Opowieść o królewnie Janet 1
Janet była piętnastoletnią dziewczyną. Miała starszego brata i miłych, chociaż trochę sztywnych rodziców. Od wielu z nas różniły ją tylko dwa fakty : żyła w czasach królów i królowych, wspaniałych zamków i pałaców, kolorowych balów, wystawnych uczt i pięknych legend o smokach i innych potworach zamieszkujących niedostępne, dzikie krainy. Drugim faktem było to, że Janet była księżniczką, prawdziwą królewną z krwi i kości, urodzoną i wychowaną w pałacu, przyzwyczajoną do tego, że wszycy kłaniali jej się nisko i mówili do niej z szacunkiem Była jednak mądrą dziewczyną. Przyjmowała hołdy z godnością i umiała zachowywać się w towarzystwie. O jej urodzie było głośno w całym królestwie, od wschodu na zachód, od północy aż po dzikie lasy południa. Jednak dla Janet było oczywiste, że każdy powinien oddawać jej cześć. Obyczaje dworskie znała jak mało kto i jej maniery nie pozostawiały nic do życzenia.
Jednak dopóki była mała wszyscy odnosili się do niej z życzliwością.
W dniu piętnastych urodzin Janet przebywała na balu, na którym zgromadzili się wielcy współczesnego jej świata. Musicie bowiem wiedzieć, że jej ojciec był królem potężnego kraju, jednym z najważniejszych ludzi swojej epoki. Z podniesioną głową Janet zasiadała na tronie u boku swojej matki, ponieważ jak zawsze obok króla siedział Roland, następca tronu, pierworodny syn królewskiej pary. Księżniczka była ubrana w kosztowną skunię szytą u najlepszego z królewskich krawców, wykonaną z błękitnego jedwiabiu ściąganego aż z dalekich krajów wschodu, haftowaną przez mniszki złotymi i srebrnymi nićmi. Na jej szyi błyszczała kolia wysadzana drogimi kamieniami, a na głowie nosiła diadem wykonany ze złota.
- Zaiste cudowny bal, czyż nie, córko? - rzekła królowa - Aby uczcić twe piętnaste urodziny władcy najpotężniejszych imperiów zjechali do naszej siedziby.
- Tak, matko, to doprawdy zaszczyt gościć tak wielu wspaniałych mężów. - Odparła księżniczka. Wyuczone formułki grzecznościowe płynęły gładko z jej ust - Radują się me oczy na widok tak wspaniałego towarzystwa.
- Jest tutaj obecny pewien zacny dziedzic tronu państwa sąsiedniego z naszym. Pragnę, abyś zwróciła nań szczególną uwagę, gdyż poselstwo z jego kraju przybywało tutaj już wcześniej by prosić o twą rękę. Cóż powiesz? - zapytała królowa
Janet zamurwało. Nigdy nie myślała o małżeństwie, a teraz zrozumiała, że zgodnie z obyczajami powinna je zawrzeć już niedługo. Jakiś czas milczała wpatrując się w przestrzeń, po czym zdała sobie sprawę, że matka zadała jej pytanie, i że powinna coś odpowiedzieć jak najszybciej.
- Jeśli takie jest twoje życzenie, matko, oczywiście zgłębię ową sprawę. Czy jego propozycję uważasz za godną naszej korony? - Zapytała niepewnie królewna. Miała nadzieję, że królowa zaprzeczy. Ten człowiek był o dziesięć lat starszy od niej!
- Nie prosiłabym cię, córko, o uwagę dla owego księcia bez powodu, czyż to nie oczywiste? - zganiła ją surowo matka - Nie należy zadawać pytań zbędnych. Od dzisiaj winnaś więcej wagi przykładać do lekcji etykiety, gdyż niedługo knadydaci do twej ręki zjadą się do zamku.
***
To taka jakby zapowiedź :) jeśli będziecie chciali coś podobnego czytać to będę pisać dalej :) Podoba wam się pomysł? A te dialogi pisane tak trochę staropolski językiem? Napiszcie w komenarzach :)
Komentarze (9)
aczkolwiek dziwi mnie nieco zdziwienie księżniczki dziesięcioletnią różnicą wieku
w tamtych czasach to było nagminne i nie takie różnice a znacznie znacznie większe, jak np 8-letnia dziewczynka wychodziła za czterdziestolatka
małżeństwa wtedy to nie była kwestia obyczaju a polityki i tylko to sie liczyło
Poprzeczka wysoko, ale to jest bardziej współczesny język, zakładając, że chodziło o średniowiecze, no to....trochę Ci nie wyszło:)
"Blankandryn mówił: "Na tę moją prawicę i na tę brodę, którą wiatr kołysze mi na piersi, wnet ujrzycie, jak francuskie woje stąd odchodzą. Pójdą Frankowie do Francji - to ich ziemia. Kiedy wrócą, każdy do swej najdroższej dziedziny, a Karol do Akwizgranu, do swojej stolicy, będzie tam odbywał na święty Michał uroczyste roki. Przyjdzie święto, dzień upłynie, o nas ani słuchu. Dumny jest ów król, a serce ma okrutne: każe uciąć głowy zakładnikom. Lepiej-ci jest, aby oni stradali głowy, a my abyśmy nie stracili naszej pięknej Hiszpanii i nie cierpieli niedoli i klęski!" Poganie rzekli: "Może i prawdę gada!"" - Pieśń o Rolandzie, przykład językowy. :)
Całość jest bez większych błędów, ocenię jak przeczytam kolejną część, póki co nie zainteresowało mnie to jakoś specjalnie:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania