Ostatni raz
Większość moich dobrych wspomnień jest utożsamiona z latem.
Z ładną pogodą, z ciepłym powietrzem.
We wspomnieniach czy to dziecięcych zabaw, czy nastoletnich naćpanych eskapadach, widzę zawsze oślepiające ciepłe światło które otaczało twarze moich przyjaciół na parkingu za basenem, gdy siedzieli na krawężniku.
Czy nawet dziecięce chwile na polnej drodze do domu babci na wsi czy pod wielkim drzewem w ogrodzie moich chrzestnych. Gdzie to samo światło mrugało między listkami na wietrze.
Świeży groszek w ich ogrodzie. Świeże poziomki, czereśnie. I ten beztroski czas bez zmartwień. Chyba wszyscy mamy wspomnienia zapachów starych mebli czy dotyku pierzyny.
To są chwile, które chciałoby się żeby trwały wiecznie.
Ale któregoś lata byłem tam ostatni raz.
Teraz te wspomnienia wywołują u mnie poczucie straty. Każde z nich wydaje się teraz pożegnaniem. Za każdym razem kiedy wspominam jakaś ciepłą chwilę i to bursztynowe światło, zdaje sobie sprawę, że właśnie to był ostatni raz.
Przyszła zima i podrosłem o rok. Mogłem już zostać sam w domu, kiedy rodziców nie było.
Ojciec po zawale nie wrócił do pracy. Pokłócił się z rodziną na wsi i już tam nie pojechał.
A ja nie wróciłem na wieś. Stałem się nastolatkiem i miałem ważniejsze rzeczy do roboty. Nie wiedząc, co tracę, wpadłem w wir pierwszych miłości i pierwszych imprez.
Dzisiaj jako ojciec, zdaje sobie sprawę, że kiedy lato się kończy, to po zimie moje dzieci już nie będą takie same. Minie lingwistyczna ciamajdowatość mojego pięciolatka. Piętnastolatek już wejdzie w liceum i zacznie dorastać razem z otoczeniem.
I tak strasznie się boję utraty tego co mija. Już raz przez to przechodziłem, kiedy mój starszy syn przestał chodzić ze mną na nasze spacery na rzekę.
To tak strasznie boli.
Nie od razu, ale przychodzi dzień że siadasz na ławce, na której kiedyś wycierałeś rączki z czekolady małemu brzdącowi. Siadasz sam, już bez towarzysza wypraw do parku. Bo już nie będzie następnej przygody w lesie. Już nie zapyta, jak żabka oddycha pod wodą.
Skończy się ten czas.
Tak bardzo się boję, że nie zrobiłem wszystkiego co mogłem. Że zmarnowałem jakąś chwilę. Że przepadło jakieś wspomnienie.
Teraz, kiedy jeszcze mój młodszy synek przewraca się i sam się z siebie śmieje to boje się że to ostatni raz.
Bo czas nie czeka.
Nie ma powtórek z tych chwil, z tych uśmiechów.
A próbując je uchwycić, czuję się, jakbym żył wspomnieniami jeszcze zanim się wydarzą.
Komentarze (2)
Czy to strach przed utratą kontroli? Moja nieproszona rada — puść, patrz. Pomóż, tylko, gdy trzeba.
Pozdrawiam i życzę pięknych początków.
I dziękuję.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania