Opty
Na stole w kuchni znalazłem list: „Zrób to i tamto, zapłać za tamto i owamto”.
Mówiła o tym wczoraj, jednak znając mnie zbyt dobrze, wolała nie ryzykować, że tamto i owamto się samo nie załatwi.
Pogoda nastrajała pozytywnie i pięciokilometrowy spacer do miasteczka nie wydawał się niczym trudnym. Idąc przez pola, myślałem o tym, że droga mleczna jest jak spieniony kilwater gwiazd uciekających w głąb galaktyki. Jesienne słońce mknęło wraz z nimi i mimo ostrego światła znad pól ciągnęło chłodem.
Pierwsza prosta wiodła miedzami. Widok tumanów piasku zasłaniał horyzont – chciałbym, żeby tak było, niestety wiatru zero, czyli flauta. Przez lasek, który przycupnął na obrzeżach pól, przemknąłem bez żadnej myśli i wyszedłem tuż obok gminnego wysypiska.
Lubię klimat wysypisk śmieci i chociaż nie jestem fanem grzebania w tamtejszych pokładach skarbów, pląsania wokół koralowych raf złomu, to lubię klimat, którym wysypiska się otaczają. Czarne ptaki i ropiejące doły w ziemi mają w sobie powab tajemnicy.
Za wysypiskiem skręciłem na kolejowe tory i już byłem w miasteczku. Przez całą drogę słuchałem audiobooka o tym, jak kapitan Teliga opowiada o rejsie Opty. Nie tak to sobie wyobrażałem. Za dużo opisów portów, za mało samotności. Samotność to dobra pora, by stać się na nowo, urodzić powtórnie.
Przymknąłem oczy. Na brązowych masztach, w zielonych żaglach sosen załopotał wiatr.
Mogłem pozwolić sobie na samotność, bo odnalazłem swoje miejsce. Dom na końcu świata – obracałem te słowa w myślach, rozkoszując się tym, co ze sobą niosły. Słowa mówiły o miejscu, z którego dalej nie ma już żadnych dróg, żadne tęsknoty nie zaprowadzą dalej. Tu był kres podróży, nie trzeba było nic więcej.
Do domu na końcu świata wchodziło się przez drewnianą sień, w której stała szafka na buty, czarną pastę i szczotkę. Na gwoździach wisiały sztormowe płaszcze.
W kuchni królował biały kredens. Za przeszklonymi drzwiczkami można było, jak w marynarskim kufrze, odnaleźć niezwykłe skarby: metalowe pudełko landrynek ozdobione twarzą pięknej kobiety, dwa kilo mąki na naleśniki i konfiturę z jeżyn rosnących na rowach pod lasem. W szufladzie kuchennego stołu leżały karty i kostki do gry, papeteria i zeszyt nutowy, w którym niedokończony list, wyblakłe zapiski z partiami remika.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania