Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
OWOC
Dojrzałem w oddali urodziwy owoc. Zdawał się ożywiać z każdym momentem. Zbliżyłem się do niego na wyciągnięcie ręki. To zdecydowanie świeża i dojrzała sztuka. Ująłem go, a pod palcami wyczułem delikatną i jedwabistą powłokę, która ciasno go opinała, uwydatniając zawiłą teksturę. Jędrny i gorący niczym nagrzany słońcem, soczysty melon. Rozpalony falował tkliwie, a szypułka uroniła kryształowe krople. Księżycowa, lepka rosa na tropikalnej papai. Pochwyciłem go drugą dłonią i łagodnie obrałem ze skórki, ukazując błyszczący miąższ. Przybliżyłem spragnione delicji, wzdęte wargi i zwilżyłem je wypływającymi leniwie drobinkami nektaru. Muskając subtelnie wilgotnym koniuszkiem, rozprowadziłem na nich ciepły balsam. Zwiększał się mój apetyt.
Przełknąłem głośno ślinę. Na sam widok tak dorodnego plonu usta szykowały się do wzięcia pierwszego, łapczywego kęsa. Mój oddech przyspieszył. Rozochocony owionął przestrzeń, a jęzor poślizgnął się na skórzanej powierzchni, eksplorując gładzizny i wypukłości. Rozwarłem szeroko oblicze i objąłem nim w całości mimozowaty szpic. Po pierwszym kęsie zapragnąłem więcej. Grzesząc bezwzględnie nieumiarkowaniem, zachłannie chłonąłem każdy cal. Byłem pazerny. Konsumowałem, żądny i nienażarty, niejednokrotnie dławiąc się, pochłaniając zbyt duży kawałek. Język sunął zwinnie na całej długości, zlizując co chwila ściekające soki. Siorbiąc zadyszany, stękałem z rozkoszy, jaką dawał mi ten niezwykły owoc.
Przeładowane gniazdo nasienne eksplodowało, wyzwalając perliste kaskady. Skondensowany koktajl z ledwie wyczuwalną, ananasową nutą wypełnił mi lico. Czułem, jak ciepła substancja spływa swobodnie przełykiem. Pozwoliłem, aby kipiący wciąż owoc, pulsując, zrosił mi twarz resztkami swej słodyczy. Ugasiłem pragnienie. Kapiące z mej twarzy pozostałości ambrozji plamiły spotniały tors, a owoc, tak dorodny do niedawna, zwiądł.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania