Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Opis dnia Przykładnego, Wzorowego Obywatela

Za horyzontem znów wschodzi słońce! Szósta rano. Dobrze znasz to uczucie. Otwierasz okno i stajesz przy nim, a podczas gdy lodowaty poranny wiatr wieje ci prosto między zaspane jeszcze oczy, rozmyślasz w jakim wspaniałym kraju, płynącym mlekiem i miodem, żyjesz. Nie stoisz jednak długo przy oknie, bo czas już goni. Mówisz: „Trudno!” i idziesz się ubrać. Idealnie leżąca koszula garniturowa, nic z tego że gryzie w kark, i spodnie tak obcisłe że miażdżą chuja. Wspaniały zestaw na dzisiejszy wspaniały dzień! Teraz idziesz zjeść śniadanie, lecz niestety… czas goni! Nie zjesz dziś śniadania, no cóż… Pośpiesznie zakładasz buty (jeszcze ciaśniejsze od spodni pantofle) i pędzisz na złamanie karku, i tak już podgryzanego przez kołnierz koszuli, do pracy. Wsiadasz do śmierdzącego i dymiącego bardziej od smoka autobusu linii 500. Siadasz na trzech fotelach z tyłu zadowolony, że masz aż trzy miejsca dla siebie. Przez trzy przystanki jedziesz zadowolony mimo kilku bezdomnych głośno rozmawiających naprzeciwko. Na czwartym wsiada osiem starszych pań które oczywiście, bez mrugnięcia okiem mimo, że są bardzo nie miłe, dopuszczasz do swoich upragnionych, ulubionych trzech miejsc z tyłu 500setki. Resztę trasy, aż do swojego przystanku, pokonujesz stojąc i kurczowo trzymając się poręczy sufitowej. Próbujesz zasnąć, ale autobus co chwilę podskakuje na dziurze w drodze i ni jak nie idzie chociaż na chwilę wrócić do krainy snu. Mimo tych trudności dalej uśmiechasz się i bez zniechęceń wchodzisz do ulubionego biura. Jesteś spóźniony trzy minuty. Z ogromną prędkością przykładasz kartę do drzwi biura szefa, pukasz, słyszysz znajome: „proszę!” i wchodzisz. Po otrzymaniu reprymendy i liścia w twarz, którego oczywiście przyjmujesz z honorem tj. bez sprzeciwu, za spóźnienie wracasz do swojego biura. Rozpoczynasz pracę. Męczysz się nad akcjami i obligacjami jakiegoś Markiewicza, skurwysyna milionera. Twarz jeszcze piecze po otrzymanej od szefa karze, ale nie zważasz na to i z uśmiechem, że możesz pracować w tak wspaniałym miejscu w tak wspaniałym kraju, pracujesz dalej. Markiewicza kończysz o godzinie czternastej trzydzieści. Teraz czas na zjedzenie obrzydliwego obiadu w kantynie, rozmawiając o życiu i śmierci ze swoimi ulubionymi śmierdzącymi współpracownikami. Dziś na obiad resztki z wczoraj. Zielony kotlet schabowy z ziemniakami bez surówki. Jasna sprawa, że szef w tym czasie konsumuje u siebie homara z krewetkami. Nie myślisz jednak o tym długo, w ogóle o tym nie myślisz, bo już zjadłeś i musisz szybko wracać do pracy. Kończysz zmęczony po osiemnastej i zbierasz się do wyjścia. Oczy bezwładnie się zamykają, przecierasz je ręką i wychodzisz z pokoju. Robiąc to wpadasz na szefa który zatrzymuje cię i mówi: „Ty już? Nie, nie… Wysłałem ci jeszcze jedną rzecz do zrobienia”. Tak oto twój dzień pracy kończy się o godzinie dwudziestej trzeciej. Szef i inni dawno poszli do domów*1 . Ty również idziesz. Wracasz znów autobusem linii 500. O tej porze nie ma już starowinek. Podróż przebiega spokojnie, usiłujesz zasnąć na tylnym siedzeniu. Boisz się jednak, że przegapisz swój przystanek. Nie przegapiasz, bo nie zasypiasz. Wysiadasz. Wykończony, ale szczęśliwy że dobrze wykonałeś swoją pracę i przysłużyłeś się komuś, jak zawsze wchodzisz do domu i od razu idziesz spać. Dobranoc!

Za horyzontem znów wschodzi słońce! Szósta rano. Dobrze znasz to uczucie. Otwierasz okno i stajesz przy nim, a podczas gdy lodowaty poranny wiatr…

*1 - Szef nie poszedł tylko, rzecz jasna, został odwieziony przez któregoś z pracowników.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania