OPERACJA „NEFRYT”

Rozdział 1: Śmierć w kolorze indygo

Warszawa, listopad 1982 roku. Godzina policyjna już dawno minęła, a mróz wgryzał się pod kołnierze milicyjnych płaszczy. Porucznik Marian Echo stał nad brzegiem Wisły, patrząc na zwłoki mężczyzny ubranego w zbyt dobry jak na te czasy garnitur.

– Kto to, Józek? – Echo zwrócił się do młodszego aspiranta, który nerwowo przestępował z nogi na nogę.

– Obywatel Janusz Borowski. Dyrektor handlowy w „Trans-Polu”. W kieszeni miał bilet do Wiednia na jutro i... to.

Aspirant podał porucznikowi mały przedmiot zawinięty w chusteczkę. To była figurka kota, wyrzeźbiona z rzadkiego, ciemnozielonego nefrytu. Problem polegał na tym, że kot nie miał oczu – w ich miejscu ziały puste oczodoły.

Rozdział 2: Układ zamknięty

Echo wiedział, że „Trans-Pol” to tylko przykrywka dla przerzutu dewiz. Odwiedził wdowę po Borowskim, piękną kobietę o imieniu Helena, która w swoim mieszkaniu na Saskiej Kępie piła prawdziwą kawę z porcelany z Ćmielowa.

– Mąż się bał, panie poruczniku – szepnęła, poprawiając nerwowo jedwabną apaszkę. – Mówił, że „Kolekcjoner” nie lubi czekać.

– Kolekcjoner? To ktoś z resortu?

– Gorzej. To ktoś, kto tworzy listy tych, którzy mogą wyjechać, i tych, którzy zostają tu na zawsze.

W tym momencie Echo usłyszał pod oknem charakterystyczny dźwięk silnika czarnej Wołgi. Wiedział, że ma mało czasu. Jeśli bezpieka (SB) przejmie sprawę, Borowski stanie się „ofiarą nieszczęśliwego wypadku przy połowie ryb”, a morderca nigdy nie zostanie znaleziony.

Rozdział 3: Ślad w Grand Hotelu

Echo, ignorując zakazy komendanta, udał się do Grand Hotelu. Tam, w oparach alkoholu i zachodnich perfum, odnalazł informatora – „Chudego”, który handlował wszystkim, od dżinsów po paszporty.

– Ten nefrytowy kot to część zestawu, Marian – wychrypiał Chudy, chowając setkę do kieszeni. – Były dwa. Drugi ma oczy z rubinów. Borowski chciał go sprzedać pewnemu attaché z ambasady. Ale ten drugi kot... on nie był z kamienia. W środku była mikroklisza z listą tajnych współpracowników, którzy przeniknęli do struktur „Solidarności”.

Echo poczuł chłód na karku. To nie był zwykły przemyt. To była gra o przetrwanie całego systemu.

Rozdział 4: Zwrot akcji

Porucznik wrócił do komendy, by sprawdzić bilingi Borowskiego, ale jego biurko było już zaplombowane. Z cienia korytarza wyszedł jego własny aspirant, Józek. Ale nie był już przestraszonym chłopakiem. W ręku trzymał pistolet P-64 z tłumikiem.

– Przykro mi, Marian. Jesteś za dobrym gliną, ale za słabym graczem – powiedział cicho Józek. – Nefrytowy kot z rubinami jest już w drodze do Wiednia. Borowski zginął, bo chciał zatrzymać kliszę dla siebie i szantażować górę.

Echo uśmiechnął się gorzko.

– Józek, ty naiwniaku. Myślisz, że Borowski miał kliszę? Borowski był tylko przynętą.

– Co ty pleciesz?

– Sprawdź figurkę, którą zabraliście z depozytu. Tę bez oczu.

Rozdział 5: Ostatni akt

W tym samym momencie w budynku rozległ się alarm pożarowy. Echo wykorzystał sekundę dekoncentracji Józka, wytrącił mu broń i obezwładnił go szybkim ciosem w krtani.

Prawda była inna: figurka bez oczu była pusta, ale to Helena Borowska, wdowa, miała mikrokliszę... ukrytą w obcasie swojego buta. To ona wystawiła męża, wiedząc, że SB go sprzątnie, a ona w zamieszaniu wyjedzie z „Kolekcjonerem”.

Echo wybiegł z komendy i pojechał prosto na Dworzec Gdański. Zobaczył Helenę na peronie. Stała obok wysokiego mężczyzny w skórzanym płaszczu – pułkownika SB, który był prawdziwym „Kolekcjonerem”.

Nie aresztował ich. Wiedział, że to wyrok śmierci. Zamiast tego podszedł blisko i szepnął Helenie do ucha:

– Klisza, którą masz w obcasie, to kopia. Oryginał wysłałem właśnie pocztą do redakcji w Paryżu. Za godzinę wasi mocodawcy w Moskwie będą wiedzieć, że handlujecie ich agentami. Miłej podróży.

Epilog

Pociąg do Wiednia ruszył. Echo stał na peronie, zapalając ostatniego „Sporta”. Wiedział, że jutro nie będzie miał pracy, a pojutrze może nie mieć życia. Ale patrząc na przerażoną twarz Heleny w oknie wagonu, czuł, że po raz pierwszy od dawna wynik się zgadza.

Światło na peronie zamigotało i zgasło. Warszawa znów pogrążyła się w mroku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania