opowieści i opowiastaki
Tadeusz rzadko zdejmował buty. Dla niego był to zwyczaj, który cechuje szlachcica lub pacholę, a obaj ci, leniwi, zdejmują buty jako oznakę swej słabości i nieodpartą potrzebę snu. Temu Tadeusz butów nie zdejmował, wierząc usilnie, iż tak też zachowa nie tylko siłę, ale przychylność bogów, którzy docenią pracowitość oraz czysty charakter.
Zresztą, wedle Tadeusza, jakim sensem było zdejmować obuwie do snu, jeśli nazajutrz i tak wyruszy w pole. Co więcej, widział niejednokrotnie, jak zmarli leżą w łóżku, często z oczami otwartymi, i tym, co zastanowiło chłopa, był właśnie brak obuwia. Nigdy nie widział jeszcze nikogo, kto by umarł, a miał buty na sobie. Był to powód dla którego Jeremiasz, wiejski przybłęda, który wziął się znikąd, donikąd nie zmierzał i nie miał też się gdzie udać, a który mieszkał z Tadeuszem, miał za zadanie każdej nocy czuwać, dopóki gospodarz nie zaśnie, by upewnić się, iż jego butów nikt, ani nic nie zdejmie. Tadeusz, który dużo myślał o butach i śmierci, stwierdził pewnego wieczoru, iż samo ich noszenie to nie jest jeszcze w pełni skuteczna ochrona. Śmierć bowiem, jeśli poweźmie duszę człowieka, nim zechce ją wyjąć z łóżka i zostawić w nim zimne i sztywne ciało, wedle zwyczaju, musi mieć pewność, iż przyszły nieboszczyk nie posiada na sobie obuwia. Obuwie było symbolem żywotności, symbolem pracowitości, przywiązania do świata, twardego, codziennego po nim kroczenia. Przejść na tamten świat mógł wyłącznie człowiek bez butów, bo buty po prostu ciążyły na tyle mocno, iż dusza nie mogła ulecieć, ani nawet opuścić ciała. Dlatego Tadeusz wierzył, że śmierć albo czort jakiś, gdy przyjdzie na kogo koniec, a zechce się ten kto usadowić do snu w butach, czy to podszeptem, czy siła, buty te zdejmie. Dlatego Jeremiasz, chociaż tego nie rozumiał, bo Tadeusz nic z tych rzeczy mu nie powiedział, w swych rękach dzierżył niemal życie Tadeusza.
Tadeusz jednak o tym wiedział. A nie było pewności, czy może chłopięciu ufać. Dlatego pewnej nocy, jednej z pierwszych, gdy przybłęda nie tylko znalazł się w wiosce, ale w domu Tadeusza, ten sprawdził, czy pacholę będzie czuwać. Udawał nasz chłop, iż zapadł w głęboki sen, a gdy tylko do jego uszu doleciało ciche chrapanie chłopca, nim ten się dobrze obudził, zdążył kilkukrotnie zdzielić bo batem po stopach i plecach. Chłopiec przez kilka kolejnych dni ledwo mógł chodzić, ale zrozumiał, iż jego czuwanie, z niewyjaśnionych powodów, było dla Tadeusza bardzo ważne. Gdy Tadeusz upewnił się, że chłopiec faktycznie może nad nim czuwać, spał już spokojnie. Przeżył tak, w swym przesiądzie, czterdzieści osiem wiosen i nie zamierzał nikomu wyjawić sekretu. Bał się, nie tak bardzo tego, że ktoś może ten sekret wykorzystać dla własnych korzyści, co przeciwko Tadeuszowi. Bał się, że chociażby Walaszka, który mieszkał dwie miedze dalej, gdy tylko dowie się, że żywotność Tadeusza jest wynikiem sypiania w butach, ten zechce mu ukraść obuwie w ramach zemsty za szkodę w plonach, którą wyrządziła Tadeuszowa krowa. Albo Maciejowa, której kilkukrotnie podkradł mleko, może pałać niechęcią tak silną, iż nocą zerwie mu obuwie. Jeremiasz, co prawda czuwał, ale cóż ten chłopiec mógłby zdziałać, jeśli zdzielą go batem lub motyką? Takie myśli odpędzał od siebie Tadeusz, a gdy nie mógł zasnąć z ich powodu, koło łóżka czekał samogon, z którego chętnie korzystał.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania