Opuszczony budynek

Pięć lat temu poznałem ją na dworcu kolejowym. Zdziwiła się, gdy do niej podszedłem i zacząłem rozmowę. Wymieniliśmy się numerami, potem przez jakiś miesiąc spotykaliśmy się regularnie i na tym się skończyło. Nie było wyznań miłości czy łez, zwyczajnie postanowiłem się już z nią nie spotykać. Zapomniałem o niej przez te wszystkie lata, jednak 10 czerwca zadzwoniła do mnie. Zapytała, czy ją jeszcze pamiętam i czy możemy się spotkać. Z napięcia w jej głosie wywnioskowałem, że nie zaprasza mnie na drinka. Akurat byłem wtedy za granicą i powiedziałem, że w mieście będę dopiero za tydzień. Odpowiedziała, że w takim razie zadzwoni innym razem i się rozłączyła.

Tydzień później wróciłem do miasta, ale zupełnie zapomniałem do niej się odezwać. Przypomniałem sobie o niej dopiero w momencie, gdy przechodząc 18 czerwca obok kiosku zobaczyłem jej zdjęcie na pierwszej stronie gazety regionalnej. Poznałem ją od razu, bo to było stare zdjęcie wykonane jeszcze przeze mnie na jednej z naszych randek. Zamarłem czytając nagłówek mówiący o brutalnym morderstwie. Kupiłem gazetę nie czekając nawet na resztę. Z gazety dowiedziałem się, że dwudziesto siedmio letnia Natalia Rydza została wielokrotnie zadźgana nożem a jej ciało znaleźli myśliwi polujący na dziki w pobliskim lesie. Była również informacja, że według wstępnych oględzin lekarza jej śmierć musiała nastąpić jakiś tydzień wcześniej.

 

Policja podobno była już na tropie mordercy, albo tylko tak mówili, aby usprawiedliwić swoją bezradność. Nie skontaktowali się ze mną, więc założyłem, że pewnie jeszcze nie doszli do tego, że byłem jedną z ostatnich osób, z którą kontaktowała się Natalia – jeśli nie ostatnią. Zastanawiałem się, czy ich o tym nie poinformować, ale coś mówiło mi, że nic dobrego z tego nie wyniknie, co najwyżej z braku innych będę ich podejrzanym numer jeden.

Od momentu gdy dowiedziałem się o jej śmierci, zaczęła mnie prześladować nasza ostatnia rozmowa. Ciągle słyszałem jej niemal błagalny głos, proszący mnie, abym się z nią spotkał. Nie dawał mi spokoju fakt, że jakbym wtedy od razu wrócił, to może by jeszcze żyła. Natalia nie miała rodzeństwa, jej matka umarła, gdy miała dwadzieścia lat, a jej ojciec, emerytowany oficer policji, tułał się od jednego baru do drugiego, czasami robiąc sobie przerwę na odwyk. Nie miałem żadnego punktu zaczepnego, żeby się dowiedzieć, co robiła przez ostatnie pięć lat i dlaczego zadzwoniła akurat do mnie. Kiedy się spotykaliśmy, była bardzo zamknięta w sobie, prawie w ogóle się nie odzywała i nie wyglądała na osobę, która ma rzeszę koleżanek. Jednak pomimo tej swojej introwersji, bardzo lubiła pomagać innym, regularnie oddawała krew, udzielała się jako wolontariusz i kilka razy w tygodniu odwiedzała swoich dziadków.

Następnego dnia postanowiłem odwiedzić jej ojca, którego swego czasu przelotnie poznałem, bo był jedyną osobą, jaką znałem z życia Natalii. Poszedłem do starej kamienicy, w której kiedyś mieszkała i zapukałem w drzwi. Otworzył mi jej ojciec z piwem w ręku, ubrany w stary dres. Było przed czternastą, a on wyglądał, jakby pił już od wczesnego rana. Wyglądał jakby przez ostatnie pięć lat zestarzał się przynajmniej o dwadzieścia.

- Dzień dobry – powiedziałem.

- Dobry.

- Byłem przyjacielem pańskiej córki.

- Odeszła, jakiś skur…

- Wiem, proszę przyjąć ode mnie wyrazy najszczerszego współczucia.

Kiwnął głową w podziękowaniu popijając piwo z butelki.

- Mam do pana kilka pytań. Chciałem się dowiedzieć...

- Czy człowiek nie może się upić w spokoju?. – Zapytał wyraźnie wkurzony. - Zostaw mnie w spokoju, nie potrzebuje twojej litości i współczucia.

Często przychodziłem po jego córkę, ale nie wyglądało, żeby mnie pamiętał. Już chciał zamknąć mi drzwi przed nosem, ale nagle zmienił zdanie i wpuścił mnie do środka.

– Co za potwór zabił moją córkę? – zapytał.

Zaczął płakać, butelka piwa wyleciała mu z ręki tocząc się po posadzce i rozlewając piwo po całym przedpokoju. Złapałem ją i postawiłem do pionu. Zaprowadziłem go do pokoju gościnnego, aby usiadł na kanapie. Po drodze musiałem go trzymać, bo zataczał się na boki. Na stole w pokoju stało dziewięć butelek po piwie, pewnie taką ilość wlał w siebie od rana, nie wspominając już o stosie zgaszonych papierosów w popielniczce. Chciałem z nim porozmawiać, ale on najwyraźniej wolał się położyć. Zamknął oczy, nie zwracając w ogóle uwagi na moją osobę. Zrobiło mi się go żal i przykryłem go kocem, który znalazłem na ziemi.

W drodze do drzwi chciałem sprawdzić, czy Natalia mieszkała tutaj przez ostatnie lata. Otworzyłem drzwi do jej pokoju i poczułem, jakbym się przeniósł w czasie. W koncie stała kanapa, na której swego czasu uprawialiśmy seks. Na ścianie nadal wisiał ten sam plakat, przedstawiający panoramę Paryża. Obok niego wisiały dwa profesjonalnie wyglądające projekty domów jednorodzinnych, obydwa podpisane przez Natalię. Nie wiem, czy to było jej hobby, czy już poważna praca.

Gdy poznałem Natalię, była akurat na drugim roku studiów architektonicznych. Kochała ten temat, zawsze lubiła pokazywać mi zdjęcia różnych budynków, które sama robiła. Szczególnie upodobała sobie robienie zdjęć, budynków wzniesionych w okresie PRL’u. Gdy się poznaliśmy, robiła zdjęcia dworca w stylu powojennego modernizmu, który miał pójść w tamtym roku do rozbiórki. Teraz na jego miejscu stoi już nowoczesny budynek Nie chciałem grzebać w jej rzeczach, ale widząc aparat cyfrowy na półce nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zobaczyć, co ostatnio sfotografowała. Pamiętałem, jak potrafiła wydobyć wewnętrzne piękno nawet z na pozór brzydkich budynków. Wszystkie zdjęcia przedstawiały stare szkielety niedokończonych budowli, jakby ostatnio zajmowała się tylko tym tematem. Ostatnie zdjęcia zostały wykonane 10 czerwca w godzinach południowych, tego samego dnia zadzwoniła do mnie wieczorem. Rozpoznałem ten szkielet, czasami bawiliśmy się tam za dzieciaka w chowanego. Ten dwupiętrowy budynek, stojący niemal w środku lasu, miał być przeznaczony na zakład poprawczy, ale jego budowy nigdy nie ukończono. Nauczyciel historii w szkole średnie mówił na jednej z lekcji, że wcześniej stał tam stary poprawczak, który się spalił w latach siedemdziesiątych. Postanowiono na jego miejsce postawić nowy, ale w trakcie budowy skończyły się pieniądze i został tylko szkielet. Odstawiłem aparat na miejsce i po cichu zatrzasnąłem za sobą drzwi, aby nie budzić jej ojca.

Do szkieletu tego budynku nie było daleko i postanowiłem przejść się w tamtą okolice. Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie odnaleźli jej w tej okolicy. W gazetach nie podano informacji, w którym miejscu została znaleziona, jeżeli gdzieś w tej okolicy, to mogło to mieć coś wspólnego z tym budynkiem. Łączyłoby się to w logiczną całość – gdy robiła te zdjęcia, coś się stało, bądź coś zobaczyła, zadzwoniła do mnie, bo może potrzebowała kogoś, z kim mogłaby tam wrócić. Ja nie byłem na miejscu, więc poszła tam sama, a tydzień później znaleziono ją martwą.

Panował duży upał i cieszyłem się w końcu, gdy zszedłem z ulicy na drogę leśną i mogłem schować się przed słońcem pod drzewami. Ten gęsty las sosnowy ciągnął się, aż do obiektu, który fotografowała Natalia. Po kilku minutach wyrósł przede mną szkielet. Budynek stał tak jak go zapamiętałem, gdy ostatni raz byłem tutaj około dwadzieścia lat temu. Parter był względnie ukończony, brakowało mu tylko okien i wykończenia wnętrza, pozostałe dwa piętra miały tylko słupy wspierające i prowizoryczne schody. Wszedłem po szerokich schodach do głównego wejścia i od razu odrzucił mnie trudny do opisania zapach z wnętrza. Przypomniałem sobie, że Natalia zrobiła tylko trzy zdjęcia wewnątrz, pewnie więcej nie dała rady zrobić. Zdjąłem koszulkę i przyłożyłem ją do twarzy, aby choć trochę lepiej mi się oddychało. Musiałem odganiać się od much, których była tutaj cała masa. Mijając schody na górne piętra przypomniałem sobie, że była tutaj też piwnica. Zacząłem oględziny pomieszczeń, które miały być pokojami dla wychowanków tego niedoszłego zakładu poprawczego. Na podłogach leżała masa potłuczonego szkła. Najwidoczniej było to nadal ciekawe miejsce dla młodzieży, aby sobie zapalić papierosa, wypić piwo i popisać sprayem po ścianie. W pomieszczeniu, z którego wylatywało najwięcej much znalazłem przyczynę tego całego smrodu. W koncie, wystawione na pełne słońce, leżało ciało sarny w stanie rozkładu. Nie wytrzymałem dłużej tego zapachu i wybiegłem przed budynek, o mało nie wymiotując po drodze.

Zmusiłem się, aby sprawdzić jeszcze piwnicę, do której schody były zaraz za pokojem z sarną. Szedłem szybko w tamtym kierunku, ale nie biegłem, żeby przypadkiem nie wywrócić się na kawałki szkła. Dotarłem do schodów. Trzymałem się ściany, bo schody nie miały poręczy. W piwnicy nie było ciemno, słońce wpadało do środka przez miejsca, w których miały się znaleźć okna piwniczne. Brakowało tutaj szkła na ziemi, jakby dzieciaki bały się tutaj zaglądać, smród z muchami też został na piętrze. Dopiero po chwili zauważyłem, że ściany były popisane bardzo drobnym białym pismem na czarnym tle. Ktoś poświęcił masę czasu, malując ścianę na czarno, po to, aby ją zapisać schludnym pismem, niemal wyjętym z zeszytów do kaligrafii. Próbowałem czytać teksty ze ścian, ale nie potrafiłem tego zrozumieć. Nie wiedziałem gdzie jest początek i czy to ma jakikolwiek sens. W tekstach często powtarzały się tematy religijne i polityczne. Czułem się, jakbym znalazł się w mózgu jakiegoś schizofrenika i czytał jego myśli. Napisy ciągnęły się przez całą piwnicę, gdzieniegdzie na podłodze były dziwne znaki, przypominające jakieś prehistoryczne symbole. Piwnica przywodziła na myśl prehistoryczną jaskinię, odwzorowaną przez człowieka XXI wieku.

W najdalej wysuniętym pomieszczeniu znalazłem stertę zwierzęcych kości i czaszek. W koncie stały dwie puszki po farbie, na nich dwa pędzle, jeden malarski, drugi malutki konturowy. Oprócz tego na ziemi leżały jakieś szmaty oraz kilka kartonów, które mogły służyć jakiemuś bezdomnemu za łóżko. Jeden z kartonów był czymś wypełniony, wahałem się, ale go otworzyłem. W środku były czerwone adidasy i spodnie, całe umazane ziemią i zwinięte w kulkę. Byłem przerażony, bo zawartość mogła należeć do Natalii. Wyjąłem telefon i zrobiłem zdjęcie zawartości pudełka. Ogarnęła mnie paranoja. Bałem się opuścić to pomieszczenie, nasłuchiwałem, czy ktoś nie nadchodzi, w okolicy mógł czaić się morderca. Postanowiłem przepchnąć się przez wnękę okienną, która znajdowała się dosyć wysoko. Ubrudziłem koszulkę, ale znalazłem się na zewnątrz. Rozejrzałem się we wszystkie strony i zacząłem biec, aby jak najszybciej oddalić się od tego miejsca.

Nie zgłosiłem tego policji, postanowiłem najpierw się upewnić. Kolejny raz zapukałem do drzwi ojca Natalii. Miałem nadzieję, że nigdzie nie poszedł, tylko nadal śpi na kanapie. Otworzył dopiero jak zacząłem walić pięściami w drzwi.

- Co się stało? – zapytał zaspany.

O mało bym go nie przewrócił wchodząc do mieszkania. Wyjąłem telefon i pokazałem mu zdjęcie. Spoglądał na telefon z nieobecną miną.

- Czy to jest ubranie Natalii?.

- To chyba jej buty…Gdzie…?.

To zdjęcie go otrzeźwiło, zaczął myśleć racjonalnie i chciał, abym go tam zaraz zabrał. Zacząłem mówić, że chciałbym zadzwonić po policję, ale nie chciał tego słuchać. Gdy ojciec Natalii ubierał się, włączyłem jeszcze raz aparat, aby dokładnie przyjrzeć się zdjęciom. Na ostatnim z nich był korytarz prowadzący w kierunku piwnicy. Kiedy zacząłem przybliżać zdjęcie, aby uzyskać wszystkie szczegóły, zrozumiałem, co ją tak przeraziło. Zobaczyłem, że w pomieszczeniu po lewej stał człowiek owinięty w jakieś szmaty, w niektórych miejscach poplamiony farbą, wyglądający jakby nie jadł od miesięcy. Długie włosy i broda dodawały mu lat, jednak nie mógł mieć więcej niż sześćdziesiąt.

Postanowiliśmy pojechać tam samochodem ojca Natalii. Nie wspomniałem mu nic o człowieku ze zdjęcia. Opowiedziałem mu tylko, co widziałem w piwnicy. Korzystając z sytuacji, zapytałem go, gdzie znaleziono ciało Natalii.

- W rzece, kilka kilometrów stąd. Myśliwi znaleźli ją na brzegu. Wtedy dużo padało i poziom wody był wysoki.

- Natalia nie mówiła panu nic na temat tego budynku?.

- Mów mi Grzegorz. Przez większość czasu chodziłem piany i mieszały mi się różne rzeczy. Nie zgłosiłem zaginięcia, bo nawet nie zwróciłem uwagi na to, że nie ma jej już od tygodnia. Dopiero policja otrzeźwiła mnie, mówiąc, że Natalia nie żyje. Od tego dnia staram się nie pić niczego mocniejszego od piwa, gdy tylko ją pochowam idę na odwyk i przysięgam na jej grób, że już nigdy więcej... Cholera, przepiłem śmierć swojej żony, a teraz córki. Jestem do niczego…- zobaczyłem łzy w jego oczach.

Grzegorz kazał zatrzymać się kawałek od budynku, aby nie dać się zauważyć.

- Może wezwiemy policję? - zapytałem ponownie.

- Nie teraz, potem zadzwonimy.

- Boję się, on może być uzbrojony.

- Mówię, że sobie poradzimy. Nie bez powodu awansowali mnie w policji na oficera.

 

W budynku wciąż unosił się okropny zapach padliny, ale ojciec Natalii nie przejął się tym zupełnie, tylko szedł w kierunku piwnicy. Przed schodami powiedział mi, żebym trzymał się jakieś dwa metry za nim i uważał, żeby nikt nie zaszedł nas od tyłu. Nie zauważyłem nawet kiedy w jego rękach pojawił się pokaźnej wielkości rewolwer. Powoli schodziliśmy, aby nie zaalarmować lokatora piwnicy. Bałem się idąc za Grzegorzem, może on zajmował się tym przez całe życie, ale dla mnie była to pierwszy raz. Grzegorz łapał się za głowę ze zdumienia, widząc napisy na ścianach.

- Ktokolwiek to napisał, jest chory umysłowo – skomentował.

- Zapisanie całej piwnicy zajęło mu pewnie kilka miesięcy, jak nie lat.

Piwnica okazała się pusta. Poszliśmy do pomieszczenia, w którym znalazłem ubranie, aby upewnić się, czy to rzeczy Natalii. Po dokładnych oględzinach, okazało się, że na spodniach były plamy wyglądające jak zaschnięta krew. W kieszeni był różaniec, który obydwaj rozpoznaliśmy. Natalia używała go do modlitwy, gdy dłużyła się jej jakaś droga.

- Może dużo piję i niektórych rzeczy nie pamiętam, ale to należało do mojej córki.

- Co robimy?

- Zaczekamy na niego.

- Może jednak zadzwonimy po policję, nie wiemy, z kim mamy do czynienia…

- Dobra, dzwoń. Ale ja na nich nie czekam.

Wybrałem numer alarmowy, jednak nie miałem połączenia. Zapomniałem, że byłem w piwnicy znajdującej się w środku lasu. Powiedziałem Grzegorzowi, że będę musiał iść trochę wyżej, aby zadzwonić.

- Dobra, tylko zachowuj się cicho, żeby nikogo nie spłoszyć.

Byłem na parterze, gdy usłyszałem, jak ktoś nadepnął na szkło w okolicach wejścia. Zdążyłem się schować w pomieszczeniu z rozkładającą się sarną. Włożyłem do ust chusteczkę i trzymałem palce na nosie, aby tylko nie zwymiotować. Muchy wyczuły intruza i zaczęły mnie oblegać, a ja nie mogłem robić żadnych nagłych ruchów. Ktoś szedł w kierunku piwnicy. Gdy kroki oddaliły się, odczekałem jeszcze chwilę i ruszyłem za nim. Miałem tylko nadzieję, że Grzegorz nie da się zaskoczyć. Ruszyłem schodami w dół, w piwnicy panowała kompletna cisza. Spojrzałem w korytarz ciągnący się przez cały budynek, ale nikogo tam nie zastałem.

Postanowiłem wracać na górę i to uratowało mi życie. Za moimi plecami wyrosła postać znana mi ze zdjęcia, z podniesionym nad głowę nożem. W ostatniej chwili zrobiłem unik. Szaleniec przejechał nożem po ścianie i od razu rzucił się za mną w pogoń. Biegłem z całych sił w kierunku ostatniego pomieszczenia, w którym czekał ojciec Natalii. Grzegorz musiał usłyszeć hałas i spojrzał na korytarz. Zadziałał szybko i zdecydowanie, wycelował w moim kierunku broń.

- Padnij! – krzyknął.

Gdy tylko dotknąłem ziemi, rozległ się donośny wystrzał. Spojrzałem za siebie. Szaleniec leżał na plecach metr ode mnie i łapał się za brzuch. Szybko wstałem i pobiegłem w kierunku ojca Natalii. Po jego twarzy widać było, że zachował zimną krew. Spokojnie podszedł do postrzelonego mordercy, który wył teraz, tarzając się po ziemi i próbując wstać. Grzegorz kolejny raz wystrzelił rewolwerem, tym razem trafiając go w krocze. Nie sądziłem, że ludzie potrafią wydawać z siebie takie zwierzęce odgłosy. Nim opadło echo poprzedniego strzału, rozległ się następny i jeszcze jeden. Ostatni strzał rozwalił mu czaszkę, rozmazując jego mózg na podłodze.

Gdy ojciec Natalii spojrzał na mnie, zobaczyłem jego oczy. Nie wiedziałem, kto miał bardziej obłąkany wzrok, on czy morderca. Przerażony wdrapałem się na najbliższą wnękę okienną i zacząłem biec z całych sił. Dopiero po dobiegnięciu do domu zauważyłem, że zdarłem sobie niemal do kości kolano.

W nocy obudziłem się z płaczem. Byłem cały zlany potem, jakbym wyszedł spod prysznica. Przez kilka chwil miałem nadzieję, że to był jeden wielki koszmar, jednak powoli docierało do mnie, że to zdarzyło się naprawdę. Następnego dnia przeczytałem w gazecie, o emerytowanym oficerze policji Grzegorzu R., który strzelił sobie w głowę we własnym mieszkaniu. Zostawił za sobą list, który doprowadził do mordercy jego córki.

Mordercą okazał się Dawid S., były wychowanek spalonego w latach siedemdziesiątych zakładu poprawczego. Niemal całe swoje życie spędził w instytucjach zamkniętych, a przez ostatnie dwa lata był poszukiwany z powodu ucieczki z psychiatryka. Od dziecka cierpiał na schizofrenię paranoidalną, która pchnęła go w końcu do zabójstwa. Nie wiem, co spowodowało, że 10 czerwca Natalia wróciła do tego budynku. Może chciała mu pomóc zanosząc jedzenie?. Wiem tylko tyle, że nie znalazła nikogo chętnego, żeby pójść tam z nią…

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania