Otwarte pokoje

Jest gdzieś mieszkanie ukryte pod moimi żebrami,

drzwi wiszą otwarte, kurz ćwiczy każdy oddech.

Nikt tam już nie mieszka.

A jednak wszyscy wracają.

 

Balkon bez barierek

wychyla się nad miasto, które zapomniało moje imię.

Pluszaki wciąż tam czekają —

ich zszywane uśmiechy rozpadają się pod ciężarem ciszy.

 

Ktoś wciąż tam zagląda.

 

Może pamięć.

Może pożądanie w przebraniu pamięci.

 

---

 

Zbieram swoje dni w wypolerowane szkło:

sale konferencyjne, terminy, wyważone uśmiechy.

Wieczorem ściany zaczynają cicho pulsować,

pytając, kto właściwie przeżył pod tym garniturem.

 

---

 

Pragnę ognia,

nie popiołu przebranego za dom.

Pragnę pulsu,

nie kolejnego wygodnego tronu.

 

Przytul mnie —

ale nie zamykaj.

 

Kochaj mnie —

ale nie wymazuj.

 

Pod moją skórą płynie napięcie,

które wciąż szuka swojego imienia.

 

---

 

Mówisz do mnie „szkrab”,

a ja niosę na plecach całe budynki.

 

Dotykasz mojego czoła,

kiedy ja chciałem, żebyś dotknęła burzy.

 

Na ulicy obca dziewczyna zatrzymuje wzrok na sekundę.

Zabawne, jak para nieznanych oczu

potrafi przypomnieć człowiekowi,

że nadal istnieje.

 

Nie że jest pożądany.

 

Po prostu...

 

...że jest widziany.

 

I czasem to wystarczy,

żeby uruchomić maszynę, która od dawna gaśnie.

 

---

 

Każda obietnica domaga się kolejnego pokoju.

Każdy pokój chce następnego klucza.

A każdy klucz szepcze:

 

„Znikaj grzecznie.”

 

Już kiedyś zniknąłem.

 

Nigdy wcześniej nie wyglądało to tak elegancko.

 

---

 

Pragnę ognia,

nie popiołu przebranego za dom.

Pragnę pulsu,

nie kolejnego wygodnego tronu.

 

Przytul mnie —

ale nie zamykaj.

 

Kochaj mnie —

ale nie wymazuj.

 

Jeśli bezpieczeństwo kosztuje mnie duszę,

 

to jest tylko więzienie

 

z ciepłym światłem.

 

---

 

Morze wie,

 

dlaczego przyjeżdżam tu sam.

 

Bez świadków.

 

Tylko wiatr.

 

Tylko mewy.

 

I ta niebezpieczna ulga,

 

gdy znowu słyszę

 

własne kroki.

 

Gdzieś w opuszczonym mieszkaniu

 

dziecko zdejmuje pętlę

 

ze starego pluszowego misia,

 

otwiera okna

 

i przez jedną,

 

niemożliwie krótką chwilę

 

wszystko

 

znów

 

oddycha.

 

---

 

Nie zamienię horyzontu

 

na najpiękniej pomalowane ściany.

 

Nie zamienię własnej ciszy

 

na strach przebrany za troskę.

 

Jeśli wyciągniesz do mnie rękę —

 

zostaw otwarte drzwi.

 

Jeśli naprawdę mnie kochasz —

 

zostaw zapalone światło

 

dla mężczyzny,

 

który czasem

 

musi

 

odejść

 

sam

 

w noc.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania