Opiekunka miasta - część 1
Noc. Pora, kiedy wszystkie potwory i straszydła wychodziły ze swoich kryjówek i pieczar, po to, by zacząć polowanie na ludzi. Ona miała je powstrzymywać. I robiła to. Dyskretnie i szybko, tak żeby żaden śmiertelnik nie zorientował się, że miał do czynienia z paranormalnym zagrożeniem. Ona była dobrym duchem miasta, który stał na straży prawa.
Ann spojrzała w dół, na uśpione miasto. Wiatr trzepotał jej długim, skórzanym płaszczem i rozwiewał jej miedziane włosy.
Wciągnęła powietrze. Do jej nozdrzy prócz zapachu spalin i benzyny, dotarł jeszcze inny, choć znikomy aczkolwiek znany zapach. Ann wyczuła w nim dzikie podniecenie i chorą ekscytację. Odruchowo zacisnęła palce na zimnym ostrzu, które dzierżyła w prawej ręce.
Ann wyprostowała się jak struna. To była grupa jakiś paranormalnych stworzeń. I... Potwór. Ann poczuła, jak w gardle rośnie jej wielka gula, a ręce zaczynają się pocić. Choć jako strażniczka miasta powinna być nieustraszona, to w tej chwili czuła ogromny niepokój. Ann doskonale radziła sobie z tępieniem wampirów, pokonywała też wilkołaki czy zwykłe demony. Ale Potwór... Potwór był czymś, o czym śniła w najgorszych koszmarach. Był ziszczeniem wszystkich jej strachów.
Przełknęła ślinę i podeszła do krawędzi wieżowca, jej zwyczajowe punktu obserwacyjnego. Wmawiając sobie, że wcale się nie boi spotkania z Potworem, Ann runęła w dół. Kilka sekund później wylądowała na ulicy. Rozejrzała się dookoła, by upewnić się, że nikt nie widział jej brawurowego skoku i pobiegła, prowadzona zapachem grupy nadprzyrodzonych istot.
Sama po części była jedną z nich. Ann została zrodzona ze śmiertelniczki i demona. W połowie była człowiekiem, a w połowie demonem, obdarzonym niezwykłymi umiejętnościami. Prócz naprawdę wrażliwego węchu i niezwykłej szybkości, Ann była odporna na upadki z dużych wysokości. Odkąd skończyła dwanaście lat, zaczęła szkolić się w walce. Wykorzystywała swoje umiejętności przeciwko stworzeniem, które krzywdziły ludzi. Choć Ann nie wiedziała, czemu obiecała sobie, że będzie chronić śmiertelników. Był to jej życiowy cel.
Grupa istot z Potworem na czele zatrzymała się na skrzyżowaniu. Ulica była jak wymarła; żadnego żywego ducha. Ann ukryła się w cieniu jednego z budynku i zaczęła się bacznie przyglądać grupie krążącej po skrzyżowaniu; ewidentnie czegoś szukali.
W pierwszym z nich, wysokim, barczystym mężczyźnie o potężnym cielsku Ann rozpoznała wilkołaka; miał charakterystyczny, człapiący chód. Drugi był wampir; niski i szczupły chłopak, o wydłużonych kłach i zagiętych pazurach. Trzecia postać wyglądała jak zwykła kobieta, choć z pewnością nią nie była. Ludzie nie zadawali się z paranormalnym światkiem, kończyli co najwyżej jako przekąska.
Ta ciemnowłosa, smukła kobieta musiała być demonem, albo przynajmniej ich potomkiem, tak jak Ann.
Wzrok Ann przyciągnął Potwór; mężczyzna niezwykłej urody, o jasnobrązowych włosach i surowych rysach twarzy. Paradoksalnie, jego zewnętrzna „maska” skrywała w rzeczywistości monstrum iście z piekieł rodem.
Wilkołak wskazał coś potężną łapą i wrzasnął, lecz Ann nie była w stanie zrozumieć, co powiedział. Pozostała trójka ruszyła za nim.
Ann odczekała chwilę, po czym podążyła za nimi. W drodze w nieznane intensywnie myślała. Jaki mógł być powód tego nocnego rekonesansu? Z pewnością nie polowanie. Ann doskonale wiedziała, że większość wampirów, wilkołaków czy demonów wybierało się na polowanie samotnie, nigdy w grupie.
Wniosek Ann z tego był następujący: szykowała się jakaś większa akcja, a ona musiała dowiedzieć się, o co chodziło i to najszybciej, jak było to możliwe.
Komentarze (3)
ciekawie się zapowiada
Dobrze się zapowiada, ale musisz popracować nad powtórzeniami. Ann to, Ann tamto.
Kaji, dziekuję za tę uwagę. Wezmę ją sobie do serca przy pisaniu kolejnych części.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania