Organista Geyersbach (monolog)

/Scena, rozstawione instrumenty muzyczne, muzycy właśnie wyszli, a może jeszcze nie zdążyli przyjść. Po prawej lub po lewej stronie drzwi, może jednak nie będzie żadnych drzwi. Wtedy kotara będzie markować drzwi.

Na scenie pojawia się postać mężczyzny w stroju z XXI wieku lub z jakiegokolwiek wieku. W tej chwili to nie ma jeszcze żadnego znaczenia...Może za kilka minut pojawi się jakieś znaczenie, związki pomiędzy postaciami, przenikanie się figur geometrycznych, dźwięków i postaci....A może zupełnie nic? Zawsze warto spróbować!

Mężczyzna (jakby do siebie) : Zawsze warto spróbować..., może pojawią się jakieś kształty, dźwięki i figury....(milczenie)

/Nasz bohater na chwilę znika. Wreszcie powraca na scenę, z pewnym trudem pcha ciężki staroświecki fotel. Może to być np. zwykły leżak, jeżeli nie znajdzie się staroświecki fotel z rzeźbionym, drewnianym oparciem, miękki i głęboki, w którym można się zatopić w zadumie....

Mężczyzna ( do siebie): Leżak? W żadnym wypadku! Tylko stary, piękny fotel.... /przesuwa fotel nieco dalej, dokładnie na środek sceny/

Mężczyzna: Muzycy dokądś poszli..., ale jeszcze powrócą, (mówi ściszonym głosem) .oni są niedaleko....za ścianą...a może tuż obok, ale za chwilę powrócą

(w stronę publiczności)

Teraz jestem aktorem i coś specjalnie dla was zagram. Może też zatańczę i zaśpiewam....W sztuce wystąpi tylko jeden aktor..., chociaż postaci może być znacznie więcej....A może tylko dwaj.. tzw. bohaterowie i tłum milczących obserwatorów- statystów? Zobaczymy...

(znów gdzieś znika. Po krótkiej nieobecności wnosi duże lustro)

Mężczyzna (teraz już główny aktor):

Jestem główną postacią w tej sztuce..., a sztukę tę wyczarowuję w każdej chwili od nowa, od nowa i wciąż inaczej....

/Lustro stawia tuż przed fotelem, ale pod pewnym kątem, tak żeby widzowie mogli dostrzec odbicie postaci aktora w zwierciadle. Z kuferka ewentualnie walizki, wyjmuje czarną pelerynę lub płaszcz z epoki. Teraz bierze pierwszą perukę, nieco zniecierpliwiony zdejmuje ją i rzuca na podłogę. Przymierza kolejną perukę. Czyni to samo. Dwie pierwsze peruki zupełnie w stylu XVIII wieku -pudrowane i z harcapem. Wyjmuje trzecią perukę. Ta jest nieco lepsza, bardziej przypomina peruki, jakie nosili Johann Sebastian Bach, Georg Friedrich Haendel, Jean Baptiste Colbert czy Ludwik XIV- a więc peruki starsze o mniej więcej sto lat. Zakłada właśnie taką perukę/

Aktor: (wyraźnie zadowolony z siebie):

/ spaceruje po scenie, Robi kilka kroków do przodu i wstecz/

Aktor: (wyjmuje świecznik, zapałką zapala jedną, drugą, trzecią świecę...następnie gasi świece- może te świece zdmuchnąć, może też wykorzystać prosty przyrząd do gaszenia świec/

(trochę rozczarowany)

Kolacja przy świecach, czytanie poezji przy świecach, flirt przy świecach... ale to banał..., to łatwe...zbyt łatwe

/za jego plecami zapala się lampa elektryczna. Światło bardzo słabe, trochę przypomina blask świec w półmroku. Ciepłe światło w tajemniczym półmroku. Lustro, fotel, świecznik stojący na podłodze. Scena oświetlona jednak lampą elektryczną/

Aktor (nieco głośniej niż dotąd): Wszystkie rekwizyty skompletowane....niczego więcej nie potrzebujemy.

(po bardzo krótkiej pauzie)

Teraz naszej sztuce właściwy tytuł nadamy....

( bierze kartkę o formacie A4. Usiłuje przeczytać zapisany na niej tekst)

Aktor: (uroczyście, a może tylko nieco bardziej uroczystym głosem):

Tytuł? Może Kolacja z Janem Sebastianem Bachem? ( rozczarowany): Nie... (ożywiony) a może Kolacja na cztery ręce?

(Znów rozczarowany): Ach nie, ach nie....to już grano...dawno temu (do publiczności) Zagrano to wielokroć i za każdym razem coraz lepiej to grali....

(lekko poirytowany rzuca kartkę na stół)

Aktor (zwraca się do publiczności) : No dobrze, tytuł możecie sami sobie wymyślić....Przyjmę każdy zaproponowany przez was tytuł tej sztuki

(po chwili podnosi ze stołu kolejną kartkę formatu A4. Głośno czyta)

Aktor: scena pierwsza. Żadnych kolejnych aktów nie będzie..., zapewniam was, że to nie jest akt pierwszy...Ot tak po prostu jakaś scena.... scena, która akurat musi być pierwsza

(Podchodzi do lustra)

Powiedzmy, że jest rok tysiąc siedemset, tysiąc siedemset....Nieważne który, gdzieś w pierwszej połowie XVIII wieku.... Ale gdzie?

(mówi dalej)

Gdzieś w Saksonii. W jednym z niewielkich miast, gdzie główne ulice dochodzą do rynku. Rynek ze wszystkich stron otaczają mieszczańskie kamienice. Na parterze kamienic znajdziecie niewielkie sklepy, czasami kolonialne magazyny, w których kupowano korzenne przyprawy, tytoń, nieco rzadziej kawę.....

(nieco rozweselony nuci fragment Kantaty o kawie Jana Sebastiana Bacha)

"Wie süß schmeckt der Kaffee" ( "Jak rozkosznie smakuje słodka kawa")

(tak jakby głośno myślał)

Tak, ale kawa była wtedy zakazana....Wyobraźcie sobie, że kawa była w owych czasach zakazana w Saksonii (po krótkiej pauzie) Mówiono, że kawa może szaleństwo sprowadzić na nierozważnego człowieka...., tak nierozważnego człowieka, który odważył się pić tę koszmarną miksturę....

(aktor kontynuuje swoją opowieść)

Ale fajeczkę można było w domu lub w wesołej kompanii zapalić....

/Aktor spod stołu wyciąga przedmiot, który przypomina zrobioną z tworzywa sztucznego szpadę, a może kopię polskiej szabli)

Aktor: zapomniałem wam pokazać jeszcze jeden rekwizyt. Mam również ten przedmiot. Przecież jestem człowiekiem z tamtej epoki, szpadę muszę nosić u boku....

(patrząc w lustro podnosi szpadę, wykonuje gwałtowne ruchy we wszystkie strony, tak jakby walczył z grupą przeciwników)

Aktor (patrząc w lustro, szpada wycelowana w sam środek lustra- jakby w serce własnego odbicia w zwierciadle)

Nazywał się Geyersbach, tak po prostu Geyersbach (po krótkim milczeniu): było to w roku.....było to w mieście.......no tak, w jakim mieście? Nieważne! Gdzieś w Saksonii, gdzie miasta miały swój matematycznie uporządkowany kształt. Rynki były kwadratowe, z każdej strony odchodziły trzy ulice. Niedaleko stała szacowna katedra. A w katedrze zazwyczaj grano na organach.....(krótka przerwa)

(aktor jakby wybudzony z krótkiego snu. Mówiąc to patrzy w lustro, tak jakby jego odbicie było inną, kompletnie obcą osobą)

Byłem organistą. Na własnych nogach wędrowałem od miasta do miasta. Słuchałem wielkich mistrzów, czasami ich naśladowałem. W gospodach sypiałem na marnym skrawku słomy..., czasem pod gołym niebem, jeśli noc była ciepła i niebo bezchmurne. W Eisenach kalikowałem, w Arnstadt.....Ale nie chcę was zanudzać!

W każdym razie zostałem organistą!

(z gorzkim uśmiechem)

Mylicie się, to nie fragment życiorysu Jana Sebastiana Bacha. Nasz nowy bohater nazywał się Geyersbach. Zapamiętajcie: Geyersbach! Organista Geyersbach.

 

/ mały powrót do XXI wieku, do 2017 roku. Ten fragment można ewentualnie wykreślić)

Aktor (zwraca się do publiczności): Zapamiętajcie to nazwisko: Geyersbach! Nie, nie! Spokojnie! Nie szukajcie w sieci jego biografii...zapewne uproszczonej lub fałszywej...

Aktor: Wybaczcie tę małą dygresję. Może nie była konieczna? Wracając do naszej opowieści:

Geyersbach wędrował. Sypiał byle gdzie, czasem w stajni na wiązce siana czy słomy. Jakaś litościwa karczmarka postawiła przed nim dzban piwa czy słabego wina, dostał pajdę chleba, kawał mięsiwa....Wędrował dalej. Grał na organach, a w młodości kalikował....

Dotarł do miasta......(aktor udaje sposób poruszania się niezwykle strudzonego wędrowca).

Wtedy już grał na organach. Grywał w wielkie święta. Boże Narodzenie, Wielkanoc- to były jego żniwa... Powietrze sprężone, powietrze ujarzmione, z wielką furią przepływało przez setki piszczałek, a on zasłuchany we własną grę na chwilę zamykał oczy.... Czuł, że jest tam, że jakaś siła unosi go wysoko poprzez górskie grzbiety chmur...ku niebiosom, których nazwać nie potrafił....

/ Aktor oddala się na chwilę od lustra, wykonuje półobrót. Znów zwraca się w stronę lustra/

Aktor (tak jakby sam Geyersbach z goryczą sam mówił do siebie):

Głupcze, głupcze ....wzruszałeś się jak sztubak.....

(po krótkie przerwie)

Aktor: A może nasz bohater był po prostu kiepskim grajkiem, o którym przez przypadek jeszcze nie zapomnieliśmy? W każdym razie po raz pierwszy został głównym bohaterem....Zazwyczaj wspominano tylko jedną scenkę, dzięki której przeszedł do tzw. historii

(po chwili)

Aktor: Chętnie zrekonstruuje tę scenkę.

Było to mnie więcej tak. Oni się wreszcie spotkali, chociaż nie musieli. Tylko ich ze sobą nie pomylcie.... Spotkali się w kościele Bach i Geyersbach....Ten ostatni miał zagrać mały fragment na organach....Co to miało być? Może Oratorium Bożonarodzeniowe?

Aktor: to będzie cytat. Będę mówił słowami Jana Sebastiana:

Cytat:

Aktor (jako Jan Sebastian Bach mówi patrząc w lustro, tak jakby swoje słowa kierował do Geyersbacha, którego postać symbolizuje odbicie w lustrze):

" Kanalia, kanalia, nie ma z nim żadnej rozmowy. Ja mu mówiłem, że nic do niego nie mam, ale nie mogę ścierpieć jego gry na organach. I było jeszcze gorzej! To ja mu powiedziałem, że mógłby zostać piekarzem albo szewcem. Jak to usłyszał, to się jeszcze bardziej uniósł i zaczął krzyczeć... To ja do niego (……………………………) i zrzuciłem go z empory"

Aktor ( tym razem jako neutralny narrator lub Geyersbach):

Powiedział, a właściwie ryknął : " ty kundlu!!!!" " Geyersbach, ty kundlu!" Tak, musicie wiedzieć, że Jan Sebastian bywał bardzo gwałtowny i brutalny....dla uczniów, chórzystów, organistów....włóczęgów, żebraków, panien służących, pachołków miejskich itd.

Aktor (tym razem jako rzekomy drugi rozmówca): ale cenił piekarzy, szewców, piwowarów (tu można zabawić się w swoistą wyliczankę kolejnych zawodów, może nawet wstawić kilka rymów. Ale to nie jest konieczne)

Aktor (jako neutralny narrator): Co nam jeszcze zostało do opowiedzenia? Czyżby to już wszystko? Aha, został nam jeszcze pewien pojedynek. Pojedynek, którego w ogóle nie było.

Aktor- narrator (tak jakby czytał didaskalia) : Sceneria miejska, noc, ciemność, wąskie uliczki, rynsztoki, pusto. Z tawerny wraca wesołe towarzystwo. W ciemności słyszał tylko głosy, nie widział postaci.

Aktor-Geyersbach: przywarłem do ściany. Chciałem tylko powiedzieć, że....Nawet nie bardzo wiedziałem, co chcę powiedzieć....Byli coraz bliżej. Dostrzegłem znajomą postać, już słyszałem jego głos.

Aktor - narrator (ten sam człowiek, który wykonuje półobrót, w ten sposób staje się inną postacią): Geyersbach dobył szpady. W słabym świetle zagrodził drogę Janowi Sebastianowi. Stał z podniesioną szpadą. Poruszał nią w dół i w górę. Szpada wyglądała jak wykrzyknik postawiony na końcu nigdy niewypowiedzianego zdania...

Aktor-Geyersbach: On też dobył szpady. Później pisano, że walczyliśmy ze sobą zażarcie, a on miał mi rzekomo podziurawić kamizelkę....i zerwać perukę....Ale tak nie było!

Aktor- narrator: Powiedzmy, że Geyersbach stał z podniesioną szpadą. Nawet nie zauważył, kiedy oddaliło się wesołe towarzystwo....On tak stał i stał, nie mogąc się poruszyć... I co dalej? Wyobraźcie sobie, że odszedł i więcej nie powrócił do historii...

Aktor (po krótkiej przerwie. Zdejmuje perukę, zrzuca pelerynę, odwraca lustro): Opowieść skończona, niczego już nie zmienimy. Tylko tak o tej sprawie można było opowiedzieć. Panu Geyersbachowi serdecznie dziękujemy (szpadę kładzie pod stołem).

Aktor (do publiczności): Zapewne chcielibyście wiedzieć, o czym to było? Dlaczego opowiedziałem wam tę historyjkę? Szczerze mówiąc nie wiem! Na to pytanie nie szukajcie już odpowiedzi...

(wykonuje głęboki ukłon, tak głęboki jak czynią to wirtuozi po skończonym koncercie)

Aktor (zbiera swoje rzeczy i wychodzi na zaplecze, na chwilę jednak powraca)

Do publiczności: (……….)

/ może powiedzieć cokolwiek…..lub nic…/

------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tekst napisany w nawiązaniu do dramatów Paula Barza " Kolacja na cztery ręce" oraz "Amadeusz" Petera Shaffera (film Milośa Formana z 1984 r.)

W rzeczywistości był to chórzysta Geyersbach, którego J.S. Bach nazwał kundlem...

Pozornie nic tak się nie wydarzyło...., a sam pojedynek panów, którzy przypadkowo spotkali się w jakimś zaułku Starego Miasta w Lipsku, okazał się zupełną farsą...

A jednak mamy coś istotnego - wielcy ludzie często bywają toksyczni, niszczą tych, których spotykają na drodze swego życia...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Moews godzinę temu

    Vide: dramat poetycki Aleksandra Puszkina " Mozart i Salieri" lub krótką powieść Gustava Moerickego " Mozart w podróży do Pragi" ; z nieco innego wymiaru: mamy też opowiadanie Icchaka B. Singera " Przyjaciel Kafki". Kafka jako człowiek wrażliwy i łagodny z jednej strony, z drugiej strony wywiera tak przemożny wpływ na swoich przyjaciół, że stają się oni czymś w rodzaju jego kopii lub "klonów"

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania