[ostatnia scena powieści bez tytułu]
Obrócił się, a jego wzrok padł na lekko poruszającą się toń lodowatej wody, która teraz zamilkła, przygarnąwszy pod swą powierzhcnię jeden ludzki żywot.
Gdy zaś spojrzał przed siebe, nie był już tym samym człowiekiem. Misternie pielęgnowane ideały - niczym włókna pajęczyny z blasku sierpowego księżyca - w tej chwili runęły. Lecz on nie drgnął nawet. Ni cień, ni wyraz grozy nie przeszedł po jego obliczu. Wszystkie łzy, które w sobie nosił, teraz płynęły dziekim(i) strumieniem(ami) nie z oczu, lecz z serca. Gdy i ono puste pozostało/do cna opustoszało, rozpadłszy się na szklane kawałki niczym domy jego marzeń, odwrócił się ponownie.
Wtem księżyc spojrzał nań niespokojnie. A świat milczał, gdy mężczyzna ruszył w stronę Moskwy…
Komentarze (1)
Dosłownie: Mademoiselle Maddie. 🙄
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania