Pactum

Wstęp

 

Pactum

 

Z czym kojarzy ci się zawieranie umów? Z długim i nudnym czekaniem aż urzędnik czy inny tam biurokrata spiszę umowę? Z monotonnym czytaniem kilkuset-stronicowej umowy? A może jesteś typem naszej bohaterki i zazwyczaj po prostu podpisujesz nie myśląc o konsekwencjach? Cóż podczas czytania tego opowiadania mam nadzieje że już zawsze wczytasz się w to co masz podpisać.

 

Strona I

 

W pewne zimne popołudnie młoda dziewczyna o imieniu Marta wraca ze szkoły.

Jej ciało pokryte siniakami pozyskanymi dzisiaj, wczoraj lub nawet z zeszłego tygodnia a także z ranami cięć na rękach, niektórymi zrobionymi dzisiaj w szkolnej łazience utrudnia jej chodzenie wywołując ból przy każdym kroku.

Twarz dziewczyny mokra od łez i oczy pusto patrzące się w chodnik.

Myśli teraz tylko o jednym o tym że już koniec tego tygodnia a także o tym że rodzice obiecali przyjechać i przywieść jej pamiątkę z wyjazdu biznesowego do Londynu. Delikatny uśmiech tworzy się na jej twarzy. Jej rodzice...nigdy nie byli typem patologi, ludzie z zewnątrz mogli powiedzieć że dziewczyna ma wspaniałych rodziców. I tak było...po części. Kupowali świetne zabawki gdy była mała i najróżniejsze nowinki gdy rosła. Jednak prawie o nic nie prosiła zawsze gdy pytała rodziców czy mogą wyjechać na wycieczkę rodzinną, pospędzać czas razem oni uciekali od rozmowy wymówkami. ,, Nie możemy skarbie musimy pracować”, ,,Wybacz dziś nie, ale może za tydzień”. Oczywiście nigdy nigdzie razem nie wyjechali... pracowali nawet w wakacje i to zawsze do późna.

Dlatego dziewczyna była uradowana na ten weekend. Rodzice mieli być już w domu gdy ona przyjdzie dlatego Marta złapała za klamkę sądząc że drzwi będą otwarte...cóż nie były... Poczuła lekki niepokój jednak stwierdziła że po prostu im coś wypadło... przecież obiecali. Otworzyła drzwi kluczem i poszła do swojego pokoju włączyła komputer puściła sobie cichą pozytywkę wzięła szkicownik i zaczęła rysować. Miała talent jednak nigdy nie rysowała w szkole. Wiedziała że to będzie powodem jeszcze większego upokarzania i dręczenia którego i tak miała

po szyje i jeszcze wyżej. Rysowała i rysowała... i rysowała aż w końcu spojrzała na zegarek była już dziewiąta. Dziewczyna była rozczarowana ale liczyła że jutro przyjdą i spędza z nią czas zostawiła muzykę włączoną i poszła spać. Nagle obudził ją brzdęk telefonu. Dostała SMSa od Mamy...

 

Strona II

 

Gdy Marta spojrzała na telefon poczuła ucisk w klatce piersiowej, jakby ktoś wyrwał jej mostek i złapał silnie za jej serce.

 

Wybacz skarbie dostaliśmy nowy kontrakt i musimy jechać do Berlina by ustalić szczegóły. Przepraszam.

Kocham cię

-Mama

 

Tekst SMSa odbijał się w głowie dziewczyny wiele razy. Upadła na podłogę, ręka bezwładnie puściła telefon by ten mógł rozbić się o drewniane panele. Dziewczyna zaczęła płakać. Skuliła się na podłodze w pozycji embrionalnej i tak płakała aż zasnęła z wyczerpania...Jednak coś obudziło ją w nocy. Poczuła jakby pięć igieł przejechało po jej karku. Marta wstała natychmiastowo jednak jedyne co zobaczyła w ciemności to kopertę leżącą na podłodze z namalowanym uśmiechem. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju a potem po całym domu. Gdy sprawdziła drzwi wejściowe, wyście do ogrodu a także wszystkie okna które okazały się zamknięte, wróciła do pokoju i podniosła kopertę. Nerwowo patrząc na krzywo narysowany uśmiech otworzyła kopertę i wyjęła z niej list.

 

Wiem jak się czujesz i wiem też jak ci pomóc

jednak musimy najpierw się spotkać i ustalić cz ty chcesz mojej pomocy.

Spotkajmy się przy starym dębie w środku parku obok twojego domu

Godzina nie ważna.

Przyjdź sama.

 

Dziewczyna była sparaliżowana. Nie wiedziała co zrobić. Spotkać się z tą osobą, zadzwonić na policję. Lecz po chwili stwierdziła że i tak nie ma nic do stracenia.

Jej życie to pasmo udręk więc nawet jeśli ją zabije to przynajmniej skończą się jej męki (wcale nie ) . Jeszcze raz sprawdziła mieszkanie i poszła spać. Po chwili jednak znów otworzyła oczy, jednak nie była już w swoim pokoju. Nie była też w swojej krainie snów. Była...Nigdzie. Spytała się siebie.

 

-Gdzie jestem?

 

Pytanie odbiło się echem od nieistniejących ścian czarnej pustki wywołując ból głowy u dziewczyny. Upadła na kolana i złapała się za głowę. Nagle ból ustał gdy dziewczyna usłyszała znajomy dźwięk pozytywki gdzieś z głębin nieskończonej

Ciemni...

 

Strona III

 

Dziewczyna wstała z kolan po czym rozejrzała się dookoła jednak nie dostrzegła nic prócz Nieskończonej ciemności. Była jeszcze ciemniejsza niż ciemność którą widzi człowiek zamykając oczy. Marta obróciła się w stronę z której dobiegał dźwięk pozytywki i zaczęła niepewnie iść. W pewnym momencie dostrzegła coś wyłaniające się z cienia. Była to szare drzewo pozbawione liści. Gdy Marta podeszła bliżej dostrzegła coś wiszącego na drzewie. Tym czymś byli jej szkolni oprawcy. Dziewczyna zaczęła się cicho śmiać. Jednak po chwili jej śmiech przeistoczył się w psychopatyczny rechot.

Śmiałą się nie przejmując się przeraźliwym bólem głowy, wywołanym przez echo jej śmiechu. W końcu przestała by nabrać oddechu. Spojrzała ponownie na drzewo jednak było ono przysłonięte przez jakąś postać. Była tak ciemna jak pustka otaczająca Martę.

Marta mogła ją dostrzec tylko dlatego że przysłaniała drzewo. Postać wyciągnęła rękę do dziewczyny. Marta złapała ją i w tej samej chwili obudziła się.

Rozejrzała się po pokoju jednak nikogo tam nie było. Dziewczyna odetchnęła a po chwili zasyczała jak poparzona gdy poczuła ból w prawej ręce.

Zobaczyła pięć śladów ukłucia w jej ręce pokrywających jej dłoń. Obficie sączyła się z nich krew pomimo tego że rany były niewielkie. Nastolatka pobiegła do łazienki i obmyła dłoń zimną wodą by złagodzić ból. Następnie więzła bandaże z szafki i dokładnie opatrzyła rany. Gdy skończyła, zdziwiona z powrotem poszła spać. Wstała obudzona dźwiękiem budzika. Zjadła śniadanie, umyła zęby po czym ubrała się w ciemno-zieloną bluzę z kapturem i szare jeansy. Wzięła też nóż z kuchni aby w razie czego mieć czym się obronić, wsadziła go do złączonej kieszeni bluzy i wyszła z mieszkania. Zamknęła drzwi i poszła do parku. Po jakimś czasie doszła do wielkiego starego dębu. Kształt jego gałęzi przypominał jej drzewo z wczorajszego...snu? Podeszła do drzewa. Rozejrzała się dookoła jednak nikogo nie było. Usiadła pod drzewem i czekała. Po chwili usłyszała czyjś głos.

 

-Hej dziwadło!

 

Ten głos rozpozna wszędzie. To głos jej szkolnej udręki. Wstała i spojrzała na nią. Karolina, wysoka, silna i co najgorsze wredna i sadystyczna dziewczyna ze szkoły. Jest od niej o rok starsza jednak nie zdała do następnej szkoły więc Marta nie ma z nią spokoju. Marta zobaczyła też jej dwie koleżanki Anetę i Beatę które wcale nie są od niej lepsze. Marta zaczęła uciekać ale po chwili jej dręczycielka ją dogoniła. Złapała ją za kaptur, rzuciła na ziemię i powiedziała.

 

-Nie ma uciekania...

 

Strona IV

 

Karolina uderzyła Martę pięścią w twarz po czym zaczęła wściekle bić ją dwoma rękami po brzuchu. W pewnym momencie zauważyła że bluza Marty w okolicy brzucha zrobiła się mokra i ciemniejsza. Karolina wiedziała że z ciała dziewczyny zaczęła płynąć krew. Zawołała do swoich koleżanek.

 

-Spadamy stąd!

 

Dziewczyny nawet nie myślały o lekceważeniu rozkazu liderki i pobiegły za nią.

Marta była słaba jednak znalazła w sobie siłę aby się podnieść, tylko po to by po chwili znów upaść. Nóż z jej kieszeni był wbity głęboko w jej ciało. Marta z utraty dużej ilości krwi zemdlała. Obudziła się w tym samym parku, wieczorem. Spojrzała na wciąż piekącą ranę odsłaniając bluzę po czym omal znów nie zemdlała z przerażenia. Jej rana była pozszywana w bardzo dziwny sposób. Prawie tak jakby ktoś szył ją na ślepo. Jednak nie krwawiła i zdecydowanie mniej bolała więc dziewczyna postanowiła jej nie ruszać. Zauważyła że nóż który był wcześniej wbity w jej brzuch leżał teraz na ziemi wciąż pokryty zakrzepła krwią. Marta wzięła go lecz tym razem nie schowała go do bluzy gdyż była już późna noc. Trzymała go w ręce chowając ostrze za swoją ręką. Zaczęła iść. Wciąż była słaba jednak szła dalej wiedząc że nie może tu zostać. Zauważyła dąb pod którym tym razem siedział chłopak z białymi włosami, bladą twarzą i jak się później okazało niebiańsko błękitnymi oczami. Chłopak wyglądał jakby spał

więc Marta po cichu podkradła się do niego. Chciała coś powiedzieć by go obudzić ale on ją uprzedził.

 

-Wiesz...

 

Zimny dreszcz przeszedł po karku dziewczyny.

 

-Niegrzecznie jest tak skradać się do kogoś trzymając broń.

Zwłaszcza gdy ten ktoś uratował ci życie.

 

Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Chwilę ciszy między nimi przerwało pytanie Marty.

 

-To...ty napisałeś ten list?

 

Chłopak spojrzał się na Martę z rozbawioną miną i powiedział.

 

-Owszem...

 

Strona V

 

Marta miał w tym momencie tylko jedno pytanie w jej głowie. Nie interesowało jakim cudem chłopak ma prawie białą skórę, nie chciała też wiedzieć czemu jego włosy były białe ani też jak dostał się do jej domu. Chciała zadać tylko jedno ogólne pytanie.

-Kim jesteś?

 

Chłopak spojrzał na dziewczynę po czym wstał i się przedstawił.

 

-Mam na imię ,,Officialis”

 

Po przedstawieniu się chłopak delikatnie złapał dłoń dziewczyny po czym ucałował ją. Marta stała się cała czerwona. Nikt nigdy w jej życiu nie postąpił tak w jej kierunku. Chłopak zaproponował dziewczynie spacer a ta zauroczona jego manierami bez słowa poszła za nim. Podczas spaceru śmiali się z polityki oraz opowiadali żarty. Był nawet taki moment że zaczęli się ganiać po parku niczym dzieci bawiące się w berka. Marta była szczęśliwa. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuła się bezpiecznie. Kompletnie zapomniała o ranie na brzuchu i o znęcaniu się w szkole. Aż do pewnego momentu gdy chłopak zadał dziewczynie pytanie.

 

-Czy Nienawidzisz swoich oprawców?

 

Dziewczyna chwilę musiała pomyśleć nad szczerą odpowiedzią.

 

-Tak. Z całego serca.

 

Chłopak uśmiechną się po czym zadał dziewczynie jeszcze jedno pytanie.

 

-A co z rodzicami?

 

Tu na odpowiedź nie trzeba była długo czekać.

 

-Nie! Po prostu...chciałabym żeby spędzali ze mną więcej czasu.

 

Marta zaczęła płakać co zwróciło uwagę chłopaka który od razu zareagował delikatnie ocierając jej twarz z łez swoją dłonią...

 

Strona VI

 

Po wytarciu łez dziewczyny z jej twarzy chłopak powiedział w przyjaznym tonie.

 

-Przepraszam... nie chciałem cię zasmucić, to po prostu był...

zły nawyk...

 

Marta odpowiedziała.

 

-Nic się nie stało...

 

Chłopak wiedział dokładnie co zrobić aby poprawić dziewczynie humor, delikatnie uniósł głowę dziewczyny po czym ucałował ją w czoło. Marta omal nie zemdlała gdy zdała sobie sprawę z tego co jej nowy przyjaciel właśnie zrobił. Nie była jednak zła, a kompletnie zdezorientowana. Miała właśnie coś powiedzieć ale chłopak ją uprzedził.

 

-Wybacz mi moją śmiałość Marto, jednak musiałem coś zrobić z tym wodospadem łez.

 

Marta po chwili skończyła się czerwienić i powiedziała niepewnie.

 

-Dziękuje...

 

Chłopak widocznie nie spodziewał się takiej odpowiedzi.

 

-Za co mi dziękujesz?

 

Marta nie potrafiąc poradzić sobie z emocjami płynącymi przez jej ciało uściskała chłopaka i powiedziała.

 

-Jesteś dla mnie taki miły...

 

Chłopak odwzajemnił uścisk, który dłużył się minutami, po czym trzymając się za ręce oboje ruszyli dalej. Po pewnym czasie swojego przeszywanego śmiechem i radością marszu na ich drodze pojawił się ogromny, pokryty tatuażami osiłek który przechodząc obok Marty pchnął ją ramieniem, co spowodowało jej upadek na twardą ścieżkę. Officialis pomógł Marcie wstać po czym, ewidentnie rozgniewany

ruszył w kierunku osiłka...

 

Strona VII

 

Officialis podszedł do osiłka i złapał go za lewe ramie. Marta bardzo bała się co się stanie ale wtedy stało się coś niespodziewanego osiłek upadł na kolana i zaczął krzyczeć jakby był żywcem obdzierany ze skóry. Chłopak ciągle trzymał ramię olbrzyma. W pewnym momencie osiłek zamachnął się i uderzył prosto w twarz chłopaka. Marta usłyszała jak coś pękło jednak nie była to szczęka jej przyjaciela a ręka osiłka ,którą ten teraz kurczowo trzymał w dłoni, jeszcze głośniej krzycząc. W końcu Officialis zwolnił uścisk, uwalniając ramie olbrzyma , który natychmiast wstał i z widocznym bardzo dobrze przerażeniem wypisanym na twarzy uciekł w popłochu. Marta spojrzała na rękę chłopaka. Z nieznanego jej powodu była brudna od krwi na końcówkach palców. Mogła ona też przysiąc że widziała jak paznokcie chłopaka kurczą się z ostrych szpiców do normalnych płaskich paznokci. Officialis zauważył to i natychmiast wyjął chustkę i wytarł nią swoją dłoń. Marta niepewnie podeszła do chłopaka i zadała mu proste pytanie.

 

-Jak to zrobiłeś?

 

Chłopak odpowiedział.

 

-O czym mówisz?

 

Marta podeszła do chłopaka i złapała go za dłoń.

 

-Po prostu go dotknąłeś a on krzyczał jakbyś gotował go żywcem!

 

Chłopak wyraźnie posmutniał. Po chwili poprosił dziewczynę by puściła jego dłoń. Marta zrobiła to po czym spytała się ponownie tym razem spokojnym tonem.

 

-Więc jak to zrobiłeś?

 

Chłopak złapał Martę za ręce i zapytał.

 

-Marto powiedz mi, czy pragniesz wolności od wszelkich bóli. Chcesz aby ci którzy sprawili ci ból zapłacili za to?

 

Marta była zdziwiona. Dlaczego chłopak zignorował jej pytanie? Jednak nie zwracając uwagi na to co się właśnie stało szczerze odpowiedziała.

 

-Tak.

 

Officialis, uradowany pocałował wtedy Martę kradnąc jej pierwszy pocałunek...

Strona VIII

 

Marta omal nie zemdlała. Jej twarz zrobiła się gorąca i czerwona, jak krew, która dziko płynęła w jej żyłach. Po chwili Officialis zakończył pocałunek i spojrzał prosto w oczy dziewczyny i powiedział jej.

 

-Choć ze mną Marto, mamy dużo do zrobienia.

 

Marta była w szoku. Z jej głowy kompletnie wyleciała sytuacja która miała miejsce parę minut temu. Chwyciła chłopaka za rękę i poszła za nim w w głąb ciemnego parku. Wraz z mijającymi minutami Marta zaczęła zdawać sobie sprawę z tego że park ,w którym się znajdowali nie mógł być aż tak ogromny ponieważ była w nim już kilka razy i przejście go zajmowało jej co najwyżej godzinę. Oni jednak ,dodając czas który spędzili razem, byli w nim tak długi okres czasu ,że już dawno powinno wschodzić słońce. Jednak im dalej szli tym robiło się ciemniej aż w końcu Marta przestała widzieć cokolwiek a jedyne co ją prowadziło to jej ,,ukochany" trzymający ją za rękę. Nagle z ciemności wyłoniła się błyszcząca białym światłem droga. Jej światło było tak jasne że dziewczyna z początku musiała zasłaniać oczy. Marta nie rozumiała jak to jest możliwe, nie wiedział gdzie jest i jak mogło być aż tak ciemno. Wystawiła nogę poza ścieżkę chcąc sprawdzić co jest poza jej granicami jednak po chwili poczuła jak palce u jej stóp dotykają nieistniejącej tafli lodowatej wody. Officialis natychmiast to zobaczył i powiedział do Marty w dość chłodnym jak na niego tonie.

 

-Nie zbaczaj ze ścieżki...

 

Dziewczyna szybko wyjęła końcówkę buta z wody i nieco zdziwiona tym co powiedział chłopak zadała mu to oczywiste pytanie.

 

-...Gdzie jesteśmy?

 

Officialis milczał chwilę po czym odpowiedział jeszcze zimniejszym tonem niż wcześniej

 

-...Nigdzie...

 

Marta posmutniała gdy usłyszała w jakim tonie chłopak odpowiedział na jej pytanie. Po chwili zauważyła jak z ciemności wyłania się niepokojąco normalna chatka z ciemnego drewna. Gdy zaczęli się do niej zbliżać Marta zaczęła słyszeć głosy, krzyki i płaczę. Niektóre szeptały wprost do niej by zawróciła. Wtedy Officialis wypowiedział jakieś dziwne słowo pod nosem i głosy natychmiast zniknęły gdzieś w głębinach nieskończonej ciemni...

Strona IX

 

Martę wystraszyły głosy oraz niepokojąco spokojne, pomimo zaistniałej sytuacji zachowanie chłopaka. Gdy zbliżyli się do drzwi Officialis wyjął dziwnie ukształtowany klucz ze swojej kieszeni i je otworzył. Marta od razu po wejściu zaczęła czuć paskudny smród. Był to bardzo ostry odór który wydawał się zastępować powietrze w chacie. Dziewczyna czuła jak paskudny zapach kaleczy jej oczy, nos a nawet gardło gdy starała się oddychać. Było to trudne ale po chwili nos Marty przyzwyczaił się do odoru na tyle by pozwolić dziewczynie na oddech. Marta zobaczyła jak jej przyjaciel ustawia dwa krzesła każde po obydwu stronach stołu. Te meble były poza brudnym i starym łóżkiem jedynym co wypełniało to pomieszczenie w chacie. Officialis usiadł przy stole Marta zrobiła to samo. Od strony chłopaka znajdowały się tuż przy blacie trzy szufladki. Chłopak otworzył pierwszą od jego lewej strony i wyjął z niej papier z dziwnymi...znakami? Marta nie miała pojęcia co to był za język, nie wiedziała czy to w ogóle jest jakiś język. Wyglądało to jakby ktoś stawiał kreski i kropki w losowych miejscach.

Znaki były spisane czarnym tuszem na pożółkłej kartce. Pod tekstem było puste miejsce podkreślone czarną kreską które oczywiście było przeznaczone na podpis. Po chwili Officialis otworzył drugą szafkę i wyłożył na stół kałamarz wykonany z czarnego kamienia. Marta przyjrzała się mu dokładnie i zobaczyła że jest on pusty oraz ma na sobie wyryte dziwne symbole podobne do tych na papierze. Officialis wyjął ostatnią rzecz z trzeciej szufladki. Marta poczuła jak dreszcz idzie wzdłuż jej karku gdy zobaczyła że Officialis wyjął nóż. Był on dość dziwny... Nie był wykonany ze stali, a z miedzi na co wskazywał kolor. Ponadto jego rękojeść wyglądała jakby drzewo owinęło swoją gałąź wokół nienaostrzonej części noża po czym gałąź pękła. Po chwili ciszy Officialis odezwał się zimnym tonem

 

-...Marto posłuchaj mnie uważnie...

 

Marta z niepokojem odpowiedziała.

 

-...Dobrze o co chodzi?

 

Officialis spojrzał się na Dziewczynę. Chwycił za nóż i podał go Marcie która nie wiedząc co zrobić wzięła go. Wtedy chłopak powiedział.

 

-Widzisz Marto mam dla ciebie propozycje. Mogę cie wyzwolić od cierpienia które przeżywasz, sprawić że już nigdy nie będziesz cierpieć. Jednak muszę wiedzieć czy tego chcesz.

 

Marta myślała chwilę. Zastanawiała się jak mógłby to zrobić... Lecz po chwili dała mu swoją odpowiedź...

Strona X

 

-Tak

 

Marcie nawet do głowy nie przyszła inna odpowiedź. Kto wybrałby inaczej niż ona? Cóż ona sama jeszcze nie wie jak wielki błąd popełniła. Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na dziewczynę wzrokiem który lekko przeraził Martę. Wzrok zimny a zarazem energiczny i dziki. Officialis powiedział do dziewczyny.

 

-Więc natnij swą dłoń, nalej krwi do kałamarza i podpisz się tutaj.

 

Wypowiadając słowo tutaj chłopak wskazał na puste miejsce na kartce z dziwnymi symbolami i w przerażający sposób się uśmiechnął. Marta drącą dłonią nacięła swój palec mając nadzieje że to nie zaboli, to jednak nie była prawda rana piekła jakby nóż był przed chwilą rozgrzany w ogniu. Marta drąc lekko z bólu popatrzyła na stół szukając czegoś do pisania ale wtedy Officialis chwycił brutalnie jej dłoń i wycisnął z jej palca krew do kałamarza co wywołało jeszcze większy ból u dziewczyny. Gdy Marta podpisała się swoją własną krwią Officialis nakazał trzęsącej się ze strachu dziewczynie ułożyć się na brudnym łóżku co ta posłusznie zrobiła, wciąż jednak nie rozumiała co się dzieje. Co się stało z jej przyjacielem? Officialis wypowiedział parę dziwnych słów pod nosem i po chwili Marta uświadomiła sobie że nie może się ruszyć ani mówić. Officialis wtedy powiedział.

 

-Jak miło, wreszcie nie muszę udawać miłego chłopczyka.

 

Officialis zaśmiał się krótko po czym machnął prawą ręką co sprawiło że z jego palców wyrosły w mniej niż sekundę długie i cienkie pazury którymi ten rozszarpał sobie twarz. Marta patrzyła na to z przerażeniem. Była bezsilna, ale jedyne co siedziało jej teraz w głowie to zdanie, które wypowiedział chłopak chwilę temu. On udawał, to wszystko było kłamstwem. Nigdy nie miała przyjaciela. Marta czuła jak jej serce pęka na kawałki. Jednak po chwili spojrzała w twarz Chłopaka i zdała sobie sprawę że nie był on człowiekiem a bytem którego nawet nie umiała nazwać. W miejscach gdzie cienka warstwa ludzkiej skóry na twarzy była rozerwana widać było tylko czarną, jakby wykonaną z kamienia, prawdziwą "twarz" "chłopaka". Kolejne części jego prawdziwego ciała rozrywały kawałek po kawałku skórę, która była niczym kombinezon nałożony na twardą skałę. Jego twarz była makabryczna, oczy które wcześniej były piękne i błękitne teraz stały się krwistoczerwone i rozświetlały mrok w chacie. Jego długie wyglądające jak igły pazury rozrywały ostatnie kawałki ludzkiej "narzutki" którą nosił "chłopak" na palcach. Marta już nawet nie wiedziała czy jest on chłopakiem czy nie, nie obchodziło ją to. Myślała tylko co ten potwór jej zrobi. Co się z nią stanie?...

 

Strona XI

 

Marta z przerażeniem oglądała całą transformacje jej byłego przyjaciela w odrzucające monstrum. Po chwili Officialis podszedł do dziewczyny i powiedział chrypliwym i podekscytowanym tonem.

 

- I co teraz o mnie myślisz Marto?...Teraz, jak było zapisane w umowie.

Sprawię że nigdy więcej nie poczujesz bólu, smutku, żalu, nienawiści i strachu.

 

Marta była pewna że on mówi to tylko prześmiewczo. w końcu ma ją schwytaną, po co zatem miałby jakkolwiek spełniać jej zachcianki. Po chwili Officialis wszedł do drugiego pokoju i a następnie wrócił trzymając w ręku słoik z dziwną zawartością. Tą zawartością było pięć węży. Byt podszedł do dziewczyny, otworzył słoik i ustawił go obok dziewczyny. Sam wyszedł z chaty zamykając drzwi na klucz. Marta czekała przez chwilę po czym dostrzegła że węże ze słoika wypełzły z niego i zmierzały w jej stronę. Były paskudne. nie miały oczu, były krótkie i oślizgłe, jakby wyjęte z błota. Węże zaczęły zbliżać się do Marty. Dwa owinęły się wokół jej stóp, dwa wokół dłoni i jeden ostatni ułożył się na jej piersi. Marta była przerażona. Co się dzieje pytała się samej siebie? Po chwili węże zaczęły przegryzać skórę Dziewczyny co wywoływało ogromny ból. W końcu wślizgnęły się pod jej skórę i zaczęły pełzać w kierunku jej serca. gdy tam dopełzły owinęły się wokół niego i zastygły. Serce Marty już przestało bić ale węże działające jak rozrusznik ściskały je i po puszczały aby krew mogła płynąć. Marta błagała o śmierć w swojej głowie. Czuła strach ból i fizyczny i psychiczny, nienawiść do Officialisa oraz żal że kiedykolwiek tu przyszła. Jednak po chwili przestała czuć cokolwiek z tych uczuć. Za miast tego czuła pustkę i nic więcej. Czuła dalej jak węże uciskają jej serce ale nie mogła czuć z tego powodu bólu. czuła też że węże wstrzykiwały jej coś w stylu jadu prosto do serca i to najpewniej ten jad był sprawcą tego że przestała czuć ból. Marta była szczęśliwa że wreszcie ból minął. Dalej myślała że może czuć ból, tylko myślała że już przyzwyczaiła się do niego i dlatego już ją nie boli. Chwilę po tym jak dziewczynę przestał dręczyć ból zdała sobie sprawę ze nie czuję też strachu, nienawiści a nawet żalu że tu przyszła. Jej oczy dalej zalewały się strumieniem łez, ale ona nic nie czuła poza szczęściem że to już koniec bólu. Po jakieś godzinie do domu przyszedł Officialis targając za włosy i ubrania jej rodziców. Marta patrzyła na to nie okazując żadnych emocji, nic nieczuła. Officialis podszedł do Marty i powiedział do niej.

 

-Dałem ci to czego chciałaś teraz ty musisz dać mi coś w zamian.

Zabij swoich rodziców i będziemy kwita.

 

Gdy Officialis skończył mówić węże wyciągnęły kły z serca dziewczyny co sprawiło że natychmiast poczuła cały ból i strach jaki powinna czuć...

Strona XII

 

Marta wstała. czuła jakby ktoś poruszał jej ciałem a ona nie mogła nic zrobić by to powstrzymać. Patrzyła jak jej ciało podchodzi do stołu a jej ręka łapie za nóż. Była przerażona i obolała. każdy ruch był dla niej prawdziwym cierpieniem. Po chwili podeszła do rodziców którzy patrzyli na nią, z przerażeniem wpatrując się w miedziane ostrze. Marta uniosła nóż i wbiła go trzynaście razy w swoją matkę. Płakała jej łzy mieszały się z krwią jej matki wylaną na podłogę. Nie chciała tego. To nie o to jej chodziło gdy poprosiła Officialisa o usunięcie jej cierpienia. Czemu dalej musiała cierpieć skoro miała utracić możliwość do odczuwania bólu i innych negatywnych emocji. Jej matka płakała, krzyczała, wierzgała ale to nic nie dało. Matka Marty w końcu przestała wierzgać. Udało jej się wydusić z siebie ostatnie błagalne słowa.

 

-...Dlaczego?

 

Marta myślała że umrze z rozpaczy ale węże ciągle pompujące jej krew uniemożliwiały jej to. Jej ciało znowu zaczęło się ruszać wbrew jej woli. Ruszyła ku swojemu tacie. Zabiła go tak samo jak zabiła swoją matkę. Trzynaście szybkich dźgnięć noża wystarczyło by jej ojciec zmarł. O nic nie powiedział. Jedynie spojrzał na Martę wzrokiem pokazującym zawód i rozpacz. Officialis przyglądał się temu z uśmiechem. Gdy Marta skończyła jej ciało bezwładnie opadło na ziemię a węże znów wbiły swe kolce w jej serce. Marta znów przestała odczuwać jakiekolwiek negatywne emocje. Jedyne co czuła to ogromna żądza. Chciała znów czuć żal za to co zrobiła. Wstała i kołysząc się podeszła do Officialisa. Upadła jednak zanim doszła. Upadła tuż przed Officialisem i leżąc zaczęła go błagać.

 

-Proszę...błagam daj mi mój żal z powrotem.

 

Officialis odpowiedział rozbawionym tonem.

 

-To cię będzie kosztować.

 

Marta spytała podnosząc głowę do góry i patrząc Officialisowi w twarz.

 

-Ile?

 

Officialis odpowiedział

 

-Staniesz się moim posłańcem. Będziesz szukała innych twojego pokroju i przyprowadzać ich do mnie... To jak umowa stoi?

 

Strona XIII

 

Marta nie czuła nic więc zgodziła się na ofertę Officialisa. Zgadzając się Marta odpowiedziała Officialisowi

 

-Zgadzam się.

 

Officialis wyciągnął do Marty swoją kamienistą dłoń która zdawała się błyszczeć czerwienią. Gdy Marta ją chwyciła cały ból strach itp. zaczęły znowu ją nachodzić.

Ale co najważniejsze znów czuła swój upragniony żal. Pomimo bólu i strachu na twarzy Marty pojawił się delikatny uśmiech co najwidoczniej nie spodobało się Officialisowi który podszedł do dziewczyny i przebił jej ciało swoimi iglastymi pazurami. Uśmiech Marty w mniej niż sekundę zmienił się w grymas bólu i żalu. Żałowała wszystkiego. Tego że tu przyszła, co zrobiła rodzicom oraz tego iż jej "przyjaciel" tak naprawdę okazał się być dosłownie potworem. Rany na ciele Marty zagoiły się po chwili jednak ona dalej czuła ból co zdawało się przynosić uśmiech na twarzy Officialisa. Po chwili demon, bo chyba tylko tak można go nazwać, powiedział do dziewczyny.

 

-Zatem idź i znajdź mi kolejnego idiotę który będzie cierpiał dla mojej rozrywki...

Zanim wyjdziesz proszę...

 

Po tym jak Officialis zakończył rozmowę Marty stare ciuchy wyparowały a na ich miejsce pojawiła się piękna czarna suknia. Brudne od krwi buty zostały zamienione na piękne buty z niskim obcasem a ona sama stała się czysta jakby wyszła z kąpieli.

Gdy to się stało Marta wyszła i ruszyła w świat szukać kolejnych naiwnych którzy będą skorzy podpisać pakt z Officialisem. Cierpiała i to bardzo. żal rozrywał jej owinięte przez węże serce ale nieważne co się działo z jej ciałem i tak nie mogła ulżyć sobie cierpienia. Nawet gdyby umarła jej męki by się nie skończyły gdyż taki właśnie jest los tych którzy podpisali Pakt z Demonem. Marta szła przez ciemny park nocą ciągle myśląc o tym jak mogła do tego wszystkiego dopuścić jednak po chwili przestała się nad tym zastanawiać gdy tylko usłyszał cichy płacz gdzieś w głębi parku...

 

Koniec

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania