jej kochankom ani tym bardziej Małgorzacie. Czuła się jak prawdziwa kobieta sukcesu – zaspokojona seksualnie, posiadająca wysokie wykształcenie i dobrą posadę zapewniającą wysokie roczne dochody. Nigdy nie zastanawiała się, czy życie jakie prowadzi jest prawidłowe i czy należy coś zmienić.
Minął ponad miesiąc kiedy jakimś niespodziewanym trafem ujrzał ją ponownie. Zobaczył ją w supermarkecie kiedy robił zakupy na kilka dni. Mimo że pozostało mu jeszcze kupić jajka i mleko szybko podszedł do kolejki ustawiając się tuż za nią. Cały czas obserwował Jej zgrabne ruchy i to jak płaci sporą sumę kartą kredytową. On sam nie posiadał nawet konta w banku. Jego jedyne pieniądze to te, które otrzymywał z domu. Czasami w weekendy, w które wracał do domu, sprzedał dodatkowo jakieś warzywa na lokalnym targu. Kiedy przyszła Jego kolej szybko zapakował swoje zakupy do torby i wyszedł. Podbiegł do Małgorzaty i zapytał czy może się z Nią spotkać dziś wieczorem w pobliskiej kawiarni. Zrobił to automatycznie, w pośpiechu – mimo to zabrzmiało tak jakby był zawodowym flirciarzem. Wkoncu przygotowywał się do tego momentu oglądając romantyczne filmy i naśladując aktorów przed lustrem. Kobieta zdziwiła się ogromnie wytrzeszczając swoje piękne zielone oczy w ogromnej konsternacji. Minęła chwila, która dla niego wydawała się być wiecznością. Nagle kobieta parsknęła z pogardą. Wycedziła jedynie krótkie słowa: „Zapomnij! Nigdy w życiu! Frajer!” i odeszła zostawiając biednego chłopaka załamanego. Z jego oczu poleciał nagle ni stad ni zowąd strumień lez a z ust wydobyło się siarczyste przekleństwo.
****
Marcin obserwował i śledził Ją jeszcze długo po tym jak powiedziała mu, że może o Niej jedynie pomarzyć. Poznał Jej życie i to co robi po pracy. Gardził Nią lecz jednocześnie pożądał. Intrygowała Go bo wiecznie była uśmiechnięta i spełniona. On był Jej przeciwieństwem. Wiecznie niezadowolony, samotny, zagubiony. Ciągle myśląc o swojej lichej przeszłości na wsi i tym, ze nie ma ani majątku ani osoby, która mogłaby przełamać jego alienacje – wyraźne wykluczenie ze społeczeństwa w świecie którego nie rozumiał. Z czasem mania prześladowcza i paranoja przerodziły się w przewlekła depresje. Nie mógł znieść swojej samotności i po pewnym czasie trafił do zakładu dla obłąkanych. Była wtedy bardzo mroźna zima. Szpital mieścił się w klimatycznym miejscu na uboczu miasta. Był niewielkich rozmiarów lecz mieścił bardzo wielu pacjentów. Marcin nie przejawiał żadnych oznak agresji i poddawał się bez żadnych oporów leczeniu. Nawet dla specjalistów był dziwnym przypadkiem. Często rozmawiał sam ze sobą i odzywał się przez sen. Często wymawiał imię „Małgorzata”. Po dłuższym czasie postanowił Ją ukarać. Chciał zniszczyć Jej życie tak jak Ona mniej lub bardziej świadomie zniszczyła Jego. Obwiniał ja za swój stan. Przekroczył magiczna cienka linie miedzy miłością a nienawiścią. Czuł, że mocne uczucie uwielbienia już nigdy nie wróci.
*** EPILOG - MARTWE CIAŁA
Znaleziono je w zaschniętej, długo zalegającej już krwi. Dwa ciała należące do kobiety i mężczyzny. Śmierć obojga zwieńczyła itak ponury i okrutny już rozdział ich podróży po świecie żywych.
Dziś On – chory psychicznie młody człowiek otworzył Im wrota do innego wymiaru. Obok Niego leżał długi kuchenny nóż. Jego ostrze lśniło w miejscach gdzie akurat jakimś cudem nie było pokryte czerwoną cieczą. Bardzo wyraźnie w ciemnym pokoju widać było podcięte gardło kobiety. Mężczyzna posiadał kilka bardzo głębokich ran kłutych na swojej klatce piersiowej.
„Zapewne szybko się wykrwawił skurwysyn” – powiedział młody policjant i szybko zawstydzony zamilknął. Zapomniał, że całą scenę poza nim i komendantem oglądała inna persona. Nad trupami unosił się rój much. Światło latarki pozwalało zebranym w pokoju przyjrzeć się dokładniej nagim ciałom. Wąska wiązka światła pozwalała policjantom obserwować tatuaże kobiety. Nad łonem widniał motyl a nad tyłkiem jakieś nutki. „Wyruchałbym ją gdyby nie była martwa.”
– Zaśmiał się w myślach młody stróż prawa. Niewątpliwie denatka była za życia bardzo pociągającą sztuką. Długie blond włosy, sporych rozmiarów piersi i kształtna pupa na pewno pociągały wielu facetów. Komendant długo spoglądał na jej długie, zgrabne nogi i zielone oczy. –„To piękna kobieta.” – krótko skomentował urodę zmarłej. Na szyi widać było pręgi od zaciskanych na niej dłoni i ogromną ranę po nożu.
Oprawca bezlitośnie podciął Jej gardło jakby niepewny czy duszenie wystarczy by przestała się ruszać i finalnie zamilknąć na wieki. Na podłodze leżały ubrania. Erotyczna bielizna mogłaby świadczyć o tym, że kobieta na własne życzenie oddała się zabójcy lecz fakty były okrutne. Została brutalnie zgwałcona a koronkowe stringi i biustonosz to najwyraźniej dla niej nic specjalnego. Chodziła w nich codziennie a w szafie miała ich ogromną kolekcję.
Na ścianach widniały różnorodne obrazy. Najwyraźniej ofiara lubiła otaczać się sztuką. Parapet wieńczyło kilka dziwnych, chyba egzotycznych roślin. Łóżko miało bardzo pomiętą kołdrę a poduszki były rozrzucone w kąty pokoju. Ofiara mieszkała tu przeważnie sama lecz gdzieś na podłodze znalazły się męskie buty, co mogło świadczyć o tym, że czasami przyprowadzała tu swoich partnerów. Firanki w kolorze jasno-zielonym odsłaniały nieco przybrudzone od wewnątrz szyby zalewane właśnie szerokimi strugami deszczu, który zsynchronizował się w tej chwili z płaczem niskiej postaci kobiecej. Matka chłopaka była starą, prostą kobietą. Jedyne czego pragnęła to wyższe wykształcenie dla swojego syna a tymczasem to czego doczekała to jego rozkładające się zwłoki w domu Jego kochanki a właściwie obiektu Jego chorej psychozy. Kobieta uklęknęła na podłodze i na próżno szukając jakiejś ikony lub krzyża zaczęła się modlić głośno do Chrystusa Zbawiciela. Nie przeszkadzał jej nawet ogromny odór, który skaziłby powietrze na sporym odcinku ulicy gdyby otworzono okno. Ogromny smród połączony z wysoką temperaturą wnętrza i zaduchem sprawił, że kobieta omal nie zemdlała.
Na niewielkim stoliku nocnym leżał zwitek papieru. Komendant podszedł do niego, podniósł i przeczytał. –„To list. Napisał go dla pani.” Teresa załzawionymi oczami spojrzała na notatkę i głośno wypowiedziała wypisane nieco bez gramatycznego ładu słowa: „Kochałem Ją, Ona mnie nie, Zabiłem, Musiałem, Kocham Cię Mamo!”
W tej samej chwili niebo za oknem rozświetliło się nagłym uderzeniem pioruna. Młodszy z obecnych na miejscu zbrodni policjantów schylił się i zaczął okrywać trupy w czarne worki na zwłoki. Cała sprawa została w tej chwili oficjalnie zakończona. Marcin został finalnie odnaleziony a dodatkiem do sprawy okazała się Jego martwa kochanka. Wszystko ułożyło się w logiczną całość.
Skończyło się życie dwóch osób a matka chłopaka już do końca prawdopodobnie krótkiego życia będzie mieć wyrzuty sumienia, że wypuściła swojego kochanego synka z Jego ostoi. Na wsi przecież życie jakoś się toczyło.....
Komentarze (1)
Mnie się nie podoba, ale ktoś może mieć inne zdanie, zatem nie ma co się przejmować.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania