Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

,,Opowieść o życiu w zimnym zamku'' Cena schronienia+18

W magicznym i niebezpiecznym świecie, w którym każdy walczy o swoje życie, istnieje miasteczko o nazwie Naspokojniej. Na samym jego środku wznosi się potężny, wykuty z lodowej bryły zamek. Dzięki potężnym zaklęciom budowla nigdy się nie roztapia, a w środku panuje idealna temperatura do życia. We wnętrzu zamku każdy mógł normalnie chodzić bez ślizgania się, ponieważ magia powodowała, że lód nie był śliski ani zimny.

 

Raz w roku otwiera on swoje wielkie bramy i przyjmuje gości, którzy są w ogromnej potrzebie. Nikt nie wie, dlaczego w tym miejscu panuje taka zasada.

 

W zamku mieszkają cztery osoby przypominające ludzi. Każda z nich ma niezwykłe moce i pełni tu swoją unikalną rolę. Całą czwórkę domowników łączą podobne, mroczne zdolności. Wszyscy potrafią latać za pomocą skrzydeł, używać telekinezy, władać ogniem oraz w pewnym stopniu wpływać na ludzkie umysły. Ich siła nie jest jednak równa, bo każdy posiada jedną, najlepiej rozwiniętą cechę.

 

Najstarszą i jednocześnie główną właścicielką zamku jest dziewczyna imieniem Nasza. Prowadzi go jak swój dom — sprząta, układa ubrania i pilnuje porządku. Jest najpotężniejsza ze wszystkich i każdą moc ma opanowaną do perfekcji. Choć każdy potrafi rzucać lekkie uroki, jej unikalną, doprowadzoną do mistrzostwa zdolnością jest całkowita hipnoza, której nikt nie zdoła się oprzeć.

 

Drugą osobą jest chłopak o imieniu Taza. Pilnuje biblioteki oraz magicznych posągów. Pełni funkcję drugiego gospodarza zamku. Choć bywa niezwykle potężny i ma wszystko wzorowo opanowane, siłą ustępuje swojej koleżance. Jego charakterystyczną cechą jest nieludzka siła fizyczna. W połączeniu z telekinezą potrafi bez wysiłku podnosić, a nawet rzucać najcięższymi przedmiotami z dużej odległości.

Trzecią osobą jest chłopak Raza. Choć posiada te same bazowe, ale trochę słabsze od właścicieli moce, jego największym talentem i magią jest kucharstwo. Gotuje wykwintne potrawy, wymyśla zupełnie nowe smaki i potrafi z niczego stworzyć przepyszne danie. W wolnym czasie pomaga Naszy.

 

Ostatnią, najmłodszą i najsłabszą ze wszystkich, jest dziewczynka Mina, która czuwa, pilnuje gości i zapala świece. Nie wykształciła jeszcze tak silnych cech jak starsi towarzysze, ale to ona najczęściej z nich posługuje się ogniem.

 

Ziemia ogarnięta jest wojnami i konfliktami pomiędzy różnymi magicznymi istotami. Zagrożenie czai się za każdym rogiem. W tym świecie ludzie codziennie walczą o swoje życie oraz nieustannie uciekają przed niebezpieczeństwem. Są całkowicie bezbronni, nie mają gdzie się ukryć ani gdzie się schronić. Niektóre ze stworzeń polują na ludzi, traktując ich jako pożywienie lub składniki do eliksirów.

 

Raz w roku dzieje się jednak coś niezwykłego, pięcioro z nich może znaleźć bezpieczne schronienie w lodowym zamku. Legenda głosi, że gdy tam trafią i spędzą w środku parę dni, gospodarze zabiorą ich w cudowne magiczne miejsce, które jest o wiele lepsze i spokojniejsze niż ten okrutny świat. Nikt nie wie, czy to prawda. Z tego zamku nikt jeszcze nie wrócił do dawnego życia.

 

Każdego roku nadchodzi ten dzień, w którym zamek zaprasza ludzi. Nasza z Miną sprowadzają za pomocą swoich skrzydeł pięcioro przybyszów z różnych stron Ziemi, którzy pragną schronić się w bezpiecznym miejscu.

Przylatują do nich, stają z nimi twarzą w twarz i zawsze tłumaczą, że są po prostu wyjątkową odmianą człowieka, która zyskała skrzydła przez dawne zażywanie magicznych mikstur. Uspokajają wybrańców, aby ci wierzyli, że wciąż mają do czynienia z rasą ludzką, a nie kolejnym podłym stworzeniem.

 

Pewnego roku domownicy niespodziewanie postanowili zaprosić dwoje dzieci: dziewczynkę siedmioletnią i dwunastoletniego chłopca. Zazwyczaj wybierali tych, którzy ukończyli szesnaście lat. Najmłodsi trafiali do zamku bardzo rzadko. Oprócz nich, jak zwykle, przyjęli dorosłych: dwie kobiety oraz mężczyznę mających powyżej trzydziestu lat. Nikt z nich nie był ze sobą spokrewniony, ponieważ ich najbliżsi zginęli w walkach lub z rąk niebezpiecznych stworzeń, albo po prostu nie spełnili surowych wymagań, by zostać wybranymi.

 

Mina przed zamkniętymi lodowymi bramami wytłumaczyła na spokojnie gościom surowe zasady panujące w zamku. Nie mogli bez pozwolenia wychodzić z łóżek. W dzień wolno im było przebywać w bezpiecznym ogrodzie z tyłu rezydencji, ale obowiązkowo musiał im towarzyszyć jeden z gospodarzy. Najważniejszy i zarazem ostatni zakaz brzmiał: nie wolno dotykać posągów ani kierować na nie światła. Musiały one zawsze stać w ciemnym miejscu.

 

Po tej całej przemowie otworzyła ciężkie drzwi i zaczęła oprowadzać przybyszy.

Goście, przekraczając zamkowy próg, weszli do wielkiego, głównego holu, który miał barwę czystego lodu. W najciemniejszych miejscach pod ścianami zobaczyli stojące pomniki przypominające wściekłych ludzi. Niektóre z nich stały tuż obok siebie, tworząc ponury rząd rzeźb ukrytych w ciemności. Przybysze pomyśleli, że domownicy rzeźbili je z nudów, by ozdobić puste wnętrza. Niedaleko tych kamiennych figur, na samym środku pomieszczenia, stało pięć łóżek czekających na gości. Obok nich płonęły magiczne świece.

— To one dodają ciepła ludziom leżącym w łóżkach oraz oświetlają te miejsca, aby nie siedzieć cały czas w ciemności — rzekła Mina

Stając na środku pomieszczenia, dziewczyna zaczęła pokazywać im układ zamku. Najpierw wskazała na korytarze i wyjaśniła, że po prawej stronie znajduje się kuchnia, a po lewej łazienki. Następnie spojrzała w górę i dodała:

— Te schody prowadzą na pierwsze piętro. Są w połowie urwane, abyście tam bez naszej wiedzy nie wchodzili. Na samej górze łączą się z szerokim balkonem, z którego przejścia prowadzą do lewego i prawego skrzydła zamku. Znajduje się tam wiele sypialni — cztery należą do nas, a pozostałe pokoje skrywają inne zamkowe sekrety. Z kolei na samym środku mieści się ogromna, stara biblioteka z cennymi książkami.

 

Po oprowadzeniu gości Mina zaprosiła wszystkich do wygodnych łóżek. Siedmioletnia Lila, gdy tylko usiadła na swoim materacu, od razu zaczęła dopytywać młodą gospodynię, po co są te wszystkie zasady.

Dziewczynka powiedziała:

— Jestem od jakiegoś czasu samotna, bo moi rodzice zginęli w walce z potworem. Tylko mi udało się uciec. Zawsze mówili mi, że jestem bardzo ciekawska i lubię poznawać szczegóły oraz nowe rzeczy.

Dodała jeszcze:

— Marzę, aby kiedyś zdobyć wielką moc i pomagać ludziom w potrzebie, tak jak wy.

Mina, słysząc te słowa, wróciła pamięcią do własnego dzieciństwa, gdy w równie tragiczny sposób straciła rodzinę. Doskonale pamiętała, że jako mała dziewczynka była dokładnie tak samo ciekawska i miała dużo marzeń. Po chwili poczuła do Lili ogromną sympatię i polubiła ją, bo widziała w niej samą siebie z dawnych lat.

 

Aby dokładnie wszystko wyjaśnić, postanowiła zabrać małą do biblioteki na pierwszym piętrze. Prowadzące tam schody zaczynały się na lodowej podłodze, jednak po kilku stopniach nagle się urywały, tworząc niebezpieczną przepaść. Dopiero wysoko u góry, przy wejściu na piętro, znów było widać końcówkę stopni. Mina wyciągnęła skrzydła i chwyciła przerażoną, ale i zafascynowaną Lilę mocno w ramiona. Po chwili uniosła się w powietrze, lekko przeleciała z nią nad przepaścią i postawiła bezpiecznie na szerokim balkonie, tuż obok ogromnych drzwi prowadzących do biblioteki.

 

Gdy weszły do biblioteki, Mina powiedziała dziewczynce, aby niczego nie dotykała, i zaczęła szukać odpowiedniej książki o powstaniu zamku. W tym czasie Lila z daleka przyglądała się starym oraz nowym okładkom. Zaciekawiona zapytała, skąd wzięło się tu aż tyle lektur i opowiadań.

— Szczerze mówiąc, sama nie wiem dokładnie, skąd się biorą . O to musiałabyś spytać Tazę, bo to on pilnuje tego miejsca — odpowiedziała Mina.

 

W końcu gospodyni znalazła odpowiednią stronę i przystąpiła do opowiadania, jak zamek funkcjonował od pokoleń. Nie powiedziała jej jednak o jednej, najważniejszej zasadzie, która zawsze raz w roku działa się w tych murach podczas pełni księżyca. Mina tak bardzo polubiła Lilę, że nie chciała, aby stało się jej coś złego. Patrząc na nią, przypominała sobie swoje dawne życie w zamku, gdy sama była jeszcze zwykłym, młodym człowiekiem. Po tej całej rozmowie zabrała dziewczynkę do jej łóżka.

 

Zaniepokojona Mina poszła do sypialni Naszy, gdzie zebrała się reszta domowników i wyznała im, co czuje do małej Lili. Nasza, Taza i Raza wyjaśnili jej jednak spokojnie, że nie mogą zmienić odwiecznych reguł.

Nasza zaczęła pierwsza tłumaczyć:

— Musimy to robić raz w roku jako rasa Lapiswampirów, gdy goście są spokojni i przestają się bać tego świata. Wtedy ich krew jest najsmaczniejsza oraz daje nam najwyższą moc. Musimy użyć swoich kłów i wyssać krew ludzi, aby się pożywić. Tylko tak możemy zachować siły i moce na następny rok.

Raza dodał zaraz po niej:

— Na co dzień udajemy przed gośćmi ludzi z magicznymi mocami. Inne stwory dobrze wiedzą, kim jesteśmy, ale ci bezbronni ludzie muszą nam zaufać. Wybieramy tylko tych, którzy nie mają pojęcia o naszej prawdziwej naturze.

Po chwili powiedział jeszcze:

— W ciągu roku, aby zaspokoić głód, jemy przygotowane przeze mnie zwykłe potrawy, a tylko czasem pijemy krew z magicznych zwierząt, aby podtrzymać nasze siły.

— Ugryzieni ludzie nie umierają — wtrącił Taza. — Stają się jednak osobami, które można bardzo szybko zezłościć. Co gorsza, tacy ludzie nie mogą przebywać w cieniu, ponieważ wtedy natychmiast zamieniają się w kamienne pomniki. Część z tej piątki zostaje w zamku jako posągi ukryte w cieniu, a reszta jest przekazywana innym stworom, które mają swoje domy lub zamki.

 

Gdy te kamienne figury były wystawiane na światło, z powrotem stawały się ludźmi, ale zupełnie nie umiały nad sobą panować. Wszystko wokół błyskawicznie ich złościło i stawali się bardzo niebezpieczni. Przez ten potworny gniew potrafili wszystko rozszarpać i zniszczyć. Dlatego co jakiś czas wyprowadzano ich do ogrodu, by na chwilę odzyskali ludzką postać i zjedli posiłek, który pozwalał im w ogóle przetrwać i dawał im siłę do bycia groźnymi istotami. Ci ludzie nic nie pamiętali — nie wiedzieli, kim byli, widzieli tylko ogród. Nikt nie rozmawiał ze sobą. Życie w takiej postaci wyglądało tak, że raz w miesiącu nie byli już posągami i budzili się w ogrodzie, by coś zjeść i przejść się wśród roślin. Gdy tylko zaczynali tracić nad sobą kontrolę, domownicy używali swojej mocy telekinezy, by zatrzymać tych ludzi, przyciągnąć ich do cienia i zamienić ponownie w posągi. Taka rzeczywistość czekała przybyszów po zamieszkaniu w zamku. Czy byli bezpieczni? Pewnie tak, bo znajdowali się pod opieką tego miejsca jako posągi. Ale czy byli jeszcze ludźmi? Co działo się, gdy w zamku oraz w innych miastach robiło się za dużo posągów? Nikt tego nie wie, bo nikogo w zamku nie interesuje to, co dzieje się poza jego murami. Ja wiem tylko jedno, że mam parę tych figur u siebie.

 

Po całej rozmowie domowników Nasza postanowiła wraz z resztą ekipy przywitać siedzących już w łóżkach gości. Stanęli na środku holu, aby każdy dobrze widział właścicieli. Nasza głośnym głosem powiedziała do zebranych:

— Witajcie, moi przybysze. Pewnie już wiecie, jakie zasady panują w naszym zamku. Uprzedzam, abyście ich nie łamali, bo może stać się wam coś złego, a tego przecież nie chcemy. Teraz jest już noc, więc pora spać. Jutro rano obudzimy was na śniadanie. Raza przyszykuje dla was przepyszne posiłki, bo na pewno jesteście głodni. Proszę was, pytajcie go teraz o to, co lubicie, a czego nie, abyśmy nie marnowali jedzenia.

Raza dodał zaraz po niej:

— Nie bójcie się mnie, jestem dobrym kucharzem. Zdradźcie mi swoje ulubione smaki albo to, czego nie znosicie. Jeśli akurat nie będę miał jakichś produktów pod ręką, to zdobędę je kiedy indziej, a przy moim talencie na pewno polubicie nawet zupełnie nowe smaki.

 

Po tej przemowie goście stanęli w rzędzie przy Razie i zaczęli po kolei mówić o swoich gustach kulinarnych. Chłopak wszystko dokładnie zapamiętywał w głowie. W końcu zapadł całkowity mrok i wszyscy położyli się spać.

 

Kolejne dni w zamku mijały w cichym spokoju. Codziennie Taza budził przybyszy i zapraszał ich na śniadanie przy ogromnym stole okrytym białym obrusem. Na blacie zawsze czekał talerz pełen kanapek, a każdy z gości wybierał to, co lubi najbardziej. W ciągu dnia ludzie przebywali w ogrodzie. Podziwiali piękne kwiaty oraz wielką fontannę stojącą na samym środku. W tym miejscu rosły też przeróżne owoce i warzywa. Czasem Lila chciała sięgnąć po wiszące wysoko jabłko, ale była na to za mała. Mina, widząc to, natychmiast pomagała jej zerwać owoc. Najmłodsi bawili się i biegali wokół fontanny, a najstarsi pomagali gospodarzom w prostych pracach domowych, takich jak sprzątanie, zmywanie naczyń czy ręczne pranie ubrań.

 

Każdy z gości przestrzegał surowych zasad i pilnował, by nikt ich nie złamał nawet z ciekawości. Tylko raz dwunastoletni chłopiec chciał skierować płomień świecy w stronę posągu, ale starsza kobieta szybko to zauważyła i od razu zdmuchnęła ogień. Przypomniała mu ze strachem o zakazie, bo bardzo bała się konsekwencji.

 

Po południu zaczynał się obiad z przeróżnymi potrawami, od świeżych warzyw aż po mięsa. Z kolei wieczorem, przed samym snem, Raza podawał prostą, lekkostrawną kolację. Tak mijały dni i noce w lodowym Zamku, aż w końcu nadszedł czas pełni księżyca.

 

Nadeszła noc, w której Nasza, Taza, Raza i Mina szykowali się na ucztę. Ta uczta wyglądała jak z najgorszego koszmaru. Gdy wszyscy ludzie głęboko spali, w zamku panowała totalna, grobowa cisza. Przybyszom śniło się wspaniałe miejsce, do którego gospodarze obiecali zabrać ich o poranku — nie mieli pojęcia, że ta obietnica była tylko okrutnym kłamstwem. Taza jako pierwszy podszedł po cichu do mężczyzny, który spał na boku. Lapiswampir wysunął swoje ostre kły i bezlitośnie zaatakował jego szyję, zaczynając wysysać krew. Śmiertelnik nawet nie poczuł bólu i się nie obudził.

 

Raza rzucił się bez zastanowienia na budzącą się właśnie kobietę. Za wszelką cenę nie chciał, aby obudziła resztę śpiących przybyszów, ale to mu się nie udało. Kobieta zaczęła krzyczeć z przerażenia i patrzyła sparaliżowana strachem, jak Taza wysysa krew z mężczyzny, który pomału zamieniał się w kamienny posąg.

 

Mały chłopiec i druga z kobiet, po usłyszeniu wrzasków, szybko wstali, by podjąć próbę ucieczki oraz ukrycia się w bezpiecznym miejscu. Nasza jednak błyskawicznie, nawet stojąc w bezruchu obok urwanych schodów, wyciągnęła rękę i z dużej odległości swoją potężną mocą telekinezy zatrzymała uciekinierkę. Przyciągnęła kobietę do siebie, po czym wbiła kły w jej szyję. Chłopiec schował się pod łóżkiem .

 

Mina podeszła do łóżka Lili, ale było puste. Zaniepokojona rozwinęła skrzydła i zaczęła szukać jej w locie po zamku. Nie chciała jej skrzywdzić. Jeszcze przed polowaniem próbowała słownie powstrzymać swoich towarzyszy przed atakiem na małą. Chciała nawet użyć swoich mocy, ale wiedziała, że jest za słaba, a reszta domowników była od niej o wiele silniejsza. Nasza, patrząc na Minę, szybko domyśliła się, co kombinuje.

Siedmiolatka jeszcze przed polowaniem poszła do łazienki, dlatego nie wiedziała, co działo się w holu. Gdy wyszła z toalety i znalazła się w pobliżu łóżek, zobaczyła całą tę straszną akcję. Przerażona zaczęła bardzo szybko biec w stronę kuchni, aby się schować. Szefowa wraz z Tazą i Razą zauważyli, gdzie biegnie dziewczynka. Poczekali, aż wejdzie do pomieszczenia i po chwili Taza zamknął ją na klucz.

Mina zaczęła patrzeć na to bezradnie. Po chwili powiedziała głośno:.

— Zostawcie ją w spokoju, to mój obiad!

 

Reszta domowników wiedziała jednak, że Mina chce ją oszczędzić. Dlatego Raza rozkazał jej wypić krew dwunastolatka, którego Taza zdążył już wyciągnąć mocą spod łóżka. Chłopiec stał przed nią nieruchomo. Lapiswampiry ostrzegły ją, że jeśli tego nie zrobi, straci wszystkie swoje moce. Nasza rzuciła na Minę mocny czar hipnozy — pozbawiona własnej woli dziewczyna podeszła do ofiary, ugryzła ją i wyssała powoli z niej krew. Dopiero po tym wszystkim Mina uwolniła się z tej niebezpiecznej magii, a z jej oczu natychmiast popłynęły łzy.

 

Po tym wszystkim wściekła i zapłakana Mina wykrzyczała reszcie:

— Nie chciałam wcale tych mocy, gdy kilkanaście lat temu jako dziecko trafiłam do tego miejsca!

Nasza odpowiedziała jej jednak spokojnie:

— Zazwyczaj wybieramy dorosłych, a nie dzieci. Ale tamtego dnia zauważyłam w tobie małą, niezwykle sprytną i dobrą istotę. Chciałam ci pomóc i obdarować cię mocami, bo przypomniałaś mi mnie samą z dawnych, dawnych czasów, gdy jeszcze jako człowiek pomagałam ludziom. Wtedy ten zamek należał jeszcze do kogoś innego, a ja byłam tu tylko gościem, zanim zyskałam moce i stałam się jego właścicielką. Gdy trafiłaś do zamku, obserwowałam cię. Widziałam, że ty sama, będąc jeszcze zwykłym dzieckiem, bez wahania pomagałaś nowo przybyłym gościom. To wtedy zyskałam całkowitą pewność, że muszę zamienić cię w Lapiswampirzycę. Widziałam w tobie idealną osobę do pilnowania porządku, a przede wszystkim do samego przyjmowania przybyszów i czuwania nad nimi.

 

Potrzebowałam kogoś, kto przejmie ode mnie tę czynność, bo wcześniej byłam odpowiedzialna za absolutnie wszystko w tym zamku. Dzięki tobie mam teraz o wiele mniej obowiązków. Ryzyko było ogromne. Do samego końca nie byłam pewna, czy przekazanie mocy zadziała na tak młody organizm, czy może zaklęcia zawiodą i zamienisz się w zły, kamienny posąg. Zaryzykowałam jednak i przemiana się udała, a ty przez te wszystkie lata udowodniłaś, że miałam rację.

Mina odpowiedziała na te słowa:

— Skoro udało się mnie zamienić w Lapiswampirzycę, to również możesz zamienić Lilę w jedną z nas! Błagam was, błagam.

 

Mina cały czas błagała resztę, aby tę małą dziewczynkę również zamienić w jedną z nich, ale Nasza stanowczo odmówiła. Powiedziała, że w zamku jest już wystarczająco dużo osób, choć widziała ogromne przerażenie w oczach dziewczyny. Reszta stworów milczała, czekając na ostateczną decyzję szefowej.

Mina, szukając argumentów, dodała głośno:

— Nas jest czworo, a przybyszów było pięcioro! Kto w takim razie dostanie tę ostatnią osobę?

Taza przypomniał jej wtedy o brutalnej zasadzie:

— Ostatnią ofiarę zawsze atakujemy razem, a ta osoba umiera na dobre. Zapomniałaś o tym, moja droga panno?

 

Mina spojrzała na stojące w holu posągi. Przez ogromne przywiązanie do Lili i strach o jej życie zupełnie zapomniała o tej najgorszej regule zamku. Dopiero teraz dotarło do niej, że to ona sama, przez własną nieuwagę, naraziła dziewczynkę na najgorszą śmierć. Mała Lila słyszała niewyraźnie tę głośną kłótnię przez drzwi kuchni. Siedziała skulona, potwornie przerażona i płakała, wiedząc, że jej koniec jest bliski.

 

Mina próbowała zaproponować inny układ, by chociaż oszczędzić dziewczynkę lub wypuścić ją wolno. Stwory jednak stanowczo odmówiły. Nasza spojrzała na nią i powiedziała:

— Jeśli ją wypuścimy, nasza mroczna tajemnica natychmiast ujrzy światło dzienne. Nie możemy na to pozwolić.

 

Wtedy do rozmowy wtrącił się Raza i szepnął Naszy na ucho pewne rozwiązanie. Zaproponował, że zrobi dla małej dziewczynki ostatni posiłek, do którego doda mocny środek usypiający. Dzięki temu Lila zaśnie bezboleśnie, a jej krew wypiją tylko trzy stwory, aby Mina nie czuła żalu i złości do reszty.

 

Nasza zgodziła się na ten mroczny plan. Mina miała dostać nauczkę za swoje nieposłuszeństwo, a ponieważ była już najedzona krwią chłopca, bez problemu da radę przeżyć kolejny rok bez tej jednej ofiary — pomyślała Nasza.

 

Nadszedł czas posiłku. Raza przygotował wielki obiad złożony z najróżniejszych, pysznych potraw. Taza przyprowadził małą z kuchni, przywiązał ją mocno sznurkiem do krzesła przy stole, żeby nie uciekła i nakazał jej jeść wszystko, na co ma ochotę. Zdziwiona Mina stała z boku i nie wiedziała, co się dzieje ani co jej przyjaciele zamierzają zrobić dziecku. Lila zabrała się do jedzenia, zupełnie nieświadoma, że to jej ostatni posiłek w życiu. Zjadła wszystko ze smakiem. Po chwili środek usypiający zadziałał i siedmiolatka zasnęła. Wtedy trójka Lapiswampirów wysunęła kły, rzuciła się na nią i zaczęła wysysać krew z jej gładkiej szyi.

Przerażona Mina krzyczała na cały głos:

— Dość!

 

Nie była na tyle silna, by powstrzymać trójkę żądnych krwi towarzyszy. Ciało małej dziewczynki na jej oczach pomału zamieniło się w kamienny posąg. Mina spojrzała ze zdziwienia na Lilę i pomyślała .,,Przecież powinna umrzeć, a stała się posągiem!''. Dziewczyna bez zastanowienia, w mgnieniu oka chwyciła ciężką figurę Lili i unosząc się w powietrzu, poleciała z nią prosto do ogrodu, w stronę światła. Jednak gdy dziewczynka pod wpływem blasku zamieniła się z powrotem w człowieka, okazało się, że nic nie pamięta — nie wiedziała nawet, kim jest.

 

Po pewnym czasie mała stała się bardzo zła i agresywna. Szarpała się, chciała się bić i niszczyła piękny ogród. Nasza poleciała za nią, widząc, co się dzieje, od razu zareagowała. Użyła swojej wielkiej mocy, by natychmiast odciągnąć ją od słońca i zamienić z powrotem w kamienną figurę. Następnie, pokazując swoją potężną siłę, Nasza chwyciła za pomocą telekinezy ten ciężki posąg, uniosła się w powietrze i odleciała z nim prosto do zamku, by postawić go w cieniu, w sypialni Miny tuż przy samym łóżku .

 

Nasza spojrzała na Minę i powiedziała poważnym tonem:

— Masz codziennie patrzeć na ten pomnik. To jest jej kara za bycie miłą i łaskawą dla ludzi.

Ostrzegła ją również, że jeśli jeszcze raz zrobi coś podobnego, dostanie o wiele większą karę, a nawet może stracić własne życie. Nasza tak naprawdę lubiła Minę i nie chciała tej całej sytuacji, ale musiała ją porządnie wystraszyć, żeby nigdy więcej nie popełniła tego błędu. Ludzie byli dla nich po prostu jedzeniem, a nie istotami, do których można się przywiązywać. Byli mili dla gości tylko do jednego, określonego momentu. Samymi posągami opiekowali się po to, aby w razie czego mieć potężną obronę przed innymi intruzami na świecie. Mina była wściekła, ale zupełnie nic nie mogła zrobić.

 

Od tamtego czasu, nawet gdy do zamku wróciła już dawna rutyna, ona co jakiś czas zaprowadzała posąg Lili na światło, by móc popatrzeć na nią w postaci człowieka. Sama opiekowała się nią najbardziej ze wszystkich, aby dziewczynka chociaż przez jakiś krótki czas mogła być zwykłym człowiekiem, a nie osobą bez duszy. Pomagała też reszcie domowników zanosić pozostałe figury.

 

Pozostała czwórka przybyłych tej nocy podzieliła los dawnych ofiar — ich ciała skamieniały i stanęły w cieniu obok reszty posągów. Wszystkie te figury nadal stały w ciemnym holu i one również były co jakiś czas zabierane do ogrodu, by po odzyskaniu ludzkiej postaci zjeść posiłek, który dawał im siłę do bycia groźnymi istotami .

 

Po tym wszystkim w zimnym zamku wszystko toczyło się dawnym rytmem, dokładnie tak, jak przed tym krwawym wydarzeniem. Mina nie była na nikogo zła. Dostała nauczkę i starała się już nigdy nie przywiązywać do nowych ludzi. Postanowiła też częściej ćwiczyć swoje zdolności, aby być silniejszą Lapiswampirzycą. Chciała pokazać wszystkim, że też potrafi być samodzielna.

 

Czwórka stworów znów zgodnie ze sobą współpracowała, dbając o to, by ich zamek stał nienaruszony i był bezpiecznym miejscem dla wszystkich, którzy przekroczą jego próg. Po tym incydencie każda kolejna uczta była spokojniejsza i pozbawiona sporów.

 

Tak skończyła się ta historia. Nie wiem jeszcze, co działo się dalej i jak potoczą się losy tych Lapiswampirów, bo opowieść jest w miarę świeża. Wiem tylko, że w tym roku, w którym piszę, znów zaproszą pięcioro wybranych gości, a ja sam wybrałem już jednego z tych przybyszy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • AlinkamaMleko

    Informacja, to wersja poprawiona tego opowiadania „Zimny zamek: Cena schronienia" +18

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania