OPTYMIZM

OPTYMIZM

Zbieraliśmy na pofalowanych krawędziach ostrość, niemoc lotu drążyła w nas poczucie winy, niskość marzeń przyzwyczajała do realności.

Czekaliśmy na następny dzień z nadzieją, że już on przyniesie zmiany, ale przez bardzo wiele następnych dni wszystko trwało w tym samym.

Nie chcieliśmy rezygnować. Musieliśmy więc jak najszybciej znaleźć się na skraju oczekiwań. Bliżej ciepłego światła. Przestrzeń nas nie obowiązywała.

Próbowaliśmy na różne sposoby, ale stale dominował smak porażek, powtórek błędów i niezrealizowanych postanowień poprawy. Trudno było się od niego uwolnić. Był ostry, metaliczny i czuło się go poniżej płuc.

Czy jednak wszystkie podjęte wysiłki były bez znaczenia? Łatwo coś pochopnie przekreślić albo uznać, że nie pasuje. To prawda, że zmiany nie następowały, ale przecież cały czas były one bliskie. I wydawało się, że sił jest aż nadto. Może brakowało tylko wiary. Wiary w to, że wszystko co złe minęło. Czy gdyby było jej więcej, to by to cokolwiek zmieniło?

Dopiero później była ścieżka szeroka niczym autostrada i dwa drzewa, jedno przy drugim, tak jakby pogruchotano mi kości.

W końcu zdaliśmy sobie sprawę, że największym problemem jest zachłanność. Zaczęliśmy więc patrzeć powoli, nie krzywdząc sumienia. Powoli, niemal szeptem. Bałem się już, że zapomnę to wszystko o czym chciałem w każdej chwili dobrze pamiętać, że tak jestem wypchany powietrzem, że na pewno nigdzie się nie wzniosę.

I nagle to co złe minęło. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nagle jakby czas zaczął być inny. Świat pojaśniał, ciężar spadł z serca, a oddech stał się pełniejszy. Szukałem tego przyczyn, bo ciekaw ich byłem, ale w końcu uznałem, że najwyraźniej układ planet zmienił się na korzystny. To przecież niemożliwe by zachłanność mogła aż tak określać barierę sprawczości, przesuwając jej granicę na poziom oczu i ust.

Teraz wiem, że musi istnieć odpowiedź. Tak samo niezrozumiały dźwięk jak ze mnie. I chociaż nadal jestem ociężały oddechem, to już marzą mi się łąki pełne wrzosów lub lawendy. Zapach tych kwiatów działa kojąco na wszelkie tęsknoty, które jeszcze czasem się zdarzają. Niemniej już się nimi nie przejmuję i próbuje łapać luz za ogon i go nie wypuszczać. Niebawem może nawet uchwycę go na dobre, a wtedy tęsknoty i przejmowania się będę obracał w pył zbędności z biegłością wschodniego mistrza nicości. Niebawem, ale bez przyspieszania i presji.

Pytania typu "czy wszystko dzieje się po coś?" nie zakłócą mi już spokoju, bo i tak wyciszę się, wybaczę i odnajdę wszelkie wyjaśnienie.

Słowa zbyt dosadne zmieniają się w ciepłe, a zbyt szorstkie, nabierają miłej miękkości.

Cokolwiek myślę dzieje się. Czegokolwiek oczekuję staje się niemal od razu. Mało więc myślę i mówię, ale gdy tylko można, to śmieję się do granic możliwości.

Jest dobrze.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania