Pada
PADA
Czerwonych kropel deszcz spada na śnieżną porcelanę zraszając przyległe przestrzenie,
Rozmyte kratery brył rozpadłe w trakcie upadku z gór przepoczwarzają się w wijące smugi szkarłatu spijane przez otchłań srebrzystej gardzieli.
Stoję chwiejny,
przytrzymując się upadłych marzeń.
Grzęznę bezludny w hipnotycznym zdarzeniu bez końca i początku.
Zapadam głębiej w subtelnej miękkości,
pozwalając grawitacji pokonać kruchość ludzkiej anatomii.
Niżej i niżej…coraz niżej…zrównując się twarzą z horyzontem wymarłej pajęczyny,
ziejącej grozą cmentarzyska bezdusznych wydmuszek wchłoniętych przez wielookiego tyrana.
Kres głowy podróży dostrzegam…czy to wacik?...czy to pecik?...a może igiełka???
Salwa barw echem rozbryzguje myśli uwolnione…
Chłód i noc…
GRAHAMOZA
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania