Ostatnie chwile

Ocknąłem się w starej komórce. Obolały ledwo zdołałem się podnieść. Przez dziurawy dach do środka ciurkiem wlewała się woda. Mimo licznych prób nie potrafiłem otworzyć drzwi. Byłem bardzo osłabiony i co chwila robiło mi się słabo. Na posadzce stał stary drewniany stołek częściowo strawiony przez korniki. Był jednak wystarczająco mocny, bym mógł na niego usiąść. Z każdą chwilą czułem się coraz gorzej. Mroczki przed oczami, zawroty głowy się nasilały. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nagle usłyszałem czyjeś kroki na zewnątrz. Ostatkiem sił wstałem i opierając się o ścianę, podszedłem do drzwi. Wyjrzałem przez szparę, ale nikogo tam nie było. Jednak nadal słyszałem kroki. Wyjrzałem przez wszystkie możliwe dziury, ale na zewnątrz nic nie było. Wtedy zobaczyłem czerwoną plamę na mojej bluzce. Szybko ja podwinąłem i nie mogłem uwierzyć. Miałem paskudną ranę postrzałową na brzuchu. Przeraziłem się. Ranny miałem marne szanse przeżycia w tej komórce. Musiałem szybko zatamować krwawienie. Nie wiedziałem, ile czasu mi jeszcze zostało. Zdjąłem podkoszulek i obwinąłem wokół brzucha, mocno dociskając. Teraz mój czas wydłużył się choć trochę. Podszedłem do drzwi i jeszcze raz spróbowałem je otworzyć. Niestety bez skutku. Nagle usłyszałem, jak ktoś wali pięściami w tylną ścianę. Wszystkie były drewniane, wiec sforsowanie ich nie było dużym kłopotem. Deski powoli zaczęły ustępować i kilka z nich nadpękło. Nie było żadnej drogi ucieczki. Sylwetka spoglądająca na mnie przez szparę wyglądała przerażająco. Potworne sapanie przyprawiało mnie o lodowate dreszcze. Nie mogłem nic zrobić. Ranny byłem łatwym łupem. Poza tym podkoszulek już dawno przesiąkł krwią, więc mogłem tylko obstawiać czy zdąży mnie dopaść, czy może wcześniej się wykrwawię. Ściana w pewnej chwili ustąpiła. Ukazał mi się obraz jak z najgorszego koszmaru. Byłem już wtedy u kresy życia. Powoli czarną postać stojącą przede mną zaczęła spowijać mgła. Mimo że widziałem, iż jestem rozrywany na kawałki, to tego nie czułem. Krew lała się strumieniami, wnętrzności leżały wszędzie, a ja mimo to nie krzyczałem, tylko spokojnie zamknąłem oczy.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Zdzisław B. 10.11.2016
    Nie ma błędów, to na plus. Jednak, szczerze mówiąc, jeszcze dużo pracy przed Tobą, aby tekst stał się ciekawy dla czytelnika. Pisz, pamiętając że nawet najdalsza droga zaczyna się od pierwszego kroku. Każdy tak zaczynał. Powodzenia :)

    Moje uwagi::
    *zbyt dużo zbyt krótkich zdań, czyta się jak staccato. W opowiadaniu nie wygląda to dobrze. Wiele z tych zdań można połączyć
    *nikogo tam nie było (...)na zewnątrz nic nie było. Wyjrzałem (...) wyjrzałem (powtórzenia i zbyt blisko siebie)
    *Szybko ja; u kresy (literówki)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania