Orkana

Idę sam.

Znam to miejsce.

Długa ścieżka wije się na pobliskich wzgórzach. Wysokie zbocza, ale nie klify, gołe skały i porośnięte trawami zbocza delikatnie wchodzą w tafle wody. Nie ma fal, słońce świeci mi w plecy. Rozglądam się, poza mną nie ma więcej turystów. Rozmawiam przez telefon. Nie wiem czemu Cię nie ma, ale byliśmy kiedyś tu razem. Śmiejemy się. Przerywam, opisuje Ci co widzę.

 

Po lewej stronie, trzy wielkie płaszczki majestatycznie płyną oddalając się ode mnie. Do samej wody mam spory kawałek. Nie wiem jak to możliwe, że widzę je tak wyraźnie. Ich brązowe ciała mocno kontrastują z jasnoniebieską wodą. Płyną powoli, dostojnie. Ich ogony wiją się to w prawo to w lewo. Nagle robi się znacznie ciemniej, obracam się. Wieloryb bardzo powoli przeskakuje nad półwyspem. Przelatując nade mną, macha białymi płetwami. Woda, która z niego spływa ochlapuje mnie. Jest ciepła, stoję w miejscu, oglądam spektakl przygotowany specjalnie dla mnie. Ani on ani ja nie widzimy w tym nic dziwnego. Kilka szarych delfinów już w szybszym tempie przeskakuje w ślad za wielorybem.

 

Obracasz się, a ja się budzę. Już nie zasnę, biorę telefon. Po chwili budzisz się i Ty. Co tam? Opowiadam Ci gdzie byłem. Nawet zrobiłem parę zdjęć, patrz.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania