Nerwica to straszna choroba i nie wierzę w chwilowy lot Basi. Znamienne są słowa - wybacz mi.
Zawsze ja, mnie, mi. Dlaczego nie powiedziała - kocham cię. Dlatego, że w jej świecie nie ma innych ludzi.
Pięknie to opisałaś.
Tak się zastanawiam nad schematami szczęścia w naszych głowach.
Pokolenie pani Basi (tudzież ludzie pokroju pani Basi — nie łatkujmy) ma chyba wyryty wzorzec "spokojnej normalnej rodziny". Przy czym norma jest też ściśle określona. W ogóle życie pani Basi miało być ściśle określone i każde odstępstwo jest wobec niej po prostu nie fair. Miało być ciepło, a wieje, kot miał być do głaskania a leje (rym niezamierzony). Sąsiad miał sprzyjać, a cham zwykły. I wreszcie córka co miała być synem... i nie dość że nim jest, to jeszcze okazała się dewiantką (tak, nie sądzę by lepsze określenie powstało w głowie pani Basi).
Czy wierzę w przemianę (znów nieco bajkową) — tak i nie. Tzn. wierzę, że gdy upadł bastion sąsiedzki, bohaterka wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję. Z poczucia zagrożenia, zdrady. To reakcja obronna.
Ale jednocześnie jestem pewna że faktycznie żałuje tego co powiedziała. Choć w tym momencie ona sama tego żalu jeszcze nie rozumie. Basia w ten sposób chce wcisnąć "cofnij". "Przeproszę i wszystko będzie jak dawniej". Ale to dobre na start reakcji łańcuchowej (tak więc wierzę w początek przemiany). Dużo jeszcze przed panią Basią, ale myślę, że za jakiś czas (nie bez narzekania) sama otworzy okno na klatce.
"– Mówiłaś… – zwróciła się do Agnieszki – Mówiłaś, że mam kogoś poznać…?
– Weronikę. Jest moją dziewczyną, mamo.
– Ale jak… dziewczyną, przecież ty jesteś dziewczyną."
"– Kocham Weronikę. – Powtórzyła. Specjalnie, żeby zrobić Basi przykrość. – Zawsze podobały mi się kobiety. Też na początku tego nie rozumiałam i wiem, że to dla ciebie trudne, ale…
– Może to dla ciebie trudne. Dla mnie nic nie jest trudne, bo ja wiem, kogo wychowałam. Normalną, dobrą dziewczynę, która może mieć normalną, dobrą rodzinę."
Bardzo bardzo realistyczne... Świetne po prostu.
Zaś z sąsiadem wydaje mi się ciut za bardzo:
"– Pani Basiu – odzywa się wreszcie. – Przyszedłem tu dziś, bo od jakiegoś czasu podejrzewam, że wkradło się między nas nieporozumienie. I tak jakby właśnie to pani potwierdziła. Przywiozłem panią ze szpitala, czasami pani pomagam, i robię to świadomie. Ponieważ tak postępuje przyzwoity człowiek, kiedy widzi ofiarę losu."
Znaczy wszystko super oprócz tej "ofiary losu" jakoś nie wpisuje mi się to w "profil" sąsiada :D (wyobrażałam sobie, że powie "kiedy widzi słabszego" albo coś w ten deseń). Choć widziałam go oczami Basi, więc może tak jak ona nie dostrzegłam jego cech...
Podsumowując, cudownie wwiercający się w postaci tekst, wiarygodna wiwisekcja...
Świetnie mi się czytało.
Ogromnie się cieszę i bardzo dziękuję! Świetne obserwacje. Co do przemiany Basi - czuję podobnie jak Ty, że ta podyktowana słabością chwila może być pierwszym krokiem do czegoś dobrego. Co do sąsiada, to chyba racja, zmienię:) Dzięki jeszcze raz, bardzo doceniam wszystko, co napisałaś!
Skoro Basia z opowiadania ma swój pierwowzór w jakiejś prawdziwej Basi z Twojego otoczenia, to czy Agnieszka również istnieje? Ciekawi mnie, ile w tej historii jest dziennikarstwa, a ile fikcji.
Skrucha Basi jest dla mnie nieprzekonująca. Nie dlatego, że źle ją opisałaś, jest dobrze. Chyba po prostu ciężko mi wierzyć w to, że mocno dojrzały człowiek może się zmienić tak naprawdę, nie dlatego, że nagle boi się zostać sam. Poza tym uważam, że niektóre słowa są niewybaczalne, na przykład "żałuję, że cię urodziłam". Znam osobę, której matka tak mówiła. Gdybym miała czarną listę, ta pani byłaby wysoko w rankingu.
Mimo mojego potępienia głównej bohaterki, tekst dobrze mi się czytało. Prawie mogłabym tej Basi współczuć ;)
Istnieje Basia, która ma inaczej na imię, w pewnym sensie istnieje Agnieszka, istnieje sąsiad Robert oraz konsekwentnie zamykane okna na klatce. Ale w gruncie rzeczy to wszystko jest wymyślone na konstrukcji z kilku patyczków-faktów:) Fajnie, że dobrze się czytało!
Rozumiem, że trudno wybaczyć Basi i trudno uwierzyć, że może się zmienić. Ale ja jej tego życzę:)
Dzięki, Amnezjo!
Jesień2018↔Na pewno tekst nie jest jednoznaczny w swojej wymowie. Oczywiście stwierdzenie, iż sprawa otwartych okien, w jakiś sposób nawiązuje do całości tekstu,
jest bardzo przesadzone, ale zapewne znaczenie ma. Może za jakiś czas, nie będą jej przeszkadzać otwarte. Nawieje, inne, świeże spojrzenie?↔Pozdrawiam:)
Komentarze (8)
Zawsze ja, mnie, mi. Dlaczego nie powiedziała - kocham cię. Dlatego, że w jej świecie nie ma innych ludzi.
Pięknie to opisałaś.
Pokolenie pani Basi (tudzież ludzie pokroju pani Basi — nie łatkujmy) ma chyba wyryty wzorzec "spokojnej normalnej rodziny". Przy czym norma jest też ściśle określona. W ogóle życie pani Basi miało być ściśle określone i każde odstępstwo jest wobec niej po prostu nie fair. Miało być ciepło, a wieje, kot miał być do głaskania a leje (rym niezamierzony). Sąsiad miał sprzyjać, a cham zwykły. I wreszcie córka co miała być synem... i nie dość że nim jest, to jeszcze okazała się dewiantką (tak, nie sądzę by lepsze określenie powstało w głowie pani Basi).
Czy wierzę w przemianę (znów nieco bajkową) — tak i nie. Tzn. wierzę, że gdy upadł bastion sąsiedzki, bohaterka wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję. Z poczucia zagrożenia, zdrady. To reakcja obronna.
Ale jednocześnie jestem pewna że faktycznie żałuje tego co powiedziała. Choć w tym momencie ona sama tego żalu jeszcze nie rozumie. Basia w ten sposób chce wcisnąć "cofnij". "Przeproszę i wszystko będzie jak dawniej". Ale to dobre na start reakcji łańcuchowej (tak więc wierzę w początek przemiany). Dużo jeszcze przed panią Basią, ale myślę, że za jakiś czas (nie bez narzekania) sama otworzy okno na klatce.
"– Mówiłaś… – zwróciła się do Agnieszki – Mówiłaś, że mam kogoś poznać…?
– Weronikę. Jest moją dziewczyną, mamo.
– Ale jak… dziewczyną, przecież ty jesteś dziewczyną."
"– Kocham Weronikę. – Powtórzyła. Specjalnie, żeby zrobić Basi przykrość. – Zawsze podobały mi się kobiety. Też na początku tego nie rozumiałam i wiem, że to dla ciebie trudne, ale…
– Może to dla ciebie trudne. Dla mnie nic nie jest trudne, bo ja wiem, kogo wychowałam. Normalną, dobrą dziewczynę, która może mieć normalną, dobrą rodzinę."
Bardzo bardzo realistyczne... Świetne po prostu.
Zaś z sąsiadem wydaje mi się ciut za bardzo:
"– Pani Basiu – odzywa się wreszcie. – Przyszedłem tu dziś, bo od jakiegoś czasu podejrzewam, że wkradło się między nas nieporozumienie. I tak jakby właśnie to pani potwierdziła. Przywiozłem panią ze szpitala, czasami pani pomagam, i robię to świadomie. Ponieważ tak postępuje przyzwoity człowiek, kiedy widzi ofiarę losu."
Znaczy wszystko super oprócz tej "ofiary losu" jakoś nie wpisuje mi się to w "profil" sąsiada :D (wyobrażałam sobie, że powie "kiedy widzi słabszego" albo coś w ten deseń). Choć widziałam go oczami Basi, więc może tak jak ona nie dostrzegłam jego cech...
Podsumowując, cudownie wwiercający się w postaci tekst, wiarygodna wiwisekcja...
Świetnie mi się czytało.
Skrucha Basi jest dla mnie nieprzekonująca. Nie dlatego, że źle ją opisałaś, jest dobrze. Chyba po prostu ciężko mi wierzyć w to, że mocno dojrzały człowiek może się zmienić tak naprawdę, nie dlatego, że nagle boi się zostać sam. Poza tym uważam, że niektóre słowa są niewybaczalne, na przykład "żałuję, że cię urodziłam". Znam osobę, której matka tak mówiła. Gdybym miała czarną listę, ta pani byłaby wysoko w rankingu.
Mimo mojego potępienia głównej bohaterki, tekst dobrze mi się czytało. Prawie mogłabym tej Basi współczuć ;)
Rozumiem, że trudno wybaczyć Basi i trudno uwierzyć, że może się zmienić. Ale ja jej tego życzę:)
Dzięki, Amnezjo!
jest bardzo przesadzone, ale zapewne znaczenie ma. Może za jakiś czas, nie będą jej przeszkadzać otwarte. Nawieje, inne, świeże spojrzenie?↔Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania