ostatni przekwitaniec
jego przekrwione oczy
wtopione w galaretę mary
fermentowały jak szerszeń
którego nosił na dnie rzeki
co nigdy nie wylewa
za kołnierz
prawie czarny od myśli
a propos suki Atropos
to było tak
w alkoholowym lesie
podlaniec drze się
przewraca
szerszeń ulatuje zeń
potem błotny bluzg
chlust chlust
gryzie sutki gdy przecina
spada
nitka ślina
Komentarze (15)
Tak mnie naszło bo rok temu zmarł sąsiad mój, alkoholik, młody. Ale to nie.o nim. Ogólnie raczej
więc tak
Co za czuby tu oceniają???
Trudne to.
Ale także surrealistyczne, inspirujące i zaskakujące to. 5, pozdrawiam :-)
Dziękuję za.komentarzee
Szczerze mówiąc, to nie wysiliłeś tym razem... lenistwo czy przeświadczenie, że wszystko pochwalą?
nie wysiliłeś się - korekta
Nie wiem.nic obecnie
Kolejny, turpistyczny wiersz. Nic w nim z surrealizmu. Czysty, brutalny realizm. Myślałem że turpizm się skończył ale tu na opowi jakby trwał neo (jak się zorientowałem ten nurt rozlał się na kilka innych portali - również na prozę) . Trochę szkoda. Czy mam o to żal? Nie. Gdzieś musi się wylać wszechobecna frustracja. Szerszeń który się budzi w w zapijaczonym ciele to ciekawie przetworzona metafora; podobnie jak kołnierz brudny od jeszcze bardziej brudnych myśli. Mimo że wiersz biały - to jednak Atropos - z dużej litery.
Zmieniłem na dużą. Dzięki
wysiliłeś. 5
Dzięki
Poza tym: "wtopione w galaretę jogurtowej mary
fermentowały jak szerszeń", podobuje się mienia. A to co wkleiłam się nie podobuje. I nie potrafię uzasadnić za bardzo :). Może trochę o jeden stopień za odjechane... No nie wim.
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania