[O-S] Gdyby można było

Gdyby można było umrzeć i żyć...

 

https://www.youtube.com/watch?v=pqEslALvVC0

 

___________________________________________________________________________________

 

Dziewczyna otarła samotne łzy i spojrzała na list, który trzymała od dłuższego czasu. Walczyła ze sobą – chociaż tak bardzo pragnęła przeczytać ostatnie słowa zmarłej, to jednak bała się, że to wszystko ją pokona i upadnie.

Mężczyzna siedzący naprzeciwko, uśmiechnął się ze współczuciem widocznym w orzechowych oczach.

– Znaleźliśmy to w jej rzeczach osobistych, które miała przy sobie w dniu śmierci. Czy chciałaby pani trochę czasu, aby odczytać treść listu?

Pociągnęła nosem, czując narastający ucisk w klatce piersiowej.

– Ja… tak. – Spojrzała na policjanta z wahaniem. – Czy, wie pan, umierała długo?

Ledwo dostrzegalnie pokręcił głową. Odetchnęła i obróciła kopertę, rozpoznając na drugiej stronie eleganckie, ale nieco koślawe pismo.

– Będę za ścianą, jeśli będzie pani czegoś potrzebować. – Wstał i otworzył drzwi pokoju przesłuchań. – Proszę się nie śpieszyć.

Atramentowe drogi łączyły się w trzy słowa i kończyły wielokropkiem. Tak jak wiele rzeczy w ich życiu – coś się urywało, a coś się zaczynało. Dłonie Anny drżały, gdy wreszcie chwyciła białe, gęsto zapisane kartki.

– Gdyby można było… – powtórzyła, odczytując tytuł. Miała nadzieję, że dzięki temu po raz ostatni usłyszy tak charakterystyczny i miły uchu głos. Nabrała powietrza i powoli zatopiła się w pierwsze linijki tekstu. – Gdyby można było kochać wszystkimi językami, to bylibyśmy bogaci w miłość całego świata, ale nie mielibyśmy nic. Bo chociaż kochamy wiele osób w naszym życiu, to kochamy tylko raz, aż do śmierci. Długo zastanawiałam się jak osiągnąć wszystko – od rzeczy najprostszych, z pozoru błahych, aż po te najważniejsze. Całe życie pędzimy w poszukiwaniu szczęścia i chociaż nigdy nie jesteśmy pewni, czy je osiągniemy, to zrobimy wszystko, aby tak właśnie się stało. Poświęcamy kariery, pieniądze, władze, człowieczeństwo. Mała pogoń staje się głodnym i niezaspokojonym systemem, w którym dostrzegamy, że brakuje nam już nie tylko szczęścia, ale tego, co poświęciliśmy, aby go uzyskać. Wpadamy w błędne koło, które w końcu nas pochłania. Kołowrotek kręci się bez końca – z czegoś co z początku było zabawą, wpadamy w coś co jest grą o życie.

Gdyby można było żyć wolnością całkowitą, to bylibyśmy szczęśliwi, ale wszystko wygląda pięknie, gdy tego nie mamy. Niczym jabłko wiszące na drzewie – z jednej strony czerwone, ale gdy się zbliżymy i je zerwiemy, to z drugiej strony dostrzeżemy zgniliznę. Przez całe życie sądziłam, że jestem wolna, mogąc decydować i wybierać to, co w moim mniemaniu było dla mnie najlepsze. Jednak każda z decyzji była czymś uwarunkowana. Nawet wtedy, gdy razem zamieszkałyśmy, chociaż podjęłyśmy decyzję o tym wspólnie, to kierowałyśmy się kosztami dojazdu i ulokowaniem w centrum. I chociaż twierdziłyśmy, że to jest to najlepsze i wymarzone lokum, bo byłyśmy w nim razem, to jednak każda z nas w duchu marzyła o czymś innym. I gdybyśmy mogły podjąć decyzję o przeprowadzce w miejsce, które by nas prawdziwie uszczęśliwiło, to nagle okazałoby się, że nie zdążymy do pracy, a do sklepu mamy ponad godzinę jazdy, a nawet więcej, gdy utknęłybyśmy w korkach.

Gdyby można było słuchać wszystkich, to każdy problem zostałby rozwiązany. Jednak ilu z nas tylko słyszy, uważając przez całe życie, że słuchali i rozumieli. Tyle osób mówiło, że mam nie brać, bo to zniszczy moje życie i wcale mnie nie uszczęśliwi. Kolejne tyle mówiło, że mundur nie jest czymś, co przynosi zadowolenie, a pomaganie ludziom jest ucieczką od własnych problemów. Chcemy naprawić cały świat, chociaż nie jesteśmy w stanie pomóc samym sobie. I chociaż słyszałam każde słowo, również Twoje, gdy wspominałaś, że nawet nie masz pojęcia, czy wrócę żywa następnego dnia, to uszy miałam zamknięte na prawdziwe słuchanie. To wszystko sprowadziło się do tego konkretnego dnia. Bo każde ważne słowo i życiowa prawda gdzieś na nas czekają, nawet jeśli nie przyjmujemy jej do wiadomości. I w końcu upomną się o swoje, co stało się i w tym przypadku.

Gdyby można było być prawdziwie sobą, to nie musielibyśmy mówić o tym, że powinniśmy tacy być. Odgrywamy zbyt wiele ról, które w końcu zagłuszają to, kim chcielibyśmy się stać. Nawet jeśli się tak nie dzieje, to upadamy w hierarchii i znajdujemy się na marginesie. Prawdziwe pragnienia znajdują wyraz we frazesach powtarzanych przez niezliczone masy – powiedzenia w końcu zostają uznawane za mądrość i radę, którą każdy powinien wziąć do siebie. Znajdują się tacy, którzy uważają, że są prawdziwie sobą i osiągnęli w życiu wszystko, czego chcieli. Jednak czy są szczęśliwi?

I wreszcie gdyby można było znaleźć kogoś takiego jak Ty bez wad i przywar. Czy idealne, wymarzone połówki zapewniłyby nam szczęście? Zbyt wiele czasu spędziłam, próbując dopasować rzeczywistość do własnych wymagań – nie dostrzegłam przy tym prawdziwego skarbu i szczęścia, które pozornie nie kryje się w bogactwie, dobrych radach, czy spełnionych marzeniach. Kryło się za zwyczajnym spojrzeniem szarych oczu, za bałaganiarstwem, nieumiejętnością odpuszczenia w kłótni, życiem od pierwszego dnia miesiąca do następnego… Gdy mamy kogoś takiego jak Ty i postaramy się w tym wszystkim znaleźć rozwiązanie, to dopiero wtedy ukazuje się najprawdziwsza z prawd – szczęście leży w zwykłym szarym życiu i umiejętnością cieszenia się małymi rzeczami. Polega na byciu z kimś, przy kim nie musimy udawać, chociaż tego wymaga od nas cały świat. Nie polega na ideach, które pozornie mają nam pomóc upiększyć świat – są one nic warte w zetknięciu z pogonią za szczęściem.

Gdyby można było nie być, ale wciąż istnieć gdzieś w niematerialnym świecie, wśród żywych istot, to zapytałabym Cię…

Ania urwała i zakryła usta. Bezwiedny szloch wydobył się na zewnątrz, odbijając się od czterech ścian i powrócił, zalewając dziewczynę ogromem własnej rozpaczy i bólu.

– To zapytałabym Cię – powtórzyła roztrzęsionym głosem. – Czy jesteś szczęśliwa?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    No, naprawdę dobry tekst. Śmierć oraz ostatnia wola, czyli list, który zadaje ważne pytania i daje równie ważne odpowiedzi. Pogoń za szczęściem to zaprawdę sens życia, tylko czym to szczęście jest i jaki koszt trzeba ponieść, by je osiągnąć...? I czy ono w ogóle jest osiągalne?
    Pozdrawiam
  • Liv12365 2 miesiące temu
    No właśnie. Wszystko zależy od tego ile ktoś jest gotów za to szczęście zapłacić, czymkolwiek ono jest.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam również ;)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „poświęciliśmy, aby go uzyskać.”
    Aby je

    Cała ta interpretacja zależy od tego, w jaki sposób autorka listu zakończyła życie. Śmiercią gwałtowną niechcianą, czy chcianą, czy w wyniku intensywnej choroby, ale jednak nie gwałtownie.

    Jeśli gwałtownie niechcianą, to ten list jest wielkim manifestem woli życia, wyznaniem miłości i deklaracją, że jest szczęśliwa mając Annę za przyjaciółkę i towarzyszkę życia. List napisany w chwili cieszenia się życiem i snucia planów na przyszłość i nadzieją na jeszcze lepsze jutro. Niestety, plany te ucina gwałtowna śmierć (wypadek)
    Jeśli gwałtowną i chcianą (samobójtwo) to list jest wyrazem skrajnego egoizmu, wielkiej złośliwości a może nawet sadyzmu, bo z perwersyjną przyjemnością zabiera życie zarówno własne, jak i rzekomo ukochanej Anny. Po tak wbitej szpili, Annie będzie wyjątkowo trudno się pozbierać, można nawet tak trudno, że mimo iż pozostanie żywa, to jednak martwa. List mówiący: mam dość, odchodzę z tego świata, bo mi się nie podoba (ironicznie pokazując, ze jest wspaniały), a Ty Aniu spróbuj sama znaleźć szczęście. Nie umiesz. O szkooooda.
    I po trzecie, jeśli śmierć autorki nastąpiła w wyniku gwałtownej choroby, która jednak trochę trwała, list jest bardzo smutny, refleksyjny, odarty ze złudzenia i nadziei. Zostawia pogrążoną w smutku Annę z wyznaniem, by się jednak nie martwiła tak do końca, bo może gdzieś tam jest jakiś równoległy świat w którym kiedyś się spotkają, w okolicznościach nieco lepszych, sprzyjających, gdzie głupie choróbsko nie przerwie dobrze zapowiadającego się życia.

    Trzy warianty, trzy intepretacje. Która najlepsza? Która prawdziwa?
  • Liv12365 2 miesiące temu
    I o to jest pytanie :) Trzy drogi. Którą wybierzemy?
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Liv12365 - jak było w piosence Taty Kazika "Wśród tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle".
    Ale czy tutaj faktycznie coś wybierzemy? Nie za bardzo - z trzech dróg o których wspomniałem wypadku i choroby nie da się wybrać, to się dzieje poza naszą kontrolą. Samobójstwo można wybrać, choć można się zastanawiać na ile jest to wybor w pełni świadomy i racjonalny a na ile zaciemniony bólem i rozpaczą.

    Wybrać można tylko, czy ktoś się ze mna zgadza w tej interpretacji czy nie, bo ma jeszcze czwarty, piąty i szósty wariant?
  • Liv12365 2 miesiące temu
    Bajkopisarz Jeśli patrzysz na to z tej strony, to owszem - ciężko wybrać, powiedzmy, "sposób śmierci".
    Bardziej chodziło mi o to, że każda z interpretacji, którą przedstawiłeś wpasowuje się do jednej konkretnej sytuacji, co pokazuje trzy różne patrzenia na świat. I bez śmierci możemy odnosić się do rzeczywistości bardzo podobnie - chociażby adresatka listu.
    O to mi chodziło - nie ma jednej dobrej odpowiedzi, bo tak naprawdę jak my przeżyjemy i za co uważamy życie i jak do niego podchodzimy - zależy tylko i wyłącznie od nas.

    Kostka wyrzucona na liczbie sześć dla jednych będzie szóstką, a dla innych dziewiątką.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania