Opuszczona
Znowu do puszczy wracam - w zdjęcia.
W jedno szczególnie - tam opary
znad bagien snują się do słońca,
że aż przecieram okulary
pełna zdumienia, `cała w trawie`!
A już po chwili - jak dmuchawiec
rozwiewa sie chwycony pejzaż -
przez chwilę żył, by się odrodzić
w nowej odsłonie - tam gdzie rzęśli
skromność w promieniach słońca brodzi;
gdzie bluszcz lubieżnie pieści drzewo.
Ze wstydem wzrokiem zmykam. Jest coś
wyjątkowego w erotyku,
który się ściele nad strumieniem.
Nad tajemnicą godną sztychu,
nad moim nagłym zawstydzeniem,
że choć wyrastam z tego świata,
to bezrozumnie w nim się miotam.
Walczę z owadzim wściekłym brzękiem,
który oplątał ręce, nogi...
Klaskając w łydki myślę: pieknie!
Mijam ten kadr, by zboczyć z drogi,
tak naturalnej, w serce miasta -
do stóp tej puszczy nie dorasta!
I ja się kurczę do rozmiaru
ulic, betonu, okularów...
__________________
Sierpień 2017
Komentarze (8)
Ktoś Ci zazdrości... jedynki się sypią
Nie ma dziwne... wiersz świetny! Kolejny świetny, aczkolwiek wcześniejszy tematyką mi bliższy, ten bardziej na luzie pisany... 5
A nie zwracam uwagi na jedynki. To mój eks ;)
No, no. Stare Mistrze by się nie powstydzili tej płynności. :) Pełen jestem uznania. Zdarza się, że ludziska chcą naśladować Wielkich i wychodzi co wychodzi ale tu ..... Pięknie.
Pięknie dziękuję. :) Różnie się pisze - raz lepiej wyjdzie, raz gorzej... :)
Piękne Cecylio, zapiera dech przy czytaniu.
Dziękuję bardzo
Piękne to i razem z tobą odganiałam owady 😜 z olbrzymią przyjemnością stawiam 5
Bardzo mi miło. Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania