Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Pajęczyce cz.I
Obserwowała go już od godziny, siedział z dwiema panienkami, popijali drinki, co chwilę się z czegoś śmiejąc. Zapewne, opowiadał im jakieś dowcipy, a one śmiały się, nieważne czy były śmieszne, czy nie. Były z jego cyrku, więc dla nich musiał być zabawny. W pewnym momencie jakiś facet, w kraciastej marynarce, podszedł do nich i coś im powiedział. Dziewczyny dopiły drinki, podniosły się z foteli i podążyły za facetem, który najwyraźniej był ich opiekunem. Siedzący z nimi facet po chwili również dopił drinka i ruszył w stronę baru.
Na ten moment czekała od ponad godziny.
- Oj! Najmocniej pana przepraszam – powiedziała, niechcący oblewając go drinkiem.
- Nic nie szkodzi. – Uśmiechnął się, sięgając do kieszeni po chusteczkę.
– Ja też pani nie zauważyłem. Chwilowe rozkojarzenie. – Grzecznie odpowiedział.
Niezła dupa – pomyślał.
Blondyna, w czarnej, krótkiej sukience z dekoltem. Wyglądała zjawiskowo, usta w kolorze wiśni, matowe, bez prowokującego błyszczka i te oczy, głębokie, ciemnoniebieskie, bardzo pociągające.
- Zapewne tak jak ja, ma pan dużo pracy. Czasem muszę trochę odetchnąć, wypić ze dwa drinki, by móc wrócić na swoje tory – stwierdziła, czując, że wpadła mu w oko.
- Zgadła pani, to może da się pani zaprosić do stolika. Moje towarzystwo już sobie poszło. Ja też miałem iść, ale teraz skoro tak przypadkowo trafiliśmy na siebie, chętnie bym z panią porozmawiał. Nie mógł oderwać od niej wzroku, miał nadzieję, że da się skusić.
Zrobiła trochę speszoną minę, po chwili powiedziała:
- Okej.
- A czym się pani zajmuje, jeśli mogę spytać?
- Pracuję w dziale księgowości, w firmie Amazon, cały czas tylko papiery, papiery i papiery…
- Hm… no tak, wiem coś o tym, jestem właścicielem hurtowni stali, też mam do czynienia z papierami.
- O!? To chyba dochodowy interes? – Udała zainteresowanie.
- Nie narzekam, ale może nie mówmy o tym, w końcu przyszliśmy tutaj by od tego odetchnąć.
- Racja. – Podniosła do góry drinka, mówiąc:
– Zdrowie.
- Zdrowie! – stuknął w jej szklankę, po czym się przedstawił:
- Michał.
- Agnieszka – odpowiedziała, czując, że mu się spodobała.
- Ładnie, wszystkie Agnieszki, które znam, to fajne dziewczyny.
- Kiedyś sprawdziłam, co oznacza to imię , okazało się, że po grecku to „ owieczka” w znaczeniu
„ niewinna”.
- O!? To bardzo ciekawe, chociaż muszę przyznać, że z wyglądu, nie wyglądasz na taką niewinną, raczej…
- Raczej… - powtórzyła, nieco rozbawiona jego „grą wstępną”.
- No właśnie, te oczy… taka wciągająca głębia.
- Ha,ha,ha… no nie mogę, nikt mnie jeszcze tak nie określił. Jest w tym pewna zagadka, niepokój?
- Tak, zdecydowanie, tak – powiedział, kładąc dłoń na jej kolanie.
Uśmiechnęła się, nie reagując.
- Wiesz… jak zaczynam mieć przyjemność, z czucia obcego dotyku na swojej nodze, to znaczy, że alkohol zaczyna robić swoje. Lubię wtedy jak facet czymś mnie zaskoczy.
- Fajnie, czyli lubisz niespodzianki.
- Zgadza się!
- Hm… muszę pomyśleć czym tu cię zaskoczyć…
- To może u ciebie? Pokrzesz mi jaki masz sposób na wprowadzanie zagubionych dziewczynek w odlot?
- Nie ma sprawy – odpowiedział z zadowoleniem.
Nie spodziewał się takiej propozycji. Najwyraźniej miała ochotę na przygodny seks i przypadkowo trafiło na niego. Zamierzał jak najbardziej, z takiej okazji skorzystać, dawno już nie miał do czynienia z przypadkową panienką, jest w tym taki młodzieńczy dreszczyk emocji.
- Hm… tylko musisz wiedzieć, że po pewnej dawce alkoholu jestem kosmitką – stwierdziła nieco prowokującym tonem.
- Na to liczę. – Uśmiechnął się i zadzwonił po taksówkę.
W drodze do jego mieszkania, Agnieszka poprosiła, by się zatrzymali.
- Co się stało? Jesteśmy już prawie na miejscu – zapytał zaniepokojony Michał.
- To świetnie, moglibyśmy najpierw przespacerować się po parku, tam jest taka fajna wieża widokowa – odpowiedziała Agnieszka, dając do zrozumienia, że ma ogromną ochotę na nocny spacer.
- Hm… jest dwudziesta trzecia, ale jak masz na to ochotę, to nie ma sprawy. - Trochę zaskoczyła go ta sytuacja i nie miał pojęcia, czy ona naprawdę chce się przejść po parku i trochę wytrzeźwieć, czy może ma, jakieś wybujałe fantazje seksualne?
- Uwielbiam chodzić nocą po parku, zazwyczaj chodzę sama, ale z takim facetem, jak ty, może być całkiem odlotowo.
- A nie boisz się chodzić sama, w takich miejscach różnie bywa?
- No, może kiedyś wreszcie, ktoś mnie zgwałci, a może to będziesz ty, ha,ha,ha… gonisz! – Uszczypnęła go w tyłek i pobiegła w stronę wieży widokowej.
Michała lekko zamurowało, chwilę potem, ruszył za nią. Wbiegając po schodach, lekko się zdyszał. dawno się nie ruszał, alkohol również zrobił swoje. Musiał chwile odpocząć.
Kiedy wszedł na górę, zobaczył ją w świetle księżyca. Stała, lekko opierając się o balustradę i była zupełnie naga.
Kiedy ona to zdążyła zrobić – pomyślał, podchodząc do niej.
- I co jesteś gotów, by zrobić mi krzywdę?
Michał się uśmiechnął i szybkim ruchem, przyciągnął do siebie. Przez chwile całowali się bardzo namiętnie. Potem ona rozpięła mu spodnie.
- Lubisz lody?
- Uwielbiam!
- No to uważaj, bo po tym będziesz miał nieziemski odlot.
Po chwili miał wrażenie, że jego ciało, rozpływa się w powietrzu. Kiedy doszedł, miał zamknięte oczy i i czuł się tak bosko martwy, a jego partnerka całą esencję, męskiej przyjemności miała w ustach. Nagle złapała go, za nogi i szybkim ruchem, wyrzuciła za balustradę, zdążył tylko krzyknąć krótkie aaa..
Tym razem było po wszystkim już tak na amen. Kobieta lekko drżała, trzymając się poręczy, dochodząc do swojego szczytu. Potem szybko się ubrała i po cichu, zeszła z wieży. Spojrzała na roztrzaskane ciało, upewniając się, czy jest już na tamtym świecie, czy może jeszcze trochę trzeba mu pomóc. Wyglądał śmiertelnie przekonująco, ale na wszelki wypadek, przyłożyła kciuk do tętnicy, cisza. Zadanie wykonane, uśmiechnęła się do zwłok i zniknęła w mroku.
Usłyszał jakiś hałas, otworzył oczy, jakby skrzypienie drzwi szafy. Wstał z łóżka, podszedł bliżej, w tym momencie się otworzyły i zobaczył postać mężczyzny w białym garniturze i czarnej muszce. Na oczach miał ciemne okulary. Potężny facet o ciemnych włosach zaczesanych do tyłu wpatrywał się w niego z szyderczym uśmieszkiem.
- Co ty tu…? Kim jes…? Nie dokończył.
Tamten szybkim ruchem, złapał go jedną ręką za krtań i zaczął dusić. Potężna dłoń coraz mocniej zaciskała się na jego gardle.
- Aaaa! – Obudził się z twarzą w poduszce, ciężko dysząc.
Spojrzał na zegarek.
- O kurwa! Godzina spóźnienia, zerwał się z łóżka, błyskawicznie włożył spodnie i koszulkę, potem poczuł tępy ból w tyle głowy. Podszedł do lodówki, wyciągnął mineralną i półtora litra wziął na trzy łyki. Potem usłyszał sygnał z komórki.
- Kurwa! Poniedziałek, co?
- Wiem, wiem, zapewne nie chcesz słyszeć, że to już się nie powtórzy.
- Zbieraj się i jedź od razu do Parku Jordanowskiego.
- O? A co się tam stało?
- Facet spadł z wieży widokowej.
- No cóż, czasem bywa i tak. Zaraz będę, jakiś koleś wbił sobie samobója?
- Raczej ktoś mu pomógł. Jak zobaczysz kto to, uwierzysz w opatrzność boską.
- Lolo? – stwierdził niedowierzając w to co widzi, oficer wydziału zabójstw Witold Zgrzebniak.
- Mi też trudno w to uwierzyć – odezwał się komisarz Michalski, spoglądając na ciało denata.
– Śnił mi się dzisiaj , w białym garniturze, taki cholernie wysoki, potężny, prawie mnie udusił. W realu wyglądał skromniej, no ale przystojniak z niego był – stwierdził Witek, niedowierzając w to co się stało.
- Ścigałeś go, ścigałeś, a on się wywijał, teraz leży trochę jak dzieło, jakiegoś abstrakcjonisty – powiedział z lekką ironią w głosie, podkomisarz Michalski.
- No, ciekawe… co się stało, spadło mu się z wieży widokowej, ze spuszczonymi spodniami? Tam na górze musiało być ostro, ale to chyba nie na skutek wielkiego podniecenia. – stwierdził Witek, dalej nie mogąc uwierzyć, w to co widzi. – Trza sprawdzić, ile miał w sobie alkoholu i jakiegoś innego kwasu.
- Ok. zaraz go zabiorą, a swoją drogą, jak myślisz? Ktoś to zaplanował, może jedna z jego kurewek, albo konkurencja podsunęła mu jakiś łakomy kąsek, by go sprzątnąć?
- Trudno powiedzieć. Wejście na wieże widokową było z pewnością zaplanowane, może był tam ktoś trzeci? Ale z drugiej strony, Lolo był raczej ostrożny. Najwyraźniej, cholernie mu się spodobała ta tajemnicza nieznajoma, nie wyczuł zagrożenia, a jak to leci w jednej piosence: Nie wierz nigdy kobiecie. – Stwierdził z lekką nutą ironii, Witek
- Odleciał, a ona, albo jakiś ktoś, trzeci, szybko ściągnął go na ziemię – stwierdził równie ironicznie, Michalski.
- No dobra, dajmy spokój, w końcu facet nie żyje, trochę powagi – powiedział Witek, nie mogąc zrozumieć ,jak taki wyjadacz mógł się dać tak podejść.
- Masz rację, więc cóż… na komendę, poczekamy na wyniki i zobaczymy – odpowiedział komisarz Michalski.
Witek wychodząc z samochodu, przed swoim blokiem, przypomniał sobie o Grubym Heniu, starym druhu z którym współpracował , można powiedzieć od zawsze. Znali się od wczesnej podstawówki, ale ich losy, potoczyły się zdecydowanie inaczej. Stanęli po przeciwnych stronach „mocy”. Bezwzględny oficer policji i właściciel agencji towarzyskiej i pubu o idiotycznie brzmiącej nazwie: „Pokusa”. Nie zaważyło to jednak na ich dobrych relacjach. Witek przymykał oko na jego interes, a on udzielał mu cennych informacji. Jego laski uprzejmie donoszą, o tym co słychać w strefie mroku i upadłych aniołów. Mógłby skompromitować niejednego prominenta i sprawić, że wiele kochanych żon przestałoby wierzyć w miłość. Od przestępców większego kalibru trzymał się z daleka, oczywiście na tyle, ile to możliwe w jego biznesie. O nich też lubił dużo wiedzieć, ale prawie z nikim nie dzielił się tą wiedzą. Tylko Witkowi sprzedawał tę bardzo ryzykowną wiedzę i chcąc nie chcąc przyczyniał się do wielu zwycięstw nad „ciemną stroną mocy”. Dzisiejszy gliniarz, w przeszłości, nie raz stawał w obronie kolegi, który kiepsko radził sobie, w walce na pięści, ze szkolnymi łobuzami. Ten fakt sprawił, że do dzisiaj Gruby Henio jest mu za to wdzięczny.
Ciekawe czy wie coś na temat śmierci Lola - pomyślał i wyciągnął telefon z kieszeni.
- Czy zastałem Helenkę?
- Wyszła – odpowiedział, damski głos.
- A kiedy wróci?
- Wyszła za mąż.
Oznaczało to, że może teraz odwiedzić znajomego.
Gdyby nie mogło dojść do spotkania, odpowiedź brzmiałaby: „Wyskoczyła w góry”.
- Witam! – odezwał się facet, siedzący przy małym, okrągłym stoliku.
- Cześć stary zboczeńcu – odpowiedział Witek i usiadł naprzeciw niego.
- Czy panowie się czegoś napiją – zapytała młoda kobieta.
- Na razie spadaj – powiedział stanowczym tonem, szef.
Dziewczyna szybko wyszła z pokoju, delikatnie zamykając drzwi.
- Nowy nabytek, pracuje u mnie od dwóch miesięcy, stara się dziewczyna, szuka u mnie trochę większej akceptacji, a ja mam niezły ubaw, ale niedługo ją zerżnę, apetyczny kąsek.
- No i fajnie, ale jak się domyślasz, ja w zupełnie innej sprawie.
- Chyba wiem, o co chodzi – powiedział już poważnym głosem, właściciel klubu.
- Wiesz, o czym szumią wierzby?
- Niewiele, Lolo ponoć chciał się usamodzielnić, jego kumple rozglądają się wszędzie i szukają jakiejś cizi, tutaj też byli, zapewne podejrzewają szefostwo, ale są na nich za słabi, bez Lola, to kompletne prymitywy.
- E… to sporo wiesz, chciał się usamodzielnić. Za jakiś czas , to on usunąłby starych, ale niestety. Dość sprytnie to zrobili, jakaś lolcia, musiała być odważna, to żadna z takich se tam kurewek, ciekawe… no i on musiał nie wiedzieć, że oni wiedzą. Tylko jakoś nie mogę uwierzyć, że dał się tak podejść?
- Jedna z moich lasek, widywała Lola nieraz z kobietą, w pewnej restauracji, dość regularnie.
- No i?
- To nie była jakaś tam cizia. Raczej taka z wyższych sfer, dlatego mojej lasce rzuciło się to w oczy.
- A skąd wiadomo, że z wyższych sfer, chodziła ubrana, w ciuchach Coco Chanel – zapytał sarkastycznie Witek.
- Może nie Coco Chanel, ale wystarczająco elegancko. No i sama restauracja jest miejscem gdzie spotykają się ludzie, zazwyczaj z górnej półki, no wiesz… wykształceni z kasą, tacy ą, ę. Moje laski czasem też tam się zjawiają. Na zaproszenie pewnych panów, którzy są znudzeni swymi żonami i chcą spędzić wieczór w lżejszym towarzystwie.
- Podsłuchiwała?
- Niezupełnie, kilka razy siedziała z jakimś klientem, niedaleko i co nieco wpadało jej w ucho. Lolo ponoć też zachowywał się, jakby rozmawiał z damą.
- Hm… niesamowite, cenna informacja, chociaż jakoś trudno mi w to uwierzyć.
- No, ale to chyba wszystko, co wiem.
- Ok. to jak na teraz, dużo – stwierdził Witek, wyciągając dłoń na pożegnanie.
- To do znowu – powiedział gruby Henio, ściskając rękę.
- A!? zapomniałem, jak się nazywa ta restauracja?
- „ U Kelnerów”
- U Kelnerów? Co to za kretyńska nazwa, a gdzie to jest?
- Na Wrocławskiej.
- Dzięki za informację, trzeba będzie trochę powęszyć.
- No, to działaj, jak ci się węch jeszcze nie stępił, to coś wywęszysz, w końcu jesteś psem – stwierdził sarkastycznie Gruby Henio.
- Ty, ty, ty, uważaj – Witek pokiwał palcem, robiąc kwaśną minę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania