Out Of The Mists (Z Mgieł)

Zawrócony z drogi przemocy i walki,

bez wartości – tak powiadają ucieleśnienia samocierpienia,

Jedyny dzień, acz oddala tak daleko od twojej monarchii,

upadłościany, zgubione w dobrostanie nieistnienia.

 

Przemieszczone ich życie, by dać je im z powrotem,

Życie… te zmiany, nieład i rytualnej piękności,

Co skrywa w sobie prawdę o fundamentów skruszonych młotem,

O twierdzy wznoszonej z prochu, pyłu i próżności.

 

To tylko kwestia czasu, zanim wstanę z mauzoleum

W imię miłości, zrzucając całun obojętności,

odrzucając narzucenia bezwładu i letniej ugody,

Potępiając nużący, zbędny marsz sielankowej pustości.

 

Ten codzienny szablon nienazwany, bez ducha, gdzie czas się ciągnie,

Każdy dzień to ten sam szary klejnot,

Dusi w nas powtórzenie, mechaniczne pragnienie,

By trwać w bezruchu, w którym nikt już o wiek nie pyta.

 

Patrzę na tych, co budują twierdze z prochu i pyłu –

pozornie ze stali, żelaza, w złudzie swej mocy uczuciowego trotylu,

Którzy w dumie się okopali, wierząc w siłę co tyranów bezsilności siermiężnie zamroczy,

Że kamień i dobra myśl wystarczy, że nie potrzeba im wewnętrznej nocy.

 

Fundamenty ich wznoszone są bez uczuć i wyrafinowanego komplementu,

Bez zaprawy bratniej miłości, bez ciepłego gestu,

Wierząc, że wystarczy nić złota i trochę twarde cementu,

Nie wiedząc, że w sercu brakuje im kluczy do życiowego testu.

 

Chcą być jednostkami wybitnymi, samotnymi szczytami,

Odrzucają pomoc w swoich dumnych murach ponad nami,

Gardząc wsparciem, które jest im danym,

Nie rozumiejąc, że złość wiedzie do skarbów nam zabranym.

 

Nie rozumieją prostej prawdy tłumienia:

że samemu nie można przejść przez ścieżkę istnienia,

Że życie bez innych to chodzenie w próżni,

krok za krokiem przez pusty korytarz cierpienia.

 

Pozbawiony tego, co serce rozpala i leczy,

tego, co sprawia, że oddech jest możny i pełny,

że każdy dzień ma sens, że każda chwila się liczy,

że człowiek bez człowieka jest tylko cieniem nierealny.

 

A przecież jest coś najważniejszego –

trzy potężne propagandowe hasła, trzy latarnie w mroku:

Wiara – która prowadzi w niepewnym kroku,

gdy droga się gubi, gdy ciemność otacza całego.

 

Nadzieja – co świeci wśród dnia szarego,

gdy wszystko zdaje się stracone, gdy serce już nie bije,

ona płomyk w nas budzi, daje nam coś świętego,

przypomina, że jutro może być inne – że życie.

 

I Miłość – największa z nich wszystkich,

ta, która buduje most między duszami,

która leczy rany niewidzialnymi nićmi,

która czyni nas ludźmi prawdziwymi, istotnymi.

 

Miłość, która podnosi z grobu, co zwali się rozpaczą,

która odmienia proch w żywy oddech,

która sprawia, że fundamenty znów stają się trwałe,

że kamień staje się ciepły, a stal – ludzka na przekór.

 

To tylko kwestia czasu, zanim wstanę –

nie sam, lecz z innymi, w imię tych słów świętych,

w imię prawdy, która przezwycięża złość i zawiść,

w imię światłości, co przebija mgły gęstych.

 

Bo tylko razem, spleceni miłością,

z wiarą w sercach i nadzieją w oczach,

możemy przejść przez czas, co nas ogarnia,

i odnaleźć sens w tym, co wydaje się chłodne i samotne – w nocach.

 

Wstanę. Wstaniemy,

W imię ślepej miłości, która nas przemieszcza,

Z grobu obojętności, z drogi przemocy,

ku światłości, która nas oczyszcza.

 

Z mgieł przychodzimy i z mgieł wychodzimy,

niosąc ze sobą to, co nas łączy:

Wiarę, Nadzieję, Miłość – co nas czyni żywymi,

co nadaje sens każdemu krokowi, co w sercu się paczy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Pulinaaa 2 dni temu
    Metaforyczny kosmos milosny
  • najmniejsza wczoraj o 10:31
    Hmmm.
    ,,Jedyny dzień, acz oddala tak daleko od twojej monarchii," zastanawia mnie co autor miał na myśli??
    Zatrzymuje wyraz Wstań / Wstaniemy.
    Przypominam sobie zdanie tłumaczone z hebrajskiego ,,Przypisana do Anioła Ognia Anioł wysłuchał.Kierownictwo duchowe.Wstań."!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania