opowiadanie z opowiadań (zamiast tytułu)
zdieś wam żić i zdieś umirać
na odjezdnym powiedział
wokół był las
w ogromnym śniegu
wygwieżdżone niebo
mróz z trzaskiem się dobierał
zabierał żywe do bieli
życie miało trwać
w monotonii męki
do końca który się zapadł
w ziemiankach i dalej
aż wreszcie zgasnąć
w ostatniej grudce żaru
lecz stało się inaczej
na ulicy wspominam
patrzę wracam i patrzę i -
tu żyć mi tu umrzeć mówię
a jowisz nade mną wspaniały
arktyczne niebo i w powietrzu
wyodrębnione sylwetki
nocnych przechodniów
w plamach kolorów neonów
inna odsłona mikroświata
w rozległości stworzenia
i żadnej zeń ucieczki
donikąd z cywilizacji
bo jestem podpięta
pod systemy
ścieżki dostępu
zabójczo monotonne
zachwycająco otwarte
po ostatnią wiadomość informację
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania